fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Szkło i bio. Gdzie je wyrzucić?

Zmiany w segregacji odpadów oznaczają nowe obowiązki nie tylko dla samorządów, ale i dla zarządców nieruchomości
Fotorzepa/Jakub Ostałowski
Altany śmietnikowe nie są z gumy, a trzeba stawiać w nich coraz więcej dodatkowych pojemników. Tym, którzy tego nie zrobią, grożą surowe kary.

Segregacja odpadów na coraz większą liczbę frakcji w wielu budynkach nastręcza problemów. Nie wszędzie likwidacja zsypów oraz rozbudowa altan jest zwyczajnie możliwa. Poza tym to kosztuje. A na dofinansowanie ze strony państwa nie ma co liczyć.

Zsypy mogą zostać, ale...

Jeszcze kilka lat temu odpady segregowało się maksymalnie na trzy frakcje. To się jednak zmieniło. Obowiązujące od kilku miesięcy przepisy mówią już o sześciu: metal, papier i tworzywa sztuczne, szkło, biodegradowalne, zmieszane oraz zielone. Samorządy muszą dostosować do nowych zasad swoje regulaminy czystości i porządku w gminach. Po ich uchwaleniu zniknie możliwość wyrzucania zmieszanych odpadów.

Dla zarządców i właścicieli budynków mieszkalnych oznacza to nowe obowiązki. Gdzieś muszą pomieścić nowe pojemniki. W wielu blokach wciąż funkcjonują zsypy.

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Ruda" w Warszawie posiada 14 bloków, w których wciąż działają zsypy. – Chcieliśmy je zlikwidować. Okazało się, że nie jest to takie proste. Protestują mieszkańcy. Nie wszędzie też mamy gdzie postawić dodatkowe pojemniki na śmieci. Zastanawiamy się co dalej, jak rozwiązać ten problem – mówi Dariusz Śmierzyński, prezes SM „Ruda".

Prawnicy nie mają jednak tego typu wątpliwości.

– W żadnym miejscu przepisy nie mówią wprost o obowiązku likwidacji zsypów w blokach mieszkaniowych – mówi Jarosław Kulawik, radca prawny z kancelarii prawnej M.Mazurek i Partnerzy. – Ich utrzymywanie jest jednak zwyczajnie pozbawione sensu. Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nakazuje bowiem segregować śmieci na określoną liczbę frakcji. Zarządcy muszą więc zapewnić odpowiednią liczbę pojemników. Jak tego nie zrobią, firma odbierająca odpady powiadomi o tym urząd miasta, a ten zażąda znacznie wyższych opłat za wywóz śmieci – wyjaśnia.

– Teoretycznie do zsypu można wyrzucać dalej odpady tylko jednej frakcji, ale po co? Resztę odpadów i tak trzeba wyrzucić w innym miejscu, czyli w znajdującej się na zewnątrz altanie śmietnikowej lub w specjalnie dostosowanym do tego celu pomieszczeniu – dodaje Jarosław Kulawik.

O wiele większym problemem od zsypów są altany śmietnikowe.

Za małe altany

– Pomieszczenia i altany śmietnikowe nie są dostosowane do aż tak dużej liczby frakcji. Szczególnie jest to odczuwalne we wspólnotach mieszkaniowych istniejących w kamienicach – mówi Jacek Łapiński, zarządca nieruchomości z Gdańska. – Efekt jest taki, że dodatkowe pojemniki stoją przed altanami, trudno jest się do nich dostać, utrudnione jest również przejście chodnikiem, a i nie wygląda to zbyt estetycznie – opowiada.

Okazuje się, że w wypadku kamienic problemem jest również brak tytułu prawnego do podwórka.

– Wiele budynków starej daty posiada podwórka, na których od zawsze stawiano pojemniki na śmieci. Problem w tym, że wspólnoty mieszkaniowe nie mogą swobodnie nimi dysponować. Nie mają bowiem tytułu prawnego do podwórek – wskazuje Jacek Łapiński. – Stało się tak dlatego, że kiedy powstawały, budynki wydzielano po obrysie, a podwórka dalej pozostawały własnością gmin. Od wielu lat trwa prostowanie sytuacji prawnej podwórek. Nie zawsze jest to jednak możliwe.

Jest jeszcze jeden problem, natury czysto finansowej.

– Taka budowa lub rozbudowa altany kosztuje, i to wcale nie tak mało, bo nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. A takich altan do rozbudowy mamy sporo. Skąd brać na to pieniądze? – zastanawia się prezes Dariusz Śmierzyski.

– Państwo nakłada na nas nowe obowiązki, ale w ślad za tym nie idzie niestety wsparcie finansowe – zaznacza Śmierzyński.

Takich problemów nie ma w Nakle nad Notecią. Od 2013 r. mieszkańcy mają tam wybór: wyrzucają wszystkie śmieci zmieszane do altany przy bloku albo idą do punktów segregacji śmieci (tzw. mini-PSZOK) znajdujących się na każdym osiedlu. W tym celu mieszkańcy otrzymali karty, na których zakodowano adres lokalu.

Po przyjściu do punktu ważą śmieci. W systemie pojawia się informacja, ile kilogramów zostawili. Później zatrudnieni przez miasto pracownicy punktu segregują śmieci. Nic rozbudowywać nie trzeba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA