fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Wysoka kara za wycięcie drzew bez zezwolenia - wyrok WSA

123RF
Klon i kasztanowiec trafił pod topór za sprawą „lex Szyszko".

O usunięciu drzew na granicy dwóch nieruchomości: gminnej i prywatnej, zawiadomiła straż miejska. Wycięty klon miał ponad 2 m 30 cm obwodu, kasztanowiec prawie 2 m.

Było to pokłosie tzw. lex Szyszko, czyli nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, na mocy której w okresie od 1 stycznia 2017 r. do 16 czerwca 2017 r., czyli aż do jej zmiany, nie trzeba było posiadać zezwolenia na usunięcie drzew z prywatnych nieruchomości, na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Efektem tej ustawy stała się masowa wycinka drzew w całej Polsce.

Właścicielka działki wyjaśniła, że wprawdzie to ona zleciła usunięcie drzew, ale nie rosły one w jakiejś części na sąsiedniej nieruchomości, lecz tylko na jej posesji. Granicę między działkami wytyczył geodeta, oznaczając ją palikami.

Ustalono, że wycięcie drzew nastąpiło bez zezwolenia. Wprawdzie w przejściowym okresie półrocza 2017 r. można było wycinać bez zezwolenia drzewa na prywatnych posesjach, jeżeli nie miało to związku z działalnością gospodarczą, ale dotyczyło to tylko osób fizycznych. Natomiast sąsiednia działka należała do gminy. Na wycinkę drzew, które w jakiejś części znajdowały się na jej terenie, wymagane więc było zezwolenie, przewidziane w ustawie o ochronie przyrody, oraz zgoda posiadacza sąsiedniej działki.

Ponieważ ani jednego, ani drugiego nie było, dyrektor Parku Krajobrazowego, działający z upoważnienia marszałka województwa podlaskiego, wymierzył właścicielce działki 15 570 zł kary administracyjnej za usunięcie drzew bez wymaganego zezwolenia oraz bez zgody posiadacza sąsiedniej nieruchomości. Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Białymstoku utrzymało w mocy decyzję.

W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku właścicielka nieruchomości uznała za bezzasadne przypisanie jej zlecenia wycięcia drzew, które miałyby rosnąć w części na sąsiedniej nieruchomości. A także, że to na jej polecenie pracownicy usunęli drzewa, nie stosując się do wskazówek, że mają być wycięte jedynie te, które rosną na jej nieruchomości.

WSA stwierdził, że stan faktyczny sprawy nie budzi wątpliwości. Chodzi natomiast o ustalenie osoby odpowiedzialnej za wycięcie drzew bez zezwolenia i zgody właściciela sąsiedniej nieruchomości. W ocenie sądu taką osobą jest skarżąca, która przyznała się do przeprowadzenia wycinki, a jako właścicielka nieruchomości miała obowiązek uzyskania zezwolenia na wycięcie tych drzew, które rosły w jakiejkolwiek części na sąsiedniej działce. WSA oddalił więc skargę.

Wyrok jest nieprawomocny.

Sygnatura akt: II SA/Bk 412/18

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA