Miasto przyszłości

Smart city czyli futurystyczne miasto blisko natury i mieszkańców

Masdar to pierwsze smart city budowane od zera. Aglomeracja powstaje od 2006 r. Miało zasiedlić ją 50 tys. mieszkańców. Dotąd planu nie udało się zrealizować, bo ludzie nie chcą tu mieszkać.
shutterstock
Smart city nie ma być wcale miastem futurystycznym, lecz bliskim natury i przyjaznym mieszkańcom. Technologie mają wspierać, a nie dominować – przekonują eksperci.

Internet rzeczy (IoT) to bez wątpienia jeden z najgorętszych trendów ostatnich lat. Technologia ta ma bardzo szerokie zastosowanie. – Jako pierwszy zaczął z niej korzystać przemysł, tworząc inteligentne fabryki. Teraz IoT wkracza w nowe obszary i zmienia je – mówi Sławomir Kuźniak z firmy BPSC, tworzącej zaawansowane rozwiązania informatyczne.

Lampy uliczne, sygnalizatory na skrzyżowaniach, kamery i tysiące najprzeróżniejszych urządzeń i czujników, zarządzanych przez inteligentne systemy sterowania podłączone do internetu, wrastają w tkankę miast na całym świecie. Od smart city nie ma odwrotu. Pytanie tylko, jakie to inteligentne miasto sobie stworzymy. Hibaq Jama z ratusza w brytyjskim Bristol City przypomina, że niezależnie od modelu, na który postawimy, pamiętać należy, iż technologia to tylko droga do celu, a nie cel sam w sobie.

– Budowa smart city to proces tworzenia szczęśliwej społeczności, proces, który nigdy się nie kończy – podkreśla Hibaq Jama.

Kanadyjski „chodnik" od Google'a

Bristol to największy, zaraz po Londynie, hub technologiczny na Wyspach Brytyjskich i jedno z najbardziej zaawansowanych inteligentnych miast na świecie. – Technologie wspierają nas w pokonywaniu wyzwań związanych z rosnącą liczbą mieszkańców, korkami, zużyciem energii, pomagają w efektywnym wykorzystaniu zasobów. Dzięki zbieraniu najróżniejszych danych i ich analizie jesteśmy w stanie obniżać koszty życia w mieście, m.in. pomagając mieszkańcom redukować rachunki za prąd, czy też zapobiegać problemom społecznym np. wśród młodzieży i najuboższych – tłumaczy Hibaq Jama.

Powierzanie życia miast nowym technologiom to z jednej strony duże koszty, a z drugiej ogromna odpowiedzialność. Wkomponowanie nowatorskich rozwiązań w żywą tkankę aglomeracji nie jest proste, dlatego na świecie powstaje dziś nie tylko kilka innowacyjnych dzielnic, ale nawet całych aglomeracji budowanych praktycznie od zera. Takie pole do testów stworzyć chce m.in. koncern Alphabet, do którego należy Google. Na cel obrał Toronto. To właśnie w kanadyjską metropolię wkomponowane zostaną na szeroką skalę zaawansowane rozwiązania IT.

Projekt Sidewalk (z ang. chodnik), bo o nim mowa, ma być cyfrową odpowiedzią na największe wyzwanie, przed którymi stoją współczesne metropolie: transport, dostęp do mieszkań i zużycie energii. Według planów nadbrzeżna część Toronto, zwana Quayside, ma być poddana rewitalizacji. Zmieni się w zieloną dzielnicę, której infrastruktura ma być oparta na technologii internetu rzeczy. Cały obszar ma być podłączony do sieci, a infrastruktura ma wymieniać się informacjami. Plan zakłada ograniczenie ruchu osobowego, bo transport publiczny ma być podstawową formą komunikacji.

Dzielnica ma być eko. Zieleń, auta elektryczne i energia z odnawialnych źródeł to wizytówki tego miejsca. Technologia nie ma być widoczna ani dominować, a jedynie pomagać w przekształceniu struktury miejskiej w przyjazne człowiekowi środowisko. A więc, według najtęższych umysłów Alphabetu, smart city nie ma być wcale miastem futurystycznym, lecz bliskim naturze.

Ta idea trafiła też na rodzimy grunt. Eksperci twierdzą, że w Polsce, po początkowym zachłyśnięciu się technologiami smart city, zaczyna wygrywać zdrowy rozsądek. – Trwający kilka lat zachwyt już przeminął. Teraz czas skoncentrować się na człowieku, oczywiście wykorzystując do tego nowe technologie – potwierdza Artur Szymczyk, wiceprezydent Lublina.

Według Marka Dudy, członka zarządu CEZ ESCO Polska, włodarze miast, projektując przyszłość metropolii, powinni konsultować się z mieszkańcami.

– Najlepiej byłoby pytać o zdanie tych najmłodszych. To w końcu dla nich są tworzone miasta „smart". Problem w tym, że młodzież to najtrudniejszy partner – uważa Duda.

Jednak nie wszyscy zgadzają się z takim twierdzeniem. Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia, wskazuje, że miasto to w rzeczywistości zbiór różnych użytkowników. – Trzeba wyważyć ich interesy i szukać złotego środka – podkreśla.

Wiceprezydent Lublina przekonuje, że technologie nie mogą być adresowane wyłącznie do młodych mieszkańców. – Starsze pokolenie nie może zostać cyfrowo wykluczone. Technologia powinna zagwarantować wszystkim równy dostęp do uroków smart city – dodaje.

Polskie miasta bez strategii

Od słów do czynów wciąż jednak daleka droga. Polskie miasta wyraźnie odstają od światowych liderów w tej dziedzinie. Jak podkreśla Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku, nadal wiele samorządów nie ma nawet strategii budowy takiej inteligentnej aglomeracji. A ta jego zdaniem jest niezbędna, by proces budowy inteligentnej aglomeracji przeprowadzić w sposób zrównoważony i odpowiedzialny. – Nie jestem zwolennikiem rewolucji, lecz ewolucji – zaznacza.

Białystok już w 2014 r. podjął pierwsze kroki, by zdiagnozować stan i określić potrzeby miasta w kontekście smart city. Powołano pełnomocnika odpowiedzialnego za tę tematykę, a w 2016 r. sześć specjalistycznych zespołów, skoncentrowanych m.in. na kwestiach mobilności, jakości życia, inteligentnym zarządzaniu. Do sierpnia bieżącego roku mają one opracować kierunki rozwoju. – Na tej podstawie będziemy w stanie stworzyć kompleksową strategię na przynajmniej dziesięć najbliższych lat – tłumaczy prezydent.

Strategia smart dla stolicy Podlasia mogłaby wejść w życie na przełomie 2019 i 2020 r. – Będziemy jednym z pionierów w tym zakresie w Polsce – nie ma wątpliwości Tadeusz Truskolaski.

Nowe technologie, ale w zgodzie z naturą, chce rozwijać Bydgoszcz. Ratusz na oku ma kilka nowatorskich rozwiązań, w tym np. projekt zagospodarowania deszczówki. – Chcemy retencjonować wodę. Dzięki funduszom unijnym będziemy mieli inteligentny system gospodarowaniem nią i dystrybucji – zapowiada Maria Wasiak, wiceprezydent Bydgoszczy.

Jest zwolenniczką technologii. – Pomaga ona efektywnie wykorzystać potencjał miasta – przekonuje. I podkreśla, że samorządy to wyjątkowo dobre środowisko do ćwiczenia innowacji.

Ale nie wszystkie. Według Dariusza Stasika, prezesa Wielkopolskiego Przedsiębiorstwa Inżynierii Przemysłowej, eksperta w dziedzinie inteligentnych metropolii, z kilkunastotysięcznej miejscowości nie ma bowiem sensu tworzyć miasta „smart". – Pewne rozwiązania wymagają po prostu skali – przekonuje Stasik.

Smart city, utopia i widmo

Spośród tysiąca pilotażowych projektów smart city, które realizowane są obecnie na świecie, połowa zlokalizowana jest właśnie w Chinach – podaje Deloitte. Chiny to niewątpliwie światowy lider. Szacuje się, że w 2018 r. globalne wydatki na tego typu przedsięwzięcia sięgnąć mają 80 mld dol. – aż 21 mld dol. wydadzą właśnie Chińczycy. Tylko nieznacznie więcej, bo 22 mld dol., mają według prognoz IDC zainwestować Amerykanie.

Te obie potężne gospodarki zdają sobie sprawę, jaki pozytywny wpływ wywrzeć może realizacja idei smart city. Analitycy ABI Research przewidują, że do 2026 r. ten wpływ może w skali świata wynieść nawet 20 bln dol. Nic dziwnego, że w wielu miejscach naszej planety nie tylko trwa przestawianie rozwoju miast na bardziej inteligentne tory.

Budowane są nowe dzielnice, np. Sidewalk w Toronto, ale i nowe aglomeracje. Neom w Arabii Saudyjskiej, amerykański Belmont, koreańskie Songdo, Masdar City w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to najbardziej znane projekty. – Budowane od zera smart cities świetnie wyglądają na papierze – mówił podczas wizyty w Polsce prof. Klaus Kunzmann, jeden z czołowych specjalistów w zakresie planowania przestrzennego na naszym kontynencie, założyciel Association of European Schools of Planning. Według niego problemem jest to, że często w takich sztucznie powstałych inteligentnych aglomeracjach nie ma mieszkańców. – To miasta widma. Tam nie mówi się o ludziach, tylko o technologii – podkreśla prof. Kunzmann.

Dla kogo ten eksperyment?

Przykładem może być realizowany od 2006 r. projekt Masdar, pierwsza w pełni ekologiczna aglomeracja, którą nazwano miastem przyszłości. Energię czerpie jedynie ze źródeł odnawialnych, rozgrzane do temperatury 50 st. C powietrze schładza specjalna wieża, a transport zapewniają autonomiczne wagoniki – na ulicach nie widać tradycyjnych samochodów. Problem w tym, że i ludzi w nim jak na lekarstwo. Nic dziwnego, że częściej niż miastem przyszłości Masdar nazywa się dziś właśnie ghost town.

Masdar to miasto, w którym naukowcy starali się stworzyć idealne warunki do życia pomimo wielu przeciwności naturalnych, jak wysoka temperatura, brak wody pitnej i jałowe gleby. Udogodnienia architektoniczne i nowe technologie okazały się niewystarczającym wabikiem. Plan zakładał, że w 2016 r. osiedli się tam 45 tys. osób, a kolejne 60 tys. będzie dojeżdżać. Dziś Masdar to społeczność 3,5 tys. ludzi, z których ledwie połowa może nazwać to miejsce domem. Większość populacji to sami naukowcy, pracownicy firm, które zdecydowały się otworzyć tam przedstawicielstwo, oraz studenci kuszeni licznymi zachętami.

Inwestorzy, którzy stoją za tym innowacyjnym przedsięwzięciem, nie poddają się – wyznaczyli już nowy harmonogram prac i zapowiedzieli, że budowa Masdaru potrwa ponad dekadę dłużej – do 2030 r. Do tego czasu smart city ma liczyć 50 tys. stałych mieszkańców i kolejne 40 tys. dojeżdżających do pracy i na uczelnie. Koszty początkowo miały sięgać 22 mld dol., teraz już wiadomo, że fundusz stworzony przez ZEA ma na ten cel mieć aż 300 mld dol.

Jeszcze więcej na miasto szczęścia przeznaczą Saudyjczycy. Neom, najnowocześniejsza metropolia naszego globu, którą zaczęto nazywać Gigacity, ma powstać w północno-zachodniej części kraju, na powierzchni ponad ponad 30-krotnie większej niż Nowy Jork. Miasto, którym ma zarządzać sztuczna inteligencja, ma kosztować szejków 500 mld dol. Ale na Półwyspie Arabskim powstaje jeszcze jeden tego typu projekt, gdzie testowane mają być rozwiązania z zakresu smart city. To eksperymentalna dzielnica Dubaju – Jumeirah Central. Docelowo ma ją zamieszkiwać 35 tys. osób. W 2017 r. ruszył (wart ponad 25 mld zł) pierwszy etap budowy.

Urbanistyczne wizje realizują też w USA. Na początku grudnia 2017 r. Bill Gates, założyciel Microsoftu, zapowiedział budowę miasta Belmont. Pod swoją inteligentną aglomerację wykupił już 100 km kw. gruntu w Arizonie. Na pierwszy etap miliarder przeznaczył 80 mln dol.

Bardziej zaawansowani w pracach nad smart city tworzonym od zera są Koreańczycy. Ich Songdo – miasto w okolicach Seulu, które ma zająć obszar na lądzie (m.in. na bagnach), jak i na morzu (powstaje sztuczna wyspa) – aż w 40 proc. ma być zajęte przez tereny zielone. Plan jest taki, by mieszkańcy poruszali się głównie ekologiczną komunikacją publiczną, rowerami i pieszo. Songdo ma emitować o 30 proc. mniej gazów cieplarnianych niż inne miasta. A przynajmniej takie są plany.

Opinia

Dariusz Obcowski, dyrektor, dział ITS, Siemens Polska

Inteligentne Systemy Zarządzania Ruchem to istotny element nie tylko w transporcie, ale i potężne narzędzie do zarządzania miastem. Dzisiaj systemy sterowania nie ograniczają się tylko do kierowania sygnalizacją, integrowane są bowiem z systemami parkingowymi i komunikacją publiczną, dając możliwość wpływania na priorytety na drodze oraz dynamiczne zarządzanie rozkładami jazdy, wyświetlanymi na przystankach. Współpracują też m.in. z monitoringiem zanieczyszczeń powietrza; gdy przekroczone zostaną wyznaczone wskaźniki można ograniczyć ruch transportu ciężkiego.

Ale ITS daje tych możliwości znacznie więcej. Dzięki temu systemowi można nawet planować inwestycje miejskie, poprzez możliwość oceny wpływu danej inwestycji na to, jak będzie kształtował się ruch w jej okolicy. Systemy ITS są w stanie zbierać i analizować dane, tworzą również predykcje. Kiedyś – w pierwszym kroku poznawania systemu – pokazywaliśmy samorządom w Polsce możliwości, jakie dają systemy ITS, dzisiaj – z uwagi na fakt, że wiele takich systemów w naszym kraju zostało już zaimplementowanych – świadomość tego, co można uzyskać za pośrednictwem takich systemów, jest już naprawdę spora. Pod względem zaawansowania we wdrażaniu ITS odstajemy jednak od Europy Zachodniej, choć Polska dokonuje w tym zakresie ogromnego skoku.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL