fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Stefan Szczepłek: Własna droga na manowce

Prezes PZPN Zbigniew Boniek zamierza doprowadzić do reformy rozgrywek
Fotorzepa, Piotr Nowak
Jest szansa, że w ekstraklasie po ośmiu latach eksperymentów pod dyktando buchalterów znów będzie normalnie.

Zbigniew Boniek zamierza doprowadzić do reformy rozgrywek, napisał portal sport.pl. Od sezonu 2021/2022 będzie grało 18 drużyn. Każda rozegra 34 mecze. Zniknie runda finałowa i podział na grupy.

Prezes PZPN mówił o tym od dawna, również w rozmowie z „Rzeczpospolitą". Reforma na pewno zostanie przyjęta, jak każda wcześniejsza. Zwłaszcza jeśli związek przekona kluby ekstraklasy, że po zwiększeniu liczby drużyn z 16 do 18 nikt nie straci pieniędzy.

Posłuchaj podcastu: Boniek: PZPN to nie jest tylko moja firma

Wszystko kręci się wokół kasy, co wcale nie wychodzi futbolowi na dobre. Polacy tego nie wymyślili, idą tylko tropem UEFA i FIFA. Rozbudowana sieć rozgrywek, zwiększanie liczby uczestników mistrzostw świata nie prowadzą do wzrostu poziomu gry, wręcz przeciwnie. Piłkarze są zmęczeni, mniej odporni na kontuzje, a federacje krajowe lub kluby liczą pieniądze. Im więcej meczów, tym większy budżet, pieniędzy przybywa, Obowiązujący wciąż w ekstraklasie system – 30 meczów w sezonie zasadniczym, po nim podział drużyn na walczące o tytuł i broniące się przed spadkiem w dodatkowych siedmiu spotkaniach – jest sztuczny. Gra się prawie do Wigilii, między zakończeniem sezonu pod koniec maja a rozpoczęciem nowego zostaje niewiele czasu na odpoczynek i przygotowania. Kluby walczące o udział w Lidze Mistrzów i Lidze Europy mają tego czasu jeszcze mniej, więc są niemal karane za to, że były najlepsze.

Ale przecież ktoś kilka lat temu zatwierdził ten system. Kluby, które się do tego przyczyniły, nie brały pod uwagę poziomu, tylko dopływ gotówki. Ekstraklasa SA przekonywała nas, że to będzie zbawienne dla polskiej piłki i projekt przeszedł.

Ekstraklasą SA kierowali lepsi lub słabsi menedżerowie, specjaliści różnych dziedzin, w większości jednak niemający większego pojęcia o szkoleniu. Mieli za zadanie zdobywać pieniądze dla klubów, więc to robili. Głosy szkoleniowców o przeładowanym terminarzu, niesportowym odbieraniu połowy zdobytych punktów po rundzie zasadniczej, buchalterów nie obchodziły. Dziennikarze piszący o pustkach na trybunach podczas meczów „o pietruszkę", rozgrywanych w grudniu i lutym, też byli głosem wołającego na puszczy. Polska miała iść własną drogą i rzeczywiście poszła – na manowce.

W żadnym liczącym się futbolowo kraju europejskim nie ma takiego systemu rozgrywek, jak u nas. 18 drużyn w lidze nie oznacza jednak automatycznego zbliżenia Ekstraklasy do Premier League, Serie A i La Liga (po 20 klubów) czy zrównania z Bundesligą (18). Liczba drużyn nie ma związku z poziomem. Ale jeśli trenerzy i gospodarze klubów otrzymają regulamin rozgrywek i będą wiedzieli, na czym stoją, ile zespołów spada, a ile awansuje, poznają stałe terminy, będzie im łatwiej pracować. Szczególnie gdy zyskają też pewność, że to rozwiązanie na lata. Może wtedy podniesie się także poziom.

Dobrze się stało, że ktoś się zreflektował. Uczynili to zresztą w większości ludzie, którzy kilka lat temu głosowali za obecnym systemem. Zgodnie ze starą zasadą: najlepiej naprawią zegarek ci, którzy go wcześniej popsuli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA