fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

„Algorytm uciążliwości” urzędniczej

shutterstock
Biznes potrzebuje spokoju i przewidywalności, nie „nieuczesanych" propozycji. Nie wolno tuż przed 1 stycznia straszyć podatników nowymi obciążeniami.

Mamy nową świecką tradycję. Ni stąd, ni zowąd członek rządu mówi w mediach o rychłej zmianie prawa bądź nowym podatku. Wcześniej nigdy tego nie sygnalizowano, a przecież może to znacząco wpłynąć np. na prowadzenie biznesu. Przedsiębiorcy dostają więc palpitacji serca. Wybucha awantura. Rząd w popłochu wycofuje się rakiem, przekonując, że wszyscy się po prostu przesłyszeli.

Najnowszy przykład to tzw. „podatek od uciążliwości". Miałyby nim być obłożone wielkie sklepy. Specjalny algorytm wyliczałby tę uciążliwość na podstawie tworzących się wokół nich korków. Oraz koniecznych nakładów na przebudowę istniejącej już infrastruktury, w tym przede wszystkim dróg. O tym, że jest wola wprowadzenia takiego podatku – i to nawet od 1 stycznia – usłyszeliśmy w ubiegły wtorek rano. Po burzy, jaka się rozpętała i powszechnej krytyce, w środę wieczorem poszedł w świat komunikat „projektu (...) nie ma w tej chwili, nie jest przygotowywany".

Tak nie można! „Nie idźcie tą drogą" – te słowa klasyka pasują tu idealnie. Biznes potrzebuje spokoju i przewidywalności, nie „nieuczesanych" propozycji. Nie wolno tuż przed 1 stycznia straszyć podatników nowymi obciążeniami. Takie pomysły lepiej najpierw „przegadać" z przedsiębiorcami. W tym konkretnym przypadku również z samorządowcami. Żeby uniknąć błędów i kompromitacji. Bo taki „podatek od uciążliwości" to pomysł naprawdę z kosmosu.

Po pierwsze, trudno uwierzyć, że jakikolwiek polski urząd państwowy jest w stanie skonstruować wiarygodny algorytm mierzący „uciążliwość sklepu". Mamy przecież problem z uregulowaniem kwestii, czy osoba jadąca hulajnogą to pieszy czy kierowca. Wzór do wyliczenia podatku od farm wiatrowych położył tę branżę. Takich „byków" można znaleźć znacznie więcej. Prędzej kolejne zlodowacenie obejmie dolinę Wisły, niż uda się stworzyć rzetelny wzór na liczenie „uciążliwości".

Po drugie, takim podatkiem należałoby również, a może w pierwszej kolejności, obłożyć instytucje państwowe. Blokowanie ulic przy okazji przejazdu VIP-ów, parkingi i osiedlowe uliczki wiecznie zajęte przez auta interesantów itd. To realne niedogodności, jakich doświadczają sąsiedzi różnorodnych placówek publicznych. Zakład, że po obłożeniu ich nową daniną wiele z nich poszłoby z torbami już po roku.

Po trzecie, skoro uciążliwości spadają na mieszkańców, to na podatku powinni skorzystać przede wszystkim oni lub ich samorządy. Nie budżet! Mieszkam na warszawskiej Saskiej Kępie i ilekroć na pobliskim stadionie odbywa się mecz lub koncert, mam zmarnowany weekend. Ulice pozamykane lub zablokowane kilometrowymi korkami. Po imprezie tłumy ludzi wylewają się ze stadionu. Rzadko kiedy zachowują się jak grzeczne pensjonarki. Ja i sąsiedzi chętnie przyjmiemy rekompensatę za te ekscesy np. w formie ulg podatkowych. Może być ryczałtem za cały rok lub od imprezy. O szczegóły nie będziemy się spierać.

„Podatek od uciążliwości" został na razie pogrzebany. Wróci jednak na pewno. Wtorkowy lapsus nie wziął się znikąd. Dla urzędników tworzących algorytm mam jednak radę. Jak już będzie gotowy, to przyłóżcie go najpierw na próbę do tego, co wymyślacie i usiłujecie wprowadzić w życie. Jeśli wskazówka skoczy na czerwone pole i zabraknie skali – to znaczy, że algorytm działa jak trzeba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA