fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Reforma jest potrzebna

Adobe Stock
Przed przyjęciem euro zmieńmy model kreowania pieniądza w Polsce.

Zwolenników i przeciwników euro łączy przekonanie, że gospodarka polska jest przygotowana do bycia członkiem unii walutowej. Niestety, ta pozytywna samoocena dokonywana jest na wyrost, a procesy kreowania pieniądza wymagają zmian strukturalnych, i to niezależnie od tego, czy Polska stanie się członkiem strefy euro, czy pozostanie przy złotym.

Kreacja pieniądza pod lupą

Kryzys finansowy po 2007 r. zakwestionował cały szereg „praw ekonomicznych", w tym m.in. dwa istotne założenia dotyczące kreacji pieniądza. Do opinii publicznej dotarło, że banki komercyjne kreują nowy pieniądz, a nie jedynie rozprowadzają ten już istniejący. Potencjał banków komercyjnych do kreowania pieniądza nie jest ograniczony ani istniejącymi w systemie oszczędnościami, ani emisją pieniądza przez bank centralny. Właśnie z tego względu strefa euro zareagowała regulacjami tzw. unii bankowej.

Drugą istotną „nowością" było uznanie kluczowego znaczenia zabezpieczeń dla emisji pieniądza. Faktem jest, że zarówno w strefie euro, jak i w polskim systemie monetarnym konieczne jest przedłożenie odpowiednich zabezpieczeń, zanim nastąpi dodruk pieniądza. Oznacza to, że podmioty, które są w stanie kreować owe zabezpieczenia, mają systemowy wpływ na ilość pieniądza w obiegu oraz decydują o tym, w jaki sposób pieniądze te są inwestowane.

W świetle powyższych stwierdzeń rodzą się dwa pytania o funkcjonowanie sfery monetarnej w Polsce. Po pierwsze, jeśli system bankowy jest w stanie kreować kapitał pod inwestycje, to dlaczego brakuje kapitału krajowego? Po drugie, dlaczego emisja złotego zabezpieczana jest nadal jedynie zagranicznymi papierami dłużnymi?

Odbiega to zasadniczo od drogi rozwoju, jaką obrały np. Niemcy po 1949 r., gdzie emisja marki zachodniej była zabezpieczana szerokim wachlarzem krajowych papierów wartościowych, takich jak weksle, listy zastawne czy obligacje rządowe i komunalne. Innymi słowy, papiery dłużne wszystkich krajowych podmiotów gospodarczych były dopuszczone do procesów kreowania pieniądza. To ten mechanizm leżał u podstaw prorozwojowego charakteru polityki monetarnej Bundesbanku.

W Polsce po 1989 r. zdecydowano, że emisja złotego będzie zabezpieczana przede wszystkim walutami obcymi. Było to i nadal jest standardem przy realizacji programów naprawczych MFW. Polityka ta tłumaczona jest chęcią odpolitycznienia, czyli wyjęcia podstawy emisji pieniądza spod kontroli danego systemu polityczno-prawnego. Po raz pierwszy wprowadzenie tego typu zewnętrznej bariery zastosowano w odniesieniu do kolonii brytyjskich.

Konsekwencją tej polityki jest fakt, że to decyzje zagranicznych podmiotów, a nie krajowych inwestorów, wpływają na poziom emisji pieniądza. Polityka ta mogła być uzasadniona na początku transformacji, ale trudno zrozumieć, dlaczego nie jest ona kwestionowana obecnie, mimo że zasadniczo różni nas od standardów zachodnioeuropejskich.

Szczególnie musi dziwić milczenie w tej sprawie zwolenników przyjęcia euro. Bez możliwości kreowania pieniądza na bazie krajowych papierów wartościowych nasz udział w strefie euro nie wnosi jakościowej zmiany do polskiej gospodarki.

Trudno nam też wziąć udział w debacie na temat uregulowania systemu bankowego w taki sposób, aby zachować elastyczność w kreowaniu pieniądza bez zagrożenia dla systemu jako całości, skoro korzystamy z tych mechanizmów w bardzo ograniczony sposób i nadal tkwimy w teoretycznym skansenie, tłumacząc brak kapitału krajowego niskim poziomem oszczędności w systemie bankowym.

Zwolennicy wejścia Polski do strefy euro powinni się poczuwać do odpowiedzialności za jej funkcjonowanie. Oczekiwanie, że to inni rozwiążą za nas problem, podczas gdy my wprowadzimy gotowe regulacje, nie wpisuje się w prounijne podejście. Konieczna jest debata dotycząca nie tylko udziału w strefie euro, ale również reformy tej strefy.

Nie powinni też spoczywać na laurach ci, którzy cieszą się z posiadania przez Polskę suwerennej waluty. Tak długo, jak podstawą emisji naszej waluty nie są aktywa krajowe, trudno mówić o suwerenności.

Sam fakt, że emisja złotego zabezpieczana jest walutami obcymi, nie przesądza jeszcze o braku suwerenności. Na podobnej konstrukcji opiera się frank szwajcarski czy korona duńska. Ale w ich przypadku istnieją rynki krajowych papierów wartościowych, które w każdej chwili mogą zastąpić zabezpieczenia przez waluty obce. Napływ kapitału obcego nie stanowi koniecznego warunku emisji pieniądza pod inwestycje.

W związku z powyższym oba środowiska, niezależnie od opcji, powinny być zainteresowane reformami rynku bankowo-finansowego, które wreszcie umożliwią korzystanie w pełni z tej podstawowej technologii kapitalizmu, jaką jest kreowanie pieniądza pod inwestycje na bazie praw majątkowych.

Dla zwolenników euro powinno to być istotne z punktu widzenia współkształtowania dyskursu europejskiego na temat reformy strefy euro, bycia aktywnym podmiotem procesów zachodzących w Unii Europejskiej i przyjmowania współodpowiedzialności za jej instytucje. Dla przeciwników wejścia do strefy euro te reformy prowadzą do prawdziwie suwerennej waluty, gdyż cały proces jej kreowania, począwszy od zdefiniowania zabezpieczeń stanowiących podstawę emisji złotego, znalazłby się pod kontrolą krajowych instytucji.

Najważniejsze jest jednak to, że reformy te są koniecznym warunkiem zmiany modelu rozwoju. Trudno sobie wyobrazić wyjście z pułapki średniego dochodu bez kreowania kapitału krajowego oraz emisji pieniądza na bazie krajowych papierów wartościowych. Przyciąganie bezpośredniego kapitału zagranicznego wiąże się z utratą prawa własności do tych zasobów.

Największy przyrost wartości i największe dochody kreowane są na poziomie właścicielskim. Ponadto władając dobrze rozwiniętym rynkiem kredytowo-finansowym, uniezależniamy nasz rozwój od funduszy unijnych, które ze względu na nowe wyzwania stojące przed Unią Europejską i rozwój Polski będą maleć, a nie rosnąć.

Nie spoczywajmy na laurach

Błędem byłoby uleganie złudzeniu, iż jest tak dobrze, że nic nie trzeba robić. Decydującym czynnikiem dla naszego udziału w strefie euro nie jest obecnie wysokość inflacji czy poziom zadłużenia, ale zdolność do kreowania kapitału krajowego.

Gospodarki strefy euro różnią się właśnie pod względem tego potencjału. Bez reform, które umożliwiają w pełni wykorzystywanie technologii kreowania kapitału, wejście lub nie do strefy euro jest kwestią drugorzędną.

Dr Justyna Schulz jest dyrektorem Instytutu Zachodniego w Poznaniu, absolwentką germanistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz doktorem nauk ekonomicznych Uniwersytetu w Bremie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA