fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pieniądze wyciekają przez urzędnicze sito

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP
materiały prasowe
Z pustego nie naleje ani Salomon, ani żaden szef rządu.

A że regulacje przyjmowane przez obecny Sejm zakładają bardzo poważne obciążenia dla budżetu, sprawa znalezienia pieniędzy na pokrycie planowanych wydatków stała się paląca. Szczególnie że chodzi nie o wydatki jednorazowe, lecz o programy planowane na długie lata. Takie, jak choćby Rodzina 500+. Jeśli do tego dorzuci się zapowiadane w kampanii wyborczej obniżki wybranych obciążeń podatkowych, to rozdźwięk między spodziewanymi wydatkami a spodziewanymi przychodami staje się coraz większy.

Projekty, które wydawały się łatwe w realizacji, stają się koszmarem urzędników. Choćby taki podatek od handlu, który miał obowiązywać bodajże od kwietnia. Kwiecień tuż-tuż, a ustawa w rozsypce.

Chciałoby się powiedzieć: „i chwała Bogu!", bo przedstawiane wcześniej propozycje nowego prawa nie miały wiele wspólnego z pierwotnymi założeniami. Co najwyżej ze swoiście pojmowanym społecznym solidaryzmem, bo wywołały solidarne ostre protesty wszystkich – od wielkich zagranicznych sieci handlowych po związki zawodowe i polskich dostawców. Prace ciągle idą w ślimaczym tempie i pieniędzy nie ma. Nawet na papierze.

Zapomniano, że ich pozyskanie nie zawsze wiąże się z koniecznością prawnej rewolucji. Polską tradycją stało się zostawianie istniejących przepisów bez egzekucji i obmyślanie kolejnych – tak jakby od samego tworzenia regulacji znikały problemy. Dochody w budżetowych prognozach zawsze wyglądają pięknie, gorzej z realizacją. I nie zawsze jest to wina zbyt optymistycznych wyliczeń, po prostu urzędniczej indolencji. Albo – co tu dużo kryć – złej woli.

Klasycznym przykładem jest przeszarżowanie przez poprzednią ekipę z akcyzą na wyroby tytoniowe. W rezultacie dzisiaj (zgodnie z danymi Centrum Badawczego Międzynarodowej Przestępczości Przemytniczej „Transcrime") co szósty wypalany w Polsce papieros pochodzi z przemytu. Ten przemyt ułatwiają złe przepisy, dzięki którym „mrówki" uprawiają swój proceder bez przeszkód, a także brak monitoringu na kluczowych przemytniczych szlakach, mimo że system viaTOLL miał w swoim założeniu, prócz dostarczania pieniędzy Krajowemu Funduszowi Drogowemu, ułatwić walkę z przestępczością.

Bramownice umieszczone przy głównych trasach pozwalają m.in. na monitorowanie tranzytu. Przemytu to rzecz jasna nie wyeliminuje, ale ułatwi jego ściganie.

Dziwnym trafem kolejne rozszerzenia systemu były w ostatnich latach spowalniane, a viaTOLL nie objął kluczowych szlaków przy wschodniej i zachodniej granicy. Są to akurat te drogi najbardziej uczęszczane przez przemytników.

Żeby tę dziurę załatać, wicepremier Mateusz Morawiecki nie musi przygotowywać specjalnego planu, a Sejm przyjmować pakietu ustaw. Wystarczy urzędnicza decyzja. Trudno uwierzyć, że do tej pory jej nie podjęto.

W biurokracji, aby sprawa nabrała wagi, musi „przeleżeć". Odnoszę wrażenie, że uszczelnianie naszych granic i systemu podatkowego przeleżało dość długo i wystarczająco często znajdowało się na ustach polityków. A każdy dzień zwłoki to strata konkretnych pieniędzy.

W centrum Warszawy wisi licznik długu publicznego pokazujący, jak z sekundy na sekundę przyrasta suma zobowiązań, które obciążają nas wszystkich. Czas chyba, by przed kilkoma ministerstwami stanął licznik pieniędzy traconych z powodu urzędniczego kunktatorstwa.

Andrzej Malinowski prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA