fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Sejm: mniej swobody dla dziennikarzy

Posłowie narzekają (na zdj. Antoni Macierewicz), że w Sejmie jest za dużo kamer, a dziennikarze przepytują polityków nawet przy wychodzeniu z toalet
PAP, Leszek Szymański
Partia rządząca chce utrudnić pracę sprawozdawcom sejmowym. Zdaniem PO to zły pomysł.

Zamknięcie niektórych stref dla dziennikarzy, a w innych zakaz używania kamer – takie zmiany w Sejmie szykują władze Klubu PiS. Z punktu widzenia mediów będzie to prawdziwa rewolucja. Jednak tak naprawdę rozpoczęła się już w grudniu.

Wtedy marszałek Sejmu Marek Kuchciński zakazał operatorom kamer i fotoreporterom wstępu do kuluarów, czyli korytarza okalającego salę obrad. W tym miejscu najłatwiej było uchwycić polityków w nieformalnych sytuacjach. 11 stycznia weszło w życie zarządzenie o zakazie wstępu do kuluarów wszystkich przedstawicieli mediów. Według biura prasowego Sejmu zmiany zostały wprowadzone na prośbę posłów dla poprawy bezpieczeństwa.

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z PiS mówi „Rzeczpospolitej", że władze klubu pracują nad dalszymi obostrzeniami.

– To są na razie prace studyjne. Kancelaria Sejmu przygotowuje możliwe rozwiązania. Dyskutujemy, mamy kolejny termin spotkania, a wprowadzenie zmian nie jest kwestią najbliższych dni czy tygodni – informuje. – W różnych parlamentach bywałem i nigdzie nie jest tak, że wszędzie można wejść z kamerą – tłumaczy.

Na czym mają polegać zmiany? Z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że władze Klubu PiS zastanawiają się nad zakazem używania kamer w tzw. korytarzu marszałkowskim, w którym obecnie są najczęściej ustawiane na statywach. Nie da się całkowicie zakazać tam wstępu dziennikarzom, bo to ważny ciąg komunikacyjny łączący Sejm z Senatem, przy którym swoje siedziby mają kluby PO i PiS. Całkowity zakaz wstępu może być za to wprowadzony w innym korytarzu, przy którym swoje gabinety mają wicemarszałkowie.

Czym PiS uzasadnia zmiany? – ABW przygotowała dwa raporty o bezpieczeństwie w Sejmie, w których odniosła się m.in. do poruszania się różnych osób – mówi Ryszard Terlecki.

Były antyterrorysta Jerzy Dziewulski uważa jednak, że dziennikarze nie stanowią w Sejmie zagrożenia.

– Każdy dziennikarz ma akredytację, a przy wejściu do Sejmu są kontrolowane kamery. Już o wiele większe ryzyko wiąże się z wprowadzaniem do Sejmu wycieczek – zauważa. – Podejrzewam, że argument o bezpieczeństwie pojawia się tylko po to, by społeczeństwu było łatwiej zaakceptować zmiany – dodaje.

Zdaniem Dziewulskiego prawdziwym powodem jest chęć odgrodzenia się od dziennikarzy. Potwierdzają to w nieoficjalnych rozmowach politycy PiS.

– Nie jest tajemnicą, że marszałek Marek Kuchciński przesadnie nie lubi mediów. Prawie nie udziela wywiadów i zrezygnował z tradycji konferencji prasowych przed posiedzeniami Sejmu – mówi jeden z polityków. – Jednak obiektywnie jego działania mają uzasadnienie, bo kamer jest po prostu za dużo. Mają je nawet portale internetowe, więc po Sejmie kręci się nieraz kilkanaście ekip. Gdy pojawia się ważny polityk, otaczają go wianuszkiem, wchodzą bez pytania do pokojów pracy posłów, a mnie kiedyś napadły, gdy wychodziłem z toalety – żali się polityk PiS.

Poseł PO Marcin Kierwiński mówi, że jemu kamery nie przeszkadzają.

– Jedną z cech pracy polityka jest kontakt z dziennikarzami. Już teraz ekipy nie mogą wchodzić do restauracji sejmowych i hotelu, więc dziwię się kolejnym obostrzeniom przygotowywanym przez PiS – dodaje.

Jednak jego partia również chciała ograniczyć swobodę mediów. Marszałek Bronisław Komorowski z PO uchylił co prawda wprowadzony przez Ludwika Dorna z PiS zakaz wstępu do kuluarów, ale jednocześnie chciał przenieść dziennikarzy do centrum prasowego. Miało powstać na parkingu koło Senatu, ale na drodze stanęła negatywna opinia konserwatora zabytków.

Ewa Kopacz zdecydowała, że konferencje prasowe mogą się odbywać tylko w kilku ściśle określonych punktach, a ponowne zamknięcie kuluarów rozważał Radosław Sikorski.

– Zastanawiał się też nad przeniesieniem dziennikarzy do centrum prasowego, które chciał urządzić w dawnej restauracji w Starym Domu Poselskim – wspomina jeden z polityków.

– Byłem posłem 16 lat i na ten temat dyskutowano praktycznie zawsze. Tak naprawdę każda władza uważa dziennikarzy w pewnym sensie za swoich wrogów – podsumowuje Jerzy Dziewulski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA