fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof Drzewicki: Obraza polskich kandydatów na sędziów ETPCz

Adobe Stock
Uznając, że wszyscy trzej kandydaci na sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie spełniają wymogów do sprawowania urzędu, poniżono ich godność i dobry wizerunek naszego kraju.

Skończyła się właśnie era, gdy wybory polskich sędziów do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dawały RP powody do dumy z konkluzji uznających wszystkich kandydatów polskich za osoby spełniające wymogi do sprawowania urzędu sędziego. 19 kwietnia 2021 r. kontynuacja tego dorobku została zaprzepaszczona ciosem zadanym przez Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, które odrzuciło en bloc listę trojga kandydatów na sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z ramienia Polski. Co gorsza, uczyniono tak, uznając, że krajowa procedura ich wyłonienia „nie była zgodna ze standardami wymaganymi przez Zgromadzenie i Komitet Ministrów". Zgromadzenie poprosiło władze polskie „o przedstawienie nowej listy kandydatów". Rada Europy ujawniła kolejne symptomy typowo bizantyjskiej „choroby", mimo że chlubi się zasadami rządów prawa i „prawdziwej demokracji", przy jednoczesnej pobłażliwości wobec Rosji i innych państw o cechach despotii wschodnich.

Czytaj także:

Decyzja Zgromadzenia Parlamentarnego została podjęta bez wysłuchania kandydatów i bez wskazania rzekomych defektów procedury krajowej. Ma wszelkie cechy defamacyjne wobec trojga polskich kandydatów. Inaczej niż kandydaci innych państw, nie zostali oni wysłuchani, a mimo to zyskali oceny dyskredytujące ich poprzez zbiorcze odrzucenie listy. Decyzja ta powoduje dwie znaczące konsekwencje.

Dyplomatyczny sposób

Po pierwsze, zaproszenie rządu do przedstawienia nowej listy oznacza, że Zgromadzenie wyraża negatywną opinię o wszystkich polskich kandydatach, co implikuje wykluczenie zaproponowanej przez Polskę trójki. W prawdziwej demokracji nie stosuje się argumentów o niezgodności procedury krajowej selekcji kandydatów bez uzasadnienia. Zakładając, że rząd chciałby naprawić potencjalne defekty owej procedury, nie jest w stanie tego uczynić bez elementarnej wiedzy o nich. Co więcej, każda kolejna lista kandydatów mogłaby być odrzucona w ten sam sposób. Wnioskodawcom nie chodziło może o procedurę, ale o wynik, jaki przyniosła, bo profil kandydatów nie odpowiada ich poglądom politycznym. Pokazuje to, jak daleko jest wnioskodawcom do miana prawdziwych Europejczyków i strażników demokracji.

Po drugie, odrzucenie listy jest zignorowaniem prawidłowo przeprowadzonej procedury selekcji kandydatów przez rząd RP zgodnie ze standardami Rady Europy i polskimi regulacjami w tej materii. W procedurze Rady Europy uwag negatywnych, czy choćby krytycznych, nie wyraziły ani wobec kandydatów, ani wobec zastosowanej procedury dwa organy: Komitet Ministrów i Doradczy Panel Ekspertów. Oznacza to brak respektu dla obu organów, które dokładniej przestudiowały informacje na temat dorobku kandydatów oraz krajowej procedury ich selekcji. Parlamentarzystom warto przypomnieć, że w składzie Panelu znajdują się byli sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W odpowiedzi na decyzję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy rząd RP zareagował w sposób typowo dyplomatyczny, wyrażając rozczarowanie oraz brak zrozumienia dla odrzucenia listy polskiej, mimo że została przyjęta wedle tej samej procedury co w 2012 r., a wówczas listy nie skrytykowano ani też nie odrzucono. Rząd słusznie podjął próbę obrony swego stanowiska, powołując się na podobne procedury w innych państwach oraz przypominając rozbudowany mechanizm selekcji, która nie zasługuje na negatywną ocenę i jej odrzucenie. Rząd krytycznie odniósł się do braku wysłuchania polskich kandydatów. Wydaje się jednak, że reakcja MSZ mogłaby być nieco dalej idąca i bardziej kategoryczna. Warto rozważyć następujące działania.

Bądźmy bardziej stanowczy

Po pierwsze, rząd RP winien twardo bronić godności osobistej i zawodowej polskich kandydatów. Służyć temu mogłoby wystąpienie rządu przez Komitet Ministrów do Zgromadzenia Parlamentarnego o publiczne przeprosiny i przyrzeczenie zaniechania praktyki obrażania kandydatów poprzez odmowę ich wysłuchania oraz ich zbiorcze dyskredytowanie za pomocą ogólnikowego argumentu proceduralnego. Trzeba mieć świadomość, że decyzja Zgromadzenia może wpłynąć na osłabienie motywacji wielu kompetentnych osób do udziału bona fide w procedurach konkursowych na urząd sędziego trybunałów międzynarodowych, w których można zostać tak łatwo ukaranym na oczach całej Europy.

Po drugie, rząd mógłby wystąpić poprzez Komitet Ministrów do Zgromadzenia Parlamentarnego o precyzyjne wskazanie rzekomo popełnionych nieprawidłowości proceduralnych. W przeciwnym razie każda następna polska lista może zostać odrzucona z nieznanych przyczyn proceduralnych. Brak odpowiedzi należałoby potraktować jako odmowę współpracy Zgromadzenia z Polską, co powinno skutkować odrzuceniem jego decyzji nieuznającej polskich kandydatów oraz nieprzedłożeniem żadnej nowej listy do chwili wskazania konkretnych nieprawidłowości proceduralnych. Jeśli dojdzie do powtórzenia procedury selekcyjnej w kraju, uprzednio zgłoszeni kandydaci powinni zachować prawo do udziału w niej.

Po trzecie, rząd RP winien wystąpić do marszałków Sejmu i Senatu RP z sugestią apelu do członków polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o poszanowanie w ich działaniach zasad godnego reprezentowania RP, w szczególności o unikanie promowania uchwał czy decyzji pozbawionych uzasadnienia, co szkodzi wizerunkowi Polski i narusza godność ludzką kandydatów.

Po czwarte, antycypując dalsze etapy polemiki ze Zgromadzeniem Parlamentarnym, warto przystąpić do opracowania szerszej oceny procedury krajowej, która byłaby odpowiedzią na rzekome defekty proceduralne podnoszone przez opozycję, rzecznika praw obywatelskich oraz organizacje pozarządowe (np. niedopuszczenie do procesu selekcji przedstawicieli spoza rządu, niezorganizowanie publicznego przesłuchania kandydatów czy inne). Silniej należałoby na tym tle zaakcentować te składniki polskiej procedury selekcyjnej, które na tle podobnych rozwiązań stosowanych w innych państwach nie odbiegają od standardu europejskiego. Zaskakujące, że RPO i organizacje pozarządowe, w tym prawnicze, wykazują sporo ignorancji, nie pojmując, że wybór kandydatów to konwencyjne prawo rządu, a żądana transparentność nie może naruszać prywatności kandydatów.

W dalszej perspektywie można rekomendować, by rząd, po uprzednich konsultacjach, rozważył wystąpienie z wnioskiem o zmianę art. 22 europejskiej konwencji praw człowieka w sprawie wyboru sędziów, wzorując go na procedurze stosowanej w UE przy wyborze sędziów, która pomija udział Parlamentu Europejskiego. Kazus art. 22 konwencji dowodzi, że rozszerzanie motu proprio uprawnień wyborczych prowadzi nierzadko do promowania skutków degeneracyjnych dla demokracji przez mało przemyślane wnioski parlamentarne. Znacznie skromniejsze procedury selekcji kandydatów do Trybunału Sprawiedliwości UE czy do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ funkcjonują sprawnie, a wybrani kandydaci reprezentują najwyższy poziom prawniczych kompetencji. Szkoda, że krytycy polskiej listy kandydatów do Strasburga nie dostrzegali defektów jeszcze bardziej utajnionego trybu wyboru sędziów do Luksemburga. Czy taki syndrom to nie hipokryzja?

Wyrażam głębokie przekonanie, że doszło do poniżenia godności polskich kandydatów na urząd sędziego z ramienia Polski oraz dobrego wizerunku Rzeczypospolitej Polskiej. Takich działań nie wolno pozostawiać bez kategorycznej odpowiedzi. Krytyczne stanowisko wyrażone przez MSZ jest krokiem właściwym, ale oczekiwać wypada dalszych.

Autor jest profesorem, b. pełnomocnikiem MSZ ds. reprezentowania RP przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (1994–2003) i kandydatem na sędziego w 2012 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA