fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Mission impossible

Fotorzepa, Kuba Kamiński
W Ministerstwie Finansów trwa podobno zażarta walka o to, by wywiązać się z wyborczych obietnic i zaprezentować zrównoważony budżet na rok 2020. Uważam, że jest to wysiłek całkowicie zbędny.

Z jednej strony Polsce nie zagraża dziś kryzys finansowy, niezależnie od tego, czy deficyt budżetowy wyniesie 0,1 czy 2 proc. PKB. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy krajem o stosunkowo niskim poziomie długu publicznego, więc nawet wyraźne pogorszenie stanu finansów państwa nie spowoduje jeszcze żadnego alarmu.

Jednak z drugiej strony zbilansowany budżet na rok 2020 to tak czy owak tylko niezbyt wyszukana księgowa sztuczka, mająca ukryć rzeczywiste pogorszenie się stanu polskich finansów publicznych. Dlaczego zbilansowany budżet jest księgową sztuczką?

Budżet bazuje na zbyt optymistycznych założeniach dotyczących wzrostu podatków. Najwyraźniej rządzący uważają, że skoro w przeszłości udawało się utrzymać niezłe tempo wzrostu PKB i zwiększać ściągalność podatków, to z pewnością będzie tak i w roku przyszłym. Wygląda jednak na to, że wzrost nam osłabnie, a możliwości zwiększenia ściągalności podatków się kurczą. Ale papier oczywiście jest cierpliwy i – wszystko.

To jednak wcale nie jest najgorsze. Gorsze jest to, że przy konstrukcji „zrównoważonego" budżetu zastosowano sztuczkę bardziej toporną – trwały wzrost wydatków, związany z większymi wydatkami socjalnymi i obniżkami podatków, sfinansowano za pomocą jednorazowych dochodów. Przede wszystkim jednorazowym zastrzykiem gotówki związanym z ostateczną likwidacją systemu OFE (co w przyszłości pogorszy i tak fatalną sytuację systemu emerytalnego), ale także dochodami ze sprzedaży częstotliwości 5G. Te pieniądze będą dostępne w roku 2020, ale już nie w latach kolejnych.

I to też nie jest najgorsze. Gorsze jest to, że najwyraźniej nie ustaje fala obietnic przed kolejnymi wyborami – tym razem związanych z dalszym obniżeniem wieku przechodzenia na emeryturę, co przełoży się na kolejne miliardy deficytu w ZUS.

I to też nie jest jeszcze najgorsze! Bo najgorsze jest to, że sztuczne „równoważenie" budżetu państwa (czyli wydatków i dochodów rządu) odbywa się kosztem wzrostu luki finansowej w samorządach, które z jednej strony zmuszane są do znacznego wzrostu wydatków przy ograniczonych przez obniżki podatków dochodach, z drugiej jednak nie uzyskują za to żadnej rekompensaty z budżetu (do której rząd jest teoretycznie zobowiązany).

Jeśli minister finansów stanie na głowie, będziemy może mieli w roku 2020 zrównoważony budżet. Dla osób mało zorientowanych w ekonomii brzmi to wspaniale. Niestety, jednocześnie wzrośnie deficyt pozostałych instytucji państwa (a ekonomiści oceniają stan finansów całego państwa, a nie tylko budżet, czyli finanse rządu). A również perspektywy finansów rządu, analizowane na metę nieco dłuższą niż jeden rok, będą coraz ciemniejsze.

Nie ma cienia wątpliwości, że stan polskich finansów publicznych ulegnie w roku 2020 znacznemu pogorszeniu, choć skalę tego pogorszenia poznamy dopiero w perspektywie dwóch–trzech lat. A postawione przed ministrem finansów zadanie udowodnienia, że stan ten rzekomo się poprawił – będzie już prawdziwą mission impossible.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA