fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

PJ Harvey: Ścieżki śmierci Ameryki

Universal
Wrażliwa na problemy świata PJ Harvey wydała nową płytę. Wystąpi też 29 czerwca na Openerze w Gdyni.

Albumem „The Hope Six Demolition Project" brytyjska wokalistka i kompozytorka PJ Harvey osiągnie pozycję liderki sceny niezależnej, idąc śladami wielkiej poprzedniczki Patti Smith. Od czasu, gdy debiutowała płytą „Dry" na początku lat 90., pielęgnuje bowiem surowość nie tylko swojej urody, ale też brzmień oraz przekonań społecznych, opartych na wrażliwości na biedę, cierpienie i wykluczenie.

Muzyk wojenny

„Poleciałam za granicę, mówiąc sobie: opiszę to, co widzę" – śpiewa PJ Harvey w piosence „The Orange Monkey" z najnowszego albumu. To klucz do całej płyty, choć warto wspomnieć, że rolę, którą sobie wyznaczyła, zdefiniowała na poprzedniej – „Let England Shake" (2011). Nazwała siebie „oficjalnym muzykiem wojennym", co jest oczywiście nawiązaniem do formuły korespondenta wojennego w dziennikarstwie.

Na poprzedniej płycie Angielka podjęła temat imperialnych wojen Wielkiej Brytanii, teraz przemierza świat i wzięła pod lupę problemy społeczne w oddalonych od Londynu zakątkach świata. W migawkach zapowiadających album obserwujemy ją, jak dociera do Kosowa, Afganistanu, ale i Waszyngtonu.

– Zbieranie informacji z drugiej ręki nie było tym, o czym chciałam pisać. Chciałam poczuć powietrze i zapach ziemi krajów, którymi byłam zainteresowana, spotkać się z ich mieszkańcami – powiedziała. – Bo kiedy piszę piosenkę, widzę konkretne obrazy: porę dnia, kolory, atmosferę. Zauważam zmianę światła, poruszające się cienie.

Intrygujące jest już zestawienie miejsc, jakie odwiedziła, bo cóż może łączyć kraje nawiedzone przez wojny i obce wojska, rozdzierane konfliktami religijnymi ze stolicą największego światowego mocarstwa? PJ Harvey nie chodziła jednak utartymi turystycznymi szlakami. Jest przecież dociekliwą reporterką muzyczną.

W piosence „The Community of Hope" oraz w towarzyszącym mu teledysku wywlekła brudy waszyngtońskich przedmieść. Śpiewa „OK, teraz jesteśmy w mieście dragów, żyją tu tylko zombi, ale tak wygląda życie". Nie interesują jej eleganckie wizytówki stolicy Stanów Zjednoczonych, lecz życie zwykłych Amerykanów w dzielnicy Ward 7, którą nazwała „ścieżką do śmierci".

Cud życia

W niezwykle przebojowej piosence, trochę z wisielczym humorem, śpiewa o bezrobotnych Afroamerykanach, pokazuje ich codzienną wegetację. Nie jest stronnicza. W wideoklipie widzimy też ludzi, którzy się nie poddają. Cieszą się, celebrując cud życia w parafialnej świątyni, śpiewając i modląc się jednocześnie.

Kto wie, może to są obrazy bardziej napawające nadzieją niż wielkomiejskie kadry z zimnymi szklano-metalowymi wieżowcami oraz migawki wojskowych myśliwców i helikopterów przeczesujących przestrzeń ponad miastem.

Kolejnym protest songiem „The Ministry of Social Affairs" PJ Harvey pokazuje, że nie tylko wojny są dziś hybrydowe, ale też pokój oraz dobrobyt. Przecież miliony bezdomnych i imigrantów znalazły się w bezpośredniej bliskości kantorów wymiany pieniędzy, niedaleko instytucji zajmujących się opieką społeczną. Te zaś nie mogą się przebić przez „szklany sufit" własnej niemocy, by pomóc potrzebującym. Nie pełnią więc funkcji, z myślą o których zostały stworzone.

Słowem magicznym, a może jednak przeklętym, jest na płycie „dolar". Mroczny przedmiot pożądania, dla którego ludzie wariują, o którym marzą i śnią, bo wydaje się przepustką do lepszego świata. Tak jakby nie gwarantowały już jej wartości moralne i duchowe. Piosenka „Dollar, dollar", której bohaterami są wszyscy wyciągający ręce po jałmużnę biedacy, rozpoczyna się dźwiękowym zapisem z dzielnicy biedy.

Album jest niezwykle muzycznie zróżnicowany. Są tu przebojowe i rytmiczne kompozycje, ale też motywy, które wiele zawdzięczają tradycji amerykańskich pieśni niewolniczych. „The Ministry of Defence" to przytłaczająco monotonna skarga wyśpiewana chórem. W tle zawodzą saksofony.

Od ich partii zaczyna się wspaniały blues „Chain of Keys". Saksofony odmierzają rytm, jak metronom utrzymują w ryzach chóralne partie wokalne. Słyszymy też motywy gospel. PJ Harvey śpiewa raz niskim głosem, innym razem w „A Line in the Sand" uwodzi anielskim brzmieniem.

Społecznościowy charakter albumu znalazł odbicie w formie nagrania. Płyta została zarejestrowana w londyńskiej rezydencji Somerset House. W sesji mogła brać udział publiczność, rzecz jasna nie nagrywając piosenek, tak by nie znalazły się na rynku bez zgody artystki. Oby podobna wspólnota zrodziła się podczas koncertu w Gdyni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA