fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Krzyżak: Pojednanie podlane benzyną

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Jednego Donaldowi Tuskowi odmówić nie można. Były szef polskiego rządu, a obecnie przewodniczący Rady Europejskiej nie jeden już raz udowodnił, że posiada wyjątkową zdolność do odwracania kota ogonem. Tę właśnie umiejętność zaprezentował w swoim wystąpieniu z okazji stulecia istnienia Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Po burzy jaka rozpętała się po ubiegłotygodniowym przemówieniu Leszka Jażdżewskiego, który na Uniwersytecie Warszawskim występował przed Donaldem Tuskiem i brutalnie zaatakował Kościół, spodziewano się, że Tusk do tego przemówienia się odniesie. Zwłaszcza, że komentarze nie były dla szefa Rady Europejskiej zbyt przychylne. Nie tylko dlatego, że Jażdżewski ukradł mu długo zapowiadane show, ale przede wszystkim dlatego, że Tusk nie komentując ani jednym słowem wystąpienia redaktora naczelnego „Liberte!" niejako autoryzował jego wypowiedzi.

Tymczasem w dyskusji jaka rozpoczęła się po wystąpieniu Jażdżewskiego nie szło bynajmniej o to co redaktor Jażdżewski powiedział, lecz o to w jaki sposób to zrobił. Prawdą jest, że uczelniane mury zawsze były miejscem wymiany poglądów (na marginesie warto wspomnieć, że stołeczna Alma Mater jest jednym ze współgospodarzy organizowanego przez archidiecezję warszawską Dziedzińca Dialogu, podczas którego wierzący dialogują z niewierzącymi), ale była to wymiana pełna szacunku dla inaczej myślącego, inaczej działającego. A szacunku dla instytucji Kościoła próżno było u Jażdżewskiego szukać – mimo tego, że miejscami jego krytyka była w pełni uzasadniona. Tych mankamentów Tusk jednak nie dostrzegł, choć w Poznaniu znów powtarzał słowa o potrzebie odbudowy jedności narodowej.

Ale skoro mamy budować jedność, to warto przy tym zauważyć, że domalowywanie tęczy do wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej ową jedność kruszy. Ba, jeszcze bardziej pogłębia obecne w społeczeństwie podziały. Tusk tego nie widzi. Podkreśla, że tęcza obecna jest na wielu wizerunkach sakralnych od wieków i nikomu to nie przeszkadza. Nie przeszkadza, bo tamte tęcze mają całkiem inną symbolikę od tej, której szybko dorobiono biblijne wątki pojednania. Trzeba być ślepcem, by tego nie widzieć.

Elżbieta Podleśna, która m.in. w Płocku rozlepiała plakaty z tęczową Matką Boską twierdzi, że jej intencją było zwrócenie uwagi na dyskryminację osób LGBT+. Kościół naucza, że osobom o skłonnościach homoseksualnych należy się szacunek. Kwestia ich miejsca we wspólnocie Kościoła i odpowiedź na ich oczekiwania była poważnie dyskutowana na niedawnym synodzie o rodzinie. Papież Franciszek mówi: „kim ja jestem, by ich oceniać?". To wszystko dość opornie przebija się do polskiego społeczeństwa i trzeba o tym głośno mówić. Podkreślać, że Matka Boska jest nie tylko matką tych hetero, ale też homo. Ale trzeba zadawać sobie pytanie czy takie akcje, do których wykorzystuje się otaczane przez wieki wielkim szacunkiem święte wizerunki, nie przynoszą skutków odwrotnych od zamierzonych? Czy nie powodują tego, że agresja i niechęć do osób LGBT+ w społeczeństwie wzrasta? Czy nie jest to polityczne paliwo dla różnych partii? O tym, że jest można było przekonać się po tym jak policja na kilka godzin Podleśną zatrzymała – co zresztą Tusk przytomnie zauważył.

Wspólna praca dla dobra Polski wszystkich sił politycznych jest potrzebna i jak najbardziej pożądana. Nie da się jednak wspólnoty odbudować, jeśli wciąż wzajemnie będziemy się nakręcali. A Tusk ładnie mówi, ale jednocześnie temperaturę sporu nieustannie podnosi. Jarosław Kaczyński również.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA