Opinie

Marek Domagalski: Timmermans mnie nie rozczarował

Frans Timmermans
AFP
Nie podzielałem wiary niektórych polityków PiS wyrażanej w ostatnich dniach, że sprawa praworządności jest praktycznie zamknięta, że uczynione ustępstwa gwarantują kompromis.

Strona polska ustąpiła wiele, i to w formie ustaw, a więc rękami najwyższego organu władzy, za aprobatą prezydenta, ryzykując posądzenia o słabość, o uginanie się władzy demokratycznej pod dyktando Brukseli, a jej nacisk trwa i nie widać końca.

Wątpię by Brukseli chodziło tylko o zasady, a nie także o interesy, o czym świadczy ostatnia nowela o złagodzeniu skargi nadzwyczajnej (od rażąco wadliwych wyroków) w wypadku, gdyby uchylenie takiego wyroku naruszyło międzynarodowe zobowiązania RP, co było najwyraźniej jedną z ważniejszych trosk Komisji.

Mimo tych ustępstw wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans wchodząc w poniedziałek na posiedzenie Rady UE powiedział: - Dokonaliśmy jakiegoś postępu, ale nie jesteśmy jeszcze w miejscu, żeby powiedzieć, że problemy zostały rozwiązane, a pytany, czego więcej oczekuje od polskich władz, odparł, że jest to jasno opisane w rekomendacjach Komisji. Że na koniec chodzi o niezależność wymiaru sprawiedliwości. - Jeśli mamy praworządność, jest jasny podział władzy, a sądownictwo jest niezależne, a wciąż mamy (KE) obawy w tej sprawie spuentował.

Zakładając dobrą wiarę Komisarza, że niezależność wymiaru sprawiedliwości jest jego jedyna troską, trudno nie zauważyć problemu przed jakim stanął. Po pierwsze wątpię w jasny podział władz, każde z 28 państwa Unii ma inny system, inne tryby powoływania sędziów, inną strukturę sądów oraz inne formy nadzwyczajnej weryfikacji wyroków. Po drugie jasnego trójpodziału nie było zresztą do tej pory w Polsce. Po trzecie, to czy sądy po reformach będą niezależne, będziemy mogli powiedzieć dopiero po jakimś czasie, na razie jesteśmy skazani na przerzucanie się przekonaniami oraz intuicjami na ten temat. Prawnie rzecz biorąc spór jest nierozwiązywalny i nie przypuszczam, by Bruksela o tym nie wiedziała. Ta gra musi się jednak kiedyś skończyć i nie będzie to powrót to punktu wyjścia, gdyż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Polskie władze zapewne teraz kalkulują jak długo jeszcze w tej grze (dyplomacji) uczestniczyć, czy jeszcze poczekać, aż znużeni gracze po brukselskiej stronie któregoś dnia zapomną o tym stoliku. To jest jedyne istotne teraz pytanie. Obok oczywiści niezależnych sądów - ale to troska nas wszystkich.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL