fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga o sędziach pokoju: sądowy skok w nieznane

Adobe Stock
Jeśli PiS zlikwiduje trzyszczeblowe sądownictwo i wprowadzi sędziów pokoju, będzie to największa reforma Temidy w III RP.

Przez trzy lata partia Jarosława Kaczyńskiego gruntowne zmiany w wymiarze sprawiedliwości wyniosła do rangi prawdziwego priorytetu. Tyle że skupiła się głównie na kontrowersyjnych zmianach instytucjonalnych oraz wymianie kadrowej, a nie na reformach, które wprowadziłyby nową jakość w sądownictwie. Dla obywatela, który przychodzi do sądu, zmieniło się niewiele. Procesy trwają tyle samo co pięć czy dziesięć lat temu, wciąż grzęzną w formalizmach proceduralnej sprawiedliwości. A huczne wprowadzenie losowania spraw czy zasady niezmienności składów orzeczniczych wiosny nie uczyniło.

Czytaj także:

Sędzia pokoju osądzi wykroczenia

Nadchodzi wielka reforma sądów powszechnych

Likwidacja trzyszczeblowego sądownictwa (bez sądów apelacyjnych), łączenie mniejszych placówek, zmiana statusu sędziego oraz powołanie sędziego pokoju mogą wprowadzić nową jakość. Resetując to, co organizacyjnie działa źle, i wypychając jednocześnie z sądów miliony drobnych spraw, którym sędziowie poświęcają tyle samo uwagi co dużym. To racjonalny zamysł. Diabeł jednak tkwi w szczegółach i namiętnościach. Tych pierwszych ciągle nie znamy. Chociaż pomysł, aby sędziami pokoju byli nieprawnicy, od razu można uznać za śmiały eksperyment.

Namiętności za to znamy aż za dobrze. Bo nie bez znaczenia jest, że tak potężna reforma może być prowadzona w czasie ostrego konfliktu reformatorów z reformowanymi. Ów stan napięcia z pewnością nie będzie sojusznikiem. Przed laty właśnie wskutek namiętności upadła słuszna koncepcja sądów 24-godzinnych, chociaż brak zaufania sędziów do intencji władzy politycznej był nieporównywalnie mniejszy niż teraz.

PiS, wymieniając kadrę kierowniczą w sądach, próbował się zabezpieczyć przed tego rodzaju obstrukcją. Tylko że to trochę za mało. Bez przekonania o słuszności zmian wśród sędziów – nie tych zradykalizowanych, którzy z automatu skrytykują wszystko, co kojarzy się z Jarosławem Kaczyńskim, ale tych milczących, liniowych, z małych sądów, którzy będą wdrażali i stosowali te reformy na swoim podwórku – może być to bardzo trudne.

Wiele zależy też od samych reformatorów. Czy PiS bardziej będzie zależało na złapaniu króliczka niż na jego gonieniu? Tego rodzaju operacja nie może być pospolitym ruszeniem na czas wyborów, gdy rzuca się na stół „dobre pomysły", ale dobrze przemyślaną i wszechstronnie skonsultowaną koncepcją, z pełną oceną jej dalekosiężnych skutków. To też niepowtarzalna szansa na podjęcie próby normalizacji stosunków ze skonfliktowaną, zradykalizowaną częścią trzeciej władzy. Warunkiem jest dopuszczenie do stołu wszystkich tych, którzy o reformowaniu Temidy chcą merytorycznie rozmawiać.

Zbigniew Ziobro musi wyciągnąć wnioski z sytuacji sprzed 12 lat, pamiętając, jak destrukcyjny dla jego reform okazał się konflikt z sędziami. I z doświadczeń Jarosława Gowina, którego plan likwidacji 79 małych sądów rozbił się nie tyle o błędy merytoryczne, ile o niezabezpieczenie reformy od strony politycznej. Dziś to nieporównywalnie większa zmiana niż likwidacja małych sądów. Klapa zagwarantuje, że Temida spadnie w otchłań na całe dekady. Warto o tym pamiętać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA