fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nagroda Rzeczpospolitej im. Jerzego Giedroycia

Andrej Chadanowicz: Nasze powstanie trwa, walczymy o nową Białoruś

Andrej Chadanowicz
fot. ANDREJ LIANKIEWICZ
Andrej Chadanowicz, laureat Nagrody „Rzeczpospolitej", białoruski pisarz, tłumacz i muzyk, mówi o tym, jak Białorusini walczą o wolność w postradzieckiej rzeczywistości reżimu Łukaszenki.

Na Białorusi od ponad czterech miesięcy trwa rewolucja. Jak pan, poeta i muzyk, określa białoruską rzeczywistość?

To powstanie społeczeństwa białoruskiego. Powstanie przeciwko reżimowi okupacyjnemu. Wśród protestujących są wierzący, ale też ateiści i agnostycy, konserwatyści, liberałowie, a nawet anarchiści. Dziadkowie i wnukowie, mężczyźni i kobiety. To bardzo rozmaite i zróżnicowane środowisko. Dzisiaj żyjemy jak w bajce, uproszczonym świecie. Nawet małe dziecko odróżnia prawdę od fałszu, światło od ciemności. Chcielibyśmy wierzyć, że to będzie bajka z dobrym zakończeniem.

Czytaj także: 

Andrej Chadanowicz. Sztafeta wolności dotarła do Mińska

Z tego, co pan mówi, wynika, że Białoruś pozostaje jedną z ostatnich wysepek Związku Radzieckiego.

Niemal 27 lat panowania Łukaszenki to panowanie nostalgii postradzieckiej. Dla niego i ludzi z jego otoczenia zgoda na upadek ZSRR była błędem, traktują Związek Radziecki jako dziedzictwo utracone, które chcieliby zachować. Właśnie z tym się nie zgadzam, nie zgadza się na to coraz więcej młodych i utalentowanych Białorusinów, którzy patrzą w przyszłość. Widzą miejsce Białorusi wśród państw europejskich, wśród krajów Unii Europejskiej. Myślę, że protestujemy nie tylko z powodu sfałszowanych wyborów, represji i przemocy, ale też walczymy o europejską demokratyczną przyszłość naszego państwa.

Sformułowana przez „Kulturę" koncepcja zakłada, że dla suwerenności Polski niezmiernie ważna jest suwerenna Ukraina, Białoruś i Litwa. Białoruś, niemal 30 lat po ogłoszeniu niepodległości, wciąż o suwerenność walczy.

Jestem zwolennikiem koncepcji Giedroycia, który umiał patrzeć w przyszłość, a nie żył wyłącznie przeszłością i mitem Kresów Wschodnich. Tu nie chodzi o altruizm, lecz o pragmatykę. Polsce bardziej się opłaca mieć z sąsiadami relacje suwerenne, równoprawne i przewidywalne w odróżnieniu od irracjonalnych, takich jak z Rosją. Myślę, że Polakom trudno było przez jakiś czas nie myśleć o Wilnie, Lwowie czy zachodniej Białorusi w kategoriach swoich terenów, tylko stanowiących część państw sąsiednich. M.in. dlatego bardzo szanuje Jerzego Giedroycia i jego intelektualne i duchowe dziedzictwo. Można dyskutować, na ile dzisiaj Białoruś jest suwerenna i niepodległa. W dużym stopniu to nominalna suwerenność, bo jest duża gospodarcza i polityczna zależność od Rosji. Myślę, że wielu zachodnich przywódców wspiera demokratyczne dążenia Białorusinów, ale na poziomie gabinetów i nieoficjalnych rozmów traktują nasze państwo jako strefę interesów Władimira Putina. Dlatego nie chcą tu zbyt mocno się angażować, by, nie daj Boże, nie rozgniewać nieprzewidywalnego i agresywnego sąsiada. Mam pewien niesmak z tego powodu. Mamy też przykład Ukrainy, która w 2004 i 2014 roku walczyła z postradzieckimi i rosyjskimi imperialnymi pozostałościami o przyszłość europejską. Ale nikt nie śpieszy się z otwartymi ramionami przywitać Ukrainy w Unii Europejskiej. Wiem, że na Białoruś jutro też nikt nie będzie tam czekał z otwartymi ramionami.

Co więc pozostaje Białorusinom?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że zmiany zależą od nas. Nikt zamiast Białorusinów nie zbuduje naszej przyszłości. I dlatego nasza walka jest tak zacięta. Oczywiście, solidarność międzynarodowa i mieszkających za granicą rodaków, a także państw i instytucji, jest dla nas niezmiernie ważna. Słyszymy te głosy wsparcia. Dodają nam sił.

Jerzy Giedroyc urodził się w Mińsku, ale na mapę białoruskiej stolicy niełatwo się przebić, dominuje tłum komunistycznych i carskich działaczy. Tymczasem jest od niedawna niewielka uliczka na obrzeżach miasta, choć graniczy z aleją Feliksa Dzierżyńskiego. Jak to się udało redaktorowi paryskiej „Kultury"?

Mińsk ciągle się rozrasta i powstają nowe ulice. Za sprawą nowych mieszkańców stolicy część tych ulic nazwano imieniem działaczy kultury. To prawda, że ulica Giedroycia jest malutka, leży daleko i ma groteskowe, zwłaszcza dla Polaków, sąsiedztwo z aleją Dzierżyńskiego. To jednak odzwierciedla priorytety władz białoruskich. Wiele centralnych ulic nie może odzyskać swoich historycznych nazw, zastąpionych przez nazwiska Lenina, Marksa, Engelsa. A są też przecież ulice zbrodniarzy stalinowskich i zabójców z NKWD. Na szczęście, dla przeciętnego człowieka te nazwiska dzisiaj już nic nie znaczą, większość nie wie, kim byli. Nie mieliśmy dekomunizacji. To wszystko czeka nas w lepszej, nowej Białorusi, o którą wszyscy walczymy. Również na froncie kultury.

Cała rozmowa już wkrótce w tygodniku „Plus Minus"

Andrej Chadanowicz laureatem Nagrody im. Jerzego Giedroycia

Białorusko-polski tłumacz Mickiewicza, Miłosza, Herberta i „Murów" Kaczmarskiego, hymnu protestów na Białorusi, został wyróżniony za działalność w duchu redaktora paryskiej „Kultury", który walczył o wolność narodów Europy Środkowo-Wschodniej oraz dialog pomiędzy ich państwami.


– Jerzy Giedroyc na pewno namawiałby do pomocy i wspierania naszych braci Białorusinów! – podkreślił redaktor naczelny Bogusław Chrabota, przewodniczący kapituły nagrody.


– Jako poeta i tłumacz dziesiątek książek przetłumaczyłem też „Mury" Jacka Kaczmarskiego – powiedział laureat 20. edycji nagrody.


– Pieśń stała się kultowa, śpiewał ją aresztowany Siarhiej Cichanouski, a także nasza niezależna kandydatka na prezydenta Swiatłana Cichanouska, łącząca Białorusinów w walce o powrót wolności i praworządności .

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA