fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Terlecki niezatapialny

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Można zrozumieć rolę partyjnego „zagończyka", w jaką wszedł wicemarszałek Sejmu, ale trzeba też dostrzec, jakie stoi za tym ryzyko. To psucie relacji ze światem. I ryzyko kompromitacji. A śmieszność w polityce jest zabójcza.

Nie ma nic bardziej ludzkiego, jak przyznanie się do winy. Posypanie głowy popiołem na początku Wielkiego Postu jest tego najlepszym symbolem. Tak, jesteśmy omylni. To część naszej natury, podobnie jak przekonanie o nieomylności jest dowodem aberracji, a przynajmniej arogancji.

Nie będę pisał o wizerunku marszałka Ryszarda Terleckiego, bo o tym napisano już bardzo wiele i to zwykle w obraźliwym tonie. Raczej zapytam o to, skąd ta zawziętość, z jaką brnie w kolejne błędy, dowodzi spraw absolutnie nieoczywistych? Zgorzknienie, arogancja czy chęć przypodobania się najbardziej skrajnemu skrzydłu Prawa i Sprawiedliwości? A może samemu prezesowi? Tylko czy ten ostatni rzeczywiście tego oczekuje?

Po słynnych „moskiewskich" tweetach adresowanych do Swiatłany Cichanouskiej w ujawnionym dziś liście Ryszard Terlecki traktuje liderkę białoruskiej opozycji jak głupiutką kurkę, której wypada opowiedzieć o polskiej polityce grubymi literami. Tyle że ona nie potrzebuje takiego wykładu ani niezgrabnych porad. To, na co czekają Cichanouska i miliony Białorusinów, to polska solidarność, wsparcie, empatia, aktywność na forum europejskim w sprawie walki z dyktaturą. A to wymaga naszej jedności.

Z rozmów z wieloma politykami prawicy wynika, że postawa i słowa Ryszarda Terleckiego nie budzą powszechnego entuzjazmu. Są często krytykowane. Jedni z towarzyszy partyjnych się dziwią, drudzy uznają, że wobec wymuszonego milczenia dotychczasowych zagończyków, jak Antoni Macierewicz czy Krystyna Pawłowicz, prawicy potrzebny jest ktoś, kto odgrywać będzie rolę enfant terrible. To ponoć właśnie nowe zadanie Terleckiego. A straty wizerunkowe? Wliczone w koszty.

Można zrozumieć, ale trzeba też dostrzec, jakie stoi za tym ryzyko. To psucie relacji ze światem – tymi mocnymi, ale i tymi, którzy wymagają naszego wsparcia. I ryzyko kompromitacji, ośmieszenia. A śmieszność, jak wiadomo, w polityce jest zabójcza.

Dowiadujemy się, że mimo wniosku opozycji sprawa odwołania z urzędu wicemarszałka Sejmu może utknąć w zamrażarce. Liderzy PiS chcą do tego rzekomo wykorzystać lukę w regulaminie Sejmu, która nie precyzuje terminu głosowania nad wnioskiem. Trochę się dziwię, bo jego odrzucenie mogłoby być kolejnym, triumfalnym przejawem buty wbrew wszystkim i wszystkiemu. Chyba że rządzący nie są pewni jedności swych towarzyszy. Podejrzewają, że kwestia gustu może w liczącej się grupie parlamentarzystów prawicy wygrać z lojalnością. A może sam prezes nie chce przybić swojej pieczęci na certyfikacie poprawności politycznej wicemarszałka? Wtedy wszystko byłoby zarozumiałe, choć poczucie absmaku zostanie na długo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA