fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Kubisiak: Pandemia braku zaufania

Berlin
AFP
Strach, dezinformacja i szum medialny spowodowały globalny spadek zaufania wszystkich do wszystkich. Ten efekt uboczny koronakryzysu wymaga naprawy, bo bez zaufania trudno będzie o odbudowę światowych gospodarek.

W ubiegłym roku przestaliśmy ufać komukolwiek, a szczególnie źródłom informacji – taki wniosek płynie z najnowszego raportu Edelman Trust Barometer, w którym 2020 r. nazywany jest okresem „bankructwa informacyjnego". Już przed pandemią mieliśmy do czynienia z deficytem zaufania, a ostatni rok tylko ten stan pogłębił. W ciągu 12 miesięcy spadło zaufanie do naukowców (o 8 pkt proc.), mediów tradycyjnych (o 8 pkt proc.) czy mediów społecznościowych (o 5 pkt proc.). Poza brakiem wiary w źródła informacji przestaliśmy ufać także innym podobnym do nas ludziom (spadek o 7 pkt proc.) czy pracownikom (o 14 pkt proc.).

W dobie pandemii pojawiło się również spore rozczarowanie pracodawcami. Wśród 13 tys. przebadanych osób na świecie jedynie 43 proc. uważa, że firmy w wystarczającym stopniu chroniły swoich pracowników, a 45 proc. uważa, że sektor prywatny bardziej zwracał uwagę na zyski niż sytuację ludzi. To powoduje, że liderzy biznesowi znaleźli się na ostatnim miejscu – za naukowcami i urzędnikami państwowymi – pod względem oceny pozytywnego wpływu na swoje otoczenie w czasie kryzysu.

Niepewność napędziła głód wiedzy

Początek marca był jak prawdziwy rollercoaster, szczególnie z perspektywy społecznej. Lockdown, niedziałające szkoły, szturm na sklepy i bankomaty, praca zdalna oraz światowa izolacja, wywołały ogromne emocje i poszukiwanie odpowiedzi, dlaczego znane nam reguły nagle legły w gruzach. Ten nagły głód wiedzy i potrzeba gromadzenia nawet strzępów informacji miał dać odpowiedzi, których wówczas nie mogliśmy poznać.

Brak danych, brak badań klinicznych i „ograniczone" informacje płynące z najbardziej prawdopodobnego źródła pandemii, czyli z Chin, powodowały, że snuto wiele domysłów, które dodatkowo podsycały strach. Zupełnie nowa sytuacja wywołała niepewność, którą nie można było zarządzić według kanonu działań sprzyjających ograniczaniu ryzyka, bo wszystkim brakowało wiedzy.

W takich warunkach oczy całego świata skierowały się na naukowców i analityków, by zaczęli tłumaczyć, co się właściwie stało. Ci próbowali podjąć rękawicę. Na całym świecie naukowcy opublikowali w tym roku w zawrotnym tempie około 50 tys. prac i preprintów na temat Covid-19.

Dotychczas oficjalnie wycofano jedynie kilkadziesiąt z nich, ale zwykle proces weryfikacji zajmuje kilka lat, więc możemy spodziewać się, że z wielu z nich autorzy będą musieli się wycofać. Szczególnie tych publikowanych w kwietniu czy maju, gdy wiele z nich opierało się na niewielkiej liczbie obserwacji i w warunkach odbiegających od laboratoryjnych.

Podobnie było w przypadku analiz ekonomicznych. Początek kryzysu, a więc do maja, był czasem, gdy próbowano zbierać dane w czasie rzeczywistym. Brakowało bowiem odczytów makroekonomicznych czy sektorowych. Powstały nowe mierniki. I o ile część z nich coś mówiła, to wiele zamazywało obraz i dolewało paliwa do emocji społecznych.

Efekt był taki, że „ekspertem" stał się każdy, kto próbował wyciągać wnioski na bazie strzępów informacji, które następnego dnia potrafiły być już bezwartościowe. Brak możliwości weryfikacji i oczekiwanie na dane spowodowały, że wielokrotnie niemerytoryczna informacja niosła się do szerokiej publiki. Kluczowi stali się nadawcy informacji. Celebryci, influencerzy czy znani politycy i szeroko rozumiani liderzy opinii mieli nieproporcjonalnie duży wpływ na społeczeństwa.

Analizy przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego pokazały, że większość fałszywych wiadomości na temat pandemii jest rozpowszechniana przez przeciętnych użytkowników mediów społecznościowych, którzy świadomie lub nie dzielą się niesprawdzonymi informacjami. Covid-19, będący dla wielu pierwszą pandemią w życiu, był czymś zupełnie nowym i nieodgadnionym, a luki w wiedzy, często niemożliwe w pierwszej fazie do uzupełnienia, okazały się idealną pożywką dla rozprzestrzeniania się fałszywych lub wprowadzających w błąd narracji.

Postprawda w dobie pandemii

W warunkach oczekiwania na rzetelne badania i analizy do głosu doszły fake newsy i zorganizowana dezinformacja. W raporcie opracowanym przez Komisję Europejską jeszcze w II kwartale 2020 roku pojawiają się diagnozy mówiące, że w czasie obecnego kryzysu mamy do czynienia z „bezprecedensową infodemią", która karmi się „najbardziej podstawowymi lękami ludzi". Narzędziem w tej rozgrywce stały się media społecznościowe, które w pierwszej fazie kryzysu były bardzo chętnie wykorzystywane przez osoby zamknięte w domach w ramach polityki izolacji.

Można by to uznać za pewien naturalny proces, ale jak pokazują analizy, był on stymulowany przez dwóch poważnych światowych graczy. Unia Europejska w swoich opracowaniach podkreślała rolę Chin, które podejmowały aktywne działania w światowych mediach (społecznościowych i tradycyjnych), aby pandemia koronawirusa nie była łączona z Państwem Środka. Z kolei raport American Journal of Public Health wskazywał na silne działania dezinformacyjne ze strony Rosji. Szacunki badaczy mówią, że nawet 93 proc. treści w sieci, które zniechęcają do szczepień, generują boty i rosyjskie trolle.

Efektów działań dezinformacyjnych nie trzeba było długo szukać. Silna polaryzacja społeczna, oparta na podawaniu w wątpliwość istnienia samej pandemii, jej źródeł, a także konsekwencji, doprowadziła do wielu nieporozumień i sporów, w których argumenty merytoryczne często się nie pojawiają. Trudno dziś szukać podobnych poglądów, a w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z masowym zróżnicowaniem postrzegania faktów. Było to spowodowane, przynajmniej częściowo, różną ekspozycją na istotne informacje.

Ciekawych wniosków względem wpływu fake newsów na postawy i zachowania dostarcza badanie przeprowadzone przez Franklin Templeton i Gallup Economics of Recovery Study na grupie 35 tysięcy dorosłych mieszkańców USA. Na przykład osoby, które zaprzeczały bezobjawowemu rozprzestrzenianiu się choroby, były o 27 pkt proc. mniej skłonne do noszenia masek lub izolowania się niż osoby bazujące na wiedzy naukowej. Z kolei Amerykanie, którzy uważali grypę i wypadki samochodowe za bardziej śmiertelne niż Covid-19, byli o 13 pkt proc. mniej skłonni do noszenia maski w stosunku do ogółu.

Zaufanie paliwem do odbudowy

Już Adam Smith pisał, że czynniki społeczne i kulturowe mogą wpływać na rozwój gospodarczy. Po roku globalnego spadku zaufania niezbędna jest jego odbudowa, począwszy od podstawowych wartości. Nawet największe pakiety i fundusze odbudowy nie przełożą się na pozytywne reakcje konsumentów, pracowników i przedsiębiorstw, jeżeli ci nie będą mieli zaufania do warunków i otoczenia, w jakim funkcjonują. Nie jest przypadkiem, że dobrze funkcjonujące gospodarki zawsze wymagały zaufania, bo to kluczowy element podejmowania decyzji o współpracy z inną firmą, rozpoczęcia inwestycji czy podjęcia działań zakupowych.

Jak pokazują dekadę temu analizy przeprowadzone przez francuskich ekonomistów Pierre'a Cahuca i Yanna Algana, zaufanie ma istotny wpływ na aktywność gospodarczą i wzrost PKB. Kraje o wyższym poziomie zaufania mają zwykle wyższe dochody.

Ten dość intuicyjny wniosek należy uzupełnić o obraz warunków kryzysowych. Badacze z uniwersytetu w Barcelonie (Diego Torrente, Jordi Cais, Catalina Bolancé) przeanalizowali wpływ kryzysu finansowego na poziom zaufania społecznego, a ono najbardziej spadło w grupach najsilniej dotkniętych recesją. Rosnące nierówności mają bezpośredni wpływ na zaufanie niektórych grup społecznych i znacznie pogarszają zaufanie interpersonalne wśród osób znajdujących się w najbardziej niekorzystnej sytuacji.

To ważny wniosek odnoszący się do obecnego kryzysu, w którym lockdowny i restrykcje najlepiej chronią mniejszość (białe kołnierzyki), a większość, która nie może korzystać z pracy zdalnej, nie tylko naraża się na zakażenie, ale i większe ryzyko utraty zatrudnienia. To w tej większej grupie, bardziej narażonej pojawia się większy deficyt zaufania. To z kolei prowadzi do wniosku, że ci, którzy są materialnie najbardziej dotknięci kryzysem, później mają również trudniejszą ścieżkę do wyjścia z tej sytuacji.

Patrząc więc w przyszłość i szukając ścieżek wyjścia z obecnego koronakryzysu, w centrum uwagi warto postawić na odbudowę globalnego kapitału społecznego. Bez odbudowy zaufania do źródeł informacji, ekspertów, administracji czy sektora prywatnego, trudniej będzie przezwyciężyć skutki pandemii, a my będziemy żyć w świecie zmagającym się z zadłużeniem fiskalnym, polaryzacją i chciwością.

Proces naprawy powinien być dla wielu również lekcją pokory. Pandemia przebiła bańkę „kultu ekspertów". Politycy, media, eksperci powinni przyznać, że nie mają monopolu na wiedzę i jak każdy inny mogą również się mylić. Poza wiedzą naukową i specjalistyczną potrzebny jest jeszcze tzw. rozum praktyczny i umiejętność podejmowania decyzji w skrajnych warunkach i przy ograniczonej wiedzy.

Andrzej Kubisiak jest zastępcą dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA