fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lahti 2017

Stefan Horngacher: Austriacka szkoła ma tradycje

Stefan Horngacher
Fotorzepa, Krzysztof Rawa
Trener reprezentacji polskich skoczków mówi o przyjemnościach pracy z Polakami, skokowej psychoterapii i męskiej przyjaźni z Heinzem Kuttinem

Poczuł pan lekki zawód po pierwszym konkursie mistrzostw w Lahti? Do serii efektownych polskich sukcesów tak łatwo było się przyzwyczaić...

Tak, rzeczywiście wygraliśmy mnóstwo zawodów tej zimy, powinniśmy pamiętać jednak o tym, że nie można wygrać wszystkiego.

Czy to jest jednak dla pana motywacja, zdobywać tyle szczytów, ile się da?

Oczywiście, że tak, po to startujemy. Ten sezon był już wystarczająco dobry, by się bardzo cieszyć, lecz nadal się staramy. Ale powtarzam – zejdźmy na ziemię, to niemożliwe wciąż wygrywać. Mamy też przed sobą sporo pracy, by kolejny rok był, być może, jeszcze lepszy.

Poczuł pan już miłość do skoków po polsku, co w gruncie rzeczy oznacza wyjątkową presję na trenera i skoczków?

Tak, poczułem, choć zawsze powtarzam, że tak naprawdę, to nikt tej presji na nas nie nałoży, zwykle nakładamy ją sobie sami. Jeśli zaś jesteśmy naprawdę dobrzy, to przede wszystkim wywieramy tę presję na innych. To trudne, ale musimy się także uczyć żyć z sukcesami i do tego wciąż osiągać dobre wyniki,

Wróćmy do Lahti i czwartkowego konkursu. Kto w nim wystąpi?

Kandydatury trzech skoczków są oczywiste: to Maciek, Kamil i Piotrek. No i Dawid pokazał w ostatnim konkursie, że jest w stanie skakać tak, żeby zdobyć miejsce w pierwszej dziesiątce, więc muszę powiedzieć, że na 99,99 procent, że to jest czwórka konkursowa.

A w konkursie drużynowym w sobotę?

Na 99,99 procent to będą te same osoby.

Czy to jest trudne wybierać tę odpowiednią czwórkę z szóstki, może obecnie z piątki mocnych skoczków?

Nie przesadzajmy, nie jest. Tak jak mówiłem, jest trójka pewniaków i Dawid, który pokazuje rosnącą formę. Do tego Janek nie jest w pełni zdrowy, mamy trochę problemów z jego treningiem siłowym, a ja chcę mieć w drużynie chłopaków zdrowych na sto procent, ponieważ po mistrzostwach, w Pucharze Świata, wciąż jest jeszcze sporo do zrobienia. Będziemy więc jeszcze potrzebować także Janka Ziobro, teraz więc najważniejsze jest jego zdrowie.

Ma pan jakieś specyficzne trudności w pracy z polskimi skoczkami?

Takich poważnych nie mam. Oczywiście są pewne różnice między mentalnością chłopaków w Austrii, Niemczech i w Polsce, ale główna część ich szkolenia – nauka dobrego skakania, jest wszędzie taka sama.

Odwróćmy pytanie. Są jakieś wyjątkowe przyjemności z pracy w Polsce?

Lubię pracę z Polakami. Każdy w drużynie to naprawdę miły człowiek. Chłopcy lubią pracować razem, każdy daje z siebie 100 procent, zawsze chcą sukcesu, widzę ogień w ich oczach. Dobrzy koledzy, dobrzy sportowcy, po prostu lubię ich.

Kandydaci do zwycięstwa na dużej skoczni są w zasadzie znani, wymieniał pan ich nie raz, ale wydaje się, że największe zwycięstwo odniesie austriacka szkoła trenerska, bo jest obecna w Niemczech, Polsce, Norwegii, Czechach i oczywiście w Austrii, prawda?

Tak to obecnie wygląda. Trudno się nie zgodzić.

Dlaczego ta austriacka szkoła ma takie sukcesy?

Mamy ogromną tradycję, nie tylko w uczeniu samych skoków, ale także w szkoleniu trenerów. Ja też taką szkołę skończyłem. Ona wypuszcza co roku naprawdę zdolnych absolwentów. Oni też wciąż się uczą i rok po roku stają się lepsi. Cały ten system wystartował wiele lat temu i, wygląda na to, że perfekcyjnie działa do tej pory.

Zwłaszcza Maciej Kot chwalił sobie to austriackie podejście...

Może jemu było łatwiej tę szkołę sobie przyswoić, bo jest wielkim naturalnym talentem ruchowym, naturalnym mistrzem. Może dlatego widać u niego ostatnio tak szybkie postępy.

Z Piotrem Żyłą chyba tak łatwo nie było?

Nie, ale też jestem ogromnie zadowolony z postępów jakie zrobił. Pracował na nie naprawdę bardzo ciężko, przez długi czas, zwłaszcza w lecie. I naprawdę stał się teraz jednym z najlepszych skoczków na świecie. Przy takiej pracy może zrobić jeszcze jeden duży krok i być jeszcze wyżej.

Co pan rzekł do skoczków po pierwszym konkursie na skoczni normalnej w Lahti?

Pogratulowałem im wyników i powiedziałem, żeby przyjęli je takimi, jakie są, bo od przegrywania do wygrywania naprawdę nie jest długa droga. A potem, by zaczęli już myśleć o następnym konkursie.

Przeprowadził pan z nimi coś w rodzaju sesji psychoterapeutycznej, bo zwłaszcza ci najlepsi chyba jednak poczuli zawód?

Zaraz po zawodach w powietrzu jest za dużo emocji, by dyskutować o takich sprawach. Lepiej po jednym, nawet dwóch dniach podejmować psychologiczne działania. Wtedy skoczkowie są już spokojniejsi, bardziej otwarci, chcą mówić o takich rzeczach.

Jest pan zwolennikiem dyskusji o niesprawiedliwych notach sędziowskich, które mogły zmienić kolejność na podium?

Nie jestem. Nie mamy na to wpływu, nie ma możliwości ich zmiany na lepsze. Więc nie dyskutuję.

Obawia się pan trochę nagłych zmian pogody w Lahti?

Zawsze tak tu jest. Przyjedżam tu od lat i wiem, że raz może wiać, zaraz padać śnieg i za chwilę wyjdzie słońce. To jest właśnie Lahti.

Gra pan w golfa? To pytanie przy okazji faktu, że mieszkacie całą ekipą na pokrytym śniegiem polu golfowym w Vierumäki i może widok za oknem ciągnie pana do tej gry?

Parę razy grałem, więcej w czasach, gdy byłem skoczkiem. Teraz, jako trener polskiej kadry nie mam na to czasu. Werner Schutsr powiedział mi jednak, że to pole latem stanowi wielkie wyzwanie.

Heinz Kuttin, dziś trener Stefana Krafta, powiedział w poniedziałek, że najbardziej lubi rywalizować z panem na skoczni, oczywiście w przyjacielski sposób, właśnie dlatego, że się przyjaźnicie. Co sobie powiedzieliśie po pierwszym konkursie?

Oczywiście najpierw mu pogratulowałem, ale potem dodałem parę słów, nie całkiem grzecznych.

Ale nadal jesteście przyjaciółmi?

Oczywiście. To mój najlepszy kumpel od lat i to się nie zmieni. Nie zostawimy przecież tej przyjaźni z powodu skoków narciarskich.

—w Lahti wysłuchał Krzysztof Rawa

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA