fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Liga Mistrzów: Glik zrobił wstyd

Gonzalo Higuain chwilę po ataku Kamila Glika.
PAP/EPA, Andrea Di Marco
Kamil Glik zasłużył na czerwoną kartkę, ale prawdopodobnie przestępstwo ujdzie mu na sucho.

W 74. minucie drugiego półfinałowego meczu Juventus – Monaco, stoper reprezentacji Polski i klubu z Księstwa zachował się po chamsku. Nadepnął na udo leżącego napastnika Juve – Gonzalo Higuaina.

W powtórkach telewizyjnych widać wyraźnie, że Polak zrobił to z premedytacją. Internet natychmiast zawrzał, z Glika zrobiono czarny charakter.

Po meczu w rozmowie z jedną z włoskich stacji telewizyjnych obrońca Monaco bagatelizował to wydarzenie. – Takie sytuacje zdarzają się w piłce nożnej, faule są elementem gry. Rozmawiałem po meczu z kilkoma zawodnikami Juventusu, ale akurat nie z Higuainem – mówił Glik. Słowo „przepraszam" nie padło.

Glik nie jest zawodnikiem brutalnym – statystycznie fauluje zaledwie raz w każdym meczu ligi francuskiej, co daje mu równo setne miejsce w klasyfikacji fachowego portalu whoscored.com. Identyczne statystyki ma w Lidze Mistrzów w tym sezonie – dziesięć rozegranych spotkań i tylko dziesięć fauli. Dla porównania Robert Lewandowski rozegrał dziewięć meczów i aż 13-krotnie przekraczał przepisy. Oczywiście w nowoczesnym futbolu to właśnie napastnicy najwięcej faulują – przy wysokim pressingu jest to nieuniknione i ich faule wynikają zazwyczaj z tego, że zbytnio przepychają się przy próbie odebrania piłki. Faule obrońców są inne, a każdy popełniony w okolicy pola karnego, albo w nim, grozi poważnymi konsekwencjami. Siłą rzeczy defensorzy ze wszystkich sił starają się ich nie popełniać.

Recydywa

To nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy Glik zachował się fatalnie, i nie pierwszy, gdy uszło mu to na sucho. W inauguracyjnym meczu eliminacji mistrzostw świata 2018 – przeciwko Kazachstanowi na wyjeździe – kopnął rywala leżącego na murawie i ewidentnie symulującego poważniejszy uraz. Po tym kopnięciu Kazach natychmiast zerwał się na równe nogi.

Glik miał wielkie szczęście, że sędzia pokazał mu tylko żółtą, a nie czerwoną kartkę. W dużej mierze przez tamto niesportowe zachowanie zabraknie go w czerwcowym meczu z Rumunią na Stadionie Narodowym (potem dostał kolejną żółtą kartkę w meczu z Czarnogórą). Po spotkaniu w Kazachstanie, gdy równie głupią kartkę dostał Lewandowski, wiele zastrzeżeń do swoich piłkarzy miał Adam Nawałka. Jego zdaniem zawodnicy niepotrzebnie dali się Kazachom sprowokować, szukali rewanżu i próbowali wymierzać sprawiedliwość na własną rękę.

Wówczas Glik kopnął leżącego rywala, mając na sobie koszulkę reprezentacji. Też stał się bohaterem internetu, ale w pozytywnym sensie. „Cudotwórca Glik – wyleczył kontuzjowanego rywala" brzmiały śmieszne w założeniu nagłówki tych samych portali, które teraz grzmią, jak chamsko zachował się stoper Monaco.

Glik spędził w Turynie pięć lat i został kapitanem i ulubieńcem kibiców Torino – lokalnego rywala Juventusu. W meczach z Juve dostał zresztą dwie z czterech czerwonych kartek, które sędziowie pokazali mu podczas całej kariery. I na ten fakt jako pewne usprawiedliwienie wskazuje słynący z twardej i nieprzyjemnej dla rywali gry były napastnik reprezentacji Marek Saganowski. – Wszyscy wiemy, gdzie Kamil grał wcześniej i jak prestiżowe były dla niego starcia z Juve. Jestem przekonany, że gdy już ochłonął i na spokojnie obejrzał, co zrobił, nie był z siebie dumny. Co do tego nie mam wątpliwości – mówi Saganowski. – A internetowymi hejterami, którzy teraz najchętniej by go pogrzebali żywcem, nie może się przejmować.

Okoliczności łagodzące

Inny były piłkarz, grający na pozycji Glika, Tomasz Łapiński, zwraca jednak uwagę, że zachowanie jego młodszego kolegi po fachu, nie powinno mieć miejsca. – Takiej sytuacji można uniknąć. Gdy rywal leży na murawie, zawsze da się go przeskoczyć, ominąć, więc niestety raczej trzeba założyć, że Kamil zrobił to z premedytacją. Ale jest kilka okoliczności łagodzących: stawka spotkania, zmęczenie, frustracja z powodu wyniku – analizuje Łapiński.

Takie chamskie zagrania kojarzone są najczęściej z czasami już w futbolu minionymi. Dziś nie ma tylu rzeźników, polujących na nogi rywala, co kiedyś.

– Przyczyn jest kilka: zwiększona świadomość piłkarzy, wszechobecne kamery, które natychmiast takie zachowania wychwytują, ale przede wszystkim zaostrzenie przepisów – mówi Łapiński. – Ale starć, gdy sędzia nie patrzy i dochodzi do nagięcia przepisów, nie da się wyeliminować z futbolu. Sam pamiętam, jak w meczu reprezentacji z Mołdawią najpierw dostałem od rywala, a następnie go mocno odepchnąłem. To był odruch. Natychmiast zrozumiałem, że dostanę czerwoną kartkę, więc też się położyłem na ziemi i udawałem, że cierpię. On się położył obok i też udawał. Ale sędzia był na tyle daleko, że żaden z nas nie został ukarany – śmieje się były obrońca Widzewa Łódź.

W Turynie holenderski sędzia Bjoern Kuipers nie tylko nie pokazał Glikowi kartki, ale w ogóle nie odgwizdał przewinienia. Z tego powodu zostanie zapewne przepytany przez komisję sędziowską UEFA. Jeśli się przyzna, że nie zauważył tamtego zdarzenia, komisja na podstawie zapisu wideo będzie mogła ukarać Glika kartką. Jeśli powie, że widział i zinterpretował zajście jako przypadek, sprawa prawdopodobnie rozejdzie się po kościach i Polakowi nie grozi żadna kara.

I właśnie tu jest pies pogrzebany – który sędzia przepytywany przez zwierzchników przyzna się, że czegoś nie zauważył.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA