fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Nie rozgrzebywać systemu

stock.adobe.com
Trzeba się liczyć z tym, że po pandemii trend starzenia się społeczeństwa i gubienia populacji się utrzyma. To pole do popisu dla państwa.

Statystyki dotyczące demografii to tylko lustro rzeczywistości. Odbijają fakty, ale niekiedy na ich podstawie można przewidzieć trendy. Obraz przełomu ostatniego roku nie tylko w Polsce jest dramatyczny. W wielu krajach dotkniętych zarazą liczba zgonów zdecydowanie przewyższa liczbę urodzeń. W od dawna dotkniętej kryzysem Japonii bije się na alarm. Milionowi zgonów towarzyszyło w zeszłym roku tylko 800 tys. urodzeń. W Europie klęska demograficzna straszy od dawna. Jeszcze przed pandemią, w 2019 r., na 28 krajów Unii przyrost populacji, czyli pozytywny bilans urodzeń, odnotowywało tylko 12 krajów. Negatywny – aż 16. W największym z nich – Niemczech – urodziło się tylko 778 tys., podczas gdy zmarło 940 tys. osób.

Przedpandemiczna europejska średnia relacja zgonów do urodzeń to 53 do 47. Pandemia tylko pogłębiła tę tendencję. W Polsce w IV kwartale 2020 r. odnotowano najwięcej zgonów od II wojny światowej, aż 60 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Taki jest obraz rzeczywistości. A trendy? Bez wątpienia rozziew pomiędzy liczbą zgonów i urodzeń w 2020 i 2021 r. będzie jeszcze większy. Nie znając logiki pandemii, odczuwając strach przed przyszłością, ludzie w wieku rozrodczym trzy razy się zastanowią, zanim zdecydują się na dziecko. Co prawda na śmiertelne skutki Covid-19 narażeni są głównie ludzie starzy, ale walce z wirusem towarzyszy osłabienie sektora usług medycznych. Czy w istocie nie należy traktować w takich czasach rodzicielstwa jako bohaterstwa?

Jedni się temu dziwią, inni załamują ręce. Dane statystyczne przerażają, ale przecież nie pierwszy raz. W czasie I wojny światowej, wskutek śmierci na frontach milionów młodych ludzi i towarzyszącej zmaganiom wojennym hiszpanki, średnia długość życia ludzkiego radykalnie się obniżyła. Równolegle doszło do postarzenia się żyjącej populacji.

II wojna światowa w naszej części kontynentu była tak dewastująca jak zarazy w wiekach średnich. Za każdym razem populacja się jednak odradzała. Zwłaszcza eksplozja demograficzna po II wojnie światowej i kolejne fale z lat 60. i 80. pomogły Polsce odtworzyć substancję narodową.

Czy po epidemii Covid-19 znów się podniesiemy? Naprawdę nie wiadomo, bo tragiczne trendy w demografii wyprzedzały epokę pandemii. Poza tym nie znamy ani daty wygaśnięcia epidemii, ani jej długoterminowych skutków. Trzeba się liczyć z tym, że trend starzenia się społeczeństwa i gubienia populacji się utrzyma. Co to znaczy dla państwa? Bez wątpienia kłopoty dla systemu emerytalnego. Chwilowe skrócenie średniej życia i większe wypłaty emerytur miną jak sen złoty. Pracująca mniejszość nie poradzi sobie z wypracowaniem emerytur dla niepracującej większości.

Czy jesteśmy na to skazani? Niekoniecznie. Jest tu szerokie pole do popisu dla państwa. To porzucenie iluzji o bezalternatywności programów typu 500+. Stworzenie za to prawdziwych mechanizmów wsparcia dla rodzących kobiet. Żłobki i przedszkola. Gwarancje ciągłości pracy. Mądra polityka migracyjna. Wsparcie dla emigrantów. Wspieranie małej i średniej przedsiębiorczości. To wzmocni demografię i wzmocni państwo. Rozgrzebywanie systemu emerytalnego, podzielam zdanie jego współtwórcy, prof. Marka Góry, tylko osłabi system. A trzeba go wspierać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA