fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Krótkie zawieszenie broni

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przy okazji rozwiązywania napięć w koalicji Zjednoczona Prawica postanowiła – wiele na to wskazuje – zaprojektować nowy układ władzy. Planowane wejście Jarosława Kaczyńskiego do rządu ma usprawnić wiele procesów politycznych, które dotychczas szwankowały. Ale nie ma cudów, konflikty powrócą.

Po pierwsze, forum uzgodnień koalicyjnych stać ma się teraz rząd. Konflikty koalicyjne między resortami nie będą odtąd rozstrzygane w rozmowach poza rządem, lecz wewnątrz niego. Może to usprawnić też rozwiązywanie kwestii spornych – takich jak polityka klimatyczna, energetyczna, europejska itp. Zbigniew Ziobro we wszystkich tych kwestiach miał diametralnie różne podejście niż Mateusz Morawiecki. Wejście do rządu Kaczyńskiego może tu Morawieckiego wzmocnić.

Może też uporządkować prace rządu – jest tajemnicą poliszynela, że Ziobro niechętnie uczestniczył w posiedzeniach gabinetu, jawnie ignorując premiera. Teraz to te posiedzenia – a nie narady w obskurnym biurowcu przy Nowogrodzkiej – mogą stać się miejscem podejmowania kluczowych dla państwa decyzji. W dodatku, Kaczyński zyskuje narzędzie wglądu w to, co się dzieje w resorcie sprawiedliwości, czego wcześniej nie mógł robić formalny zwierzchnik wszystkich ministrów, czyli premier. Kaczyński jako wicepremier nadzorujący służby, prokuraturę i sądy dostaje do ręki swoje ulubione zabawki. Dla niego to wymarzone instrumenty sprawowania władzy.

Generalnie sytuacja jest mało komfortowa dla Morawieckiego. Z jednej strony, jak wspomniałem, dostaje wsparcie od Kaczyńskiego w sporach z Ziobrą, ale z drugiej, obecność prezesa PiS osłabia jego pozycję. Dotychczas rząd był jego działka, a polityka koalicyjna – Kaczyńskiego. Teraz ten podział ról się zaciera. Jeśli prezes PiS musi wejść do rządu, by łagodzić spory między Morawieckim a Ziobrą, to znaczy, że sam Morawiecki nie miał wystarczających narzędzi, by te spory wygrać. Ale to nie wina premiera, to Kaczyński nie chciał mu ich dać. Zamiast je premierowi przekazać, sam wchodzi do rządu jako arbiter.

W dodatku jako członek PiS Morawiecki będzie podlegał prezesowi PiS. Ale jako szef rządu formalnie będzie zwierzchnikiem wicepremiera Kaczyńskiego. To osłabi, a nie wzmocni autorytet premiera. Kaczyński, chcąc wzmocnić szefa rządu, paradoksalnie go więc osłabia. W dodatku pamiętać trzeba, że pomysł, by prezes PiS wszedł do rządu i został premierem, suflowali zawsze wrogowie Morawieckiego. Kaczyński wicepremierem to krok uczyniony właśnie w tym kierunku.

Nie ma też żadnej gwarancji, że taki nowy układ będzie stabilny. Bo z całego zamieszania Zbigniew Ziobro wychodzi wzmocniony. Tydzień temu najbliżsi druhowie Kaczyńskie straszyli Ziobrę wyrzuceniem z koalicji. Szybko jednak kierownictwo PiS zorientowało się, że nie uda się rozbić jego ugrupowania, Solidarnej Polski, ani pozyskać posłów – np. z PSL – by nie stracić w Sejmie większości. Na rządy mniejszościowe w koronakryzysie nikt zaś nie miał szczególnej ochoty.

Dlatego role się odwróciły, okazało się, że to PiS jest skazany na Solidarną Polskę. I Ziobro doskonale o tym wie. Kaczyński wymagał od niego złożenia hołdu lennego jako warunku pozostania w koalicji. Tyle że Ziobro może mu obiecać wszystko, a za miesiąc znów zacząć się w koalicji rozpychać. Pozornie więc musiał posypać głowę popiołem, ale wyszedł z tej rozgrywki zwycięsko, choć teraz to Kaczyński będzie osobiście go pilnował. Nie ma żadnego powodu, dla którego Ziobro ma nie kołysać już rządową łódką, w nadziei na to, że przy następnej burzy uda mu się pozbyć Morawieckiego.

Tu zaś dochodzimy do kwestii najważniejszej. Kaczyński nie potrafił się zdecydować na żaden zasadniczy ruch. Spór Ziobry z Morawieckim to spór nie tylko osobowościowy, ale też programowy. I tego sporu prezes PiS dalej nie rozwiązał. Plany premiera i ministra sprawiedliwości na najbliższe trzy lata są zupełnie inne. A prezes nie potrafił się zdecydować, w którym iść kierunku – ofensywy ideologicznej, którą zapowiada Ziobro, czy pragmatyzmu proponowanego przez premiera. Dlatego żaden konflikt w koalicji nie został rozwiązany, a jedynie chwilowo załagodzony. I prędzej czy później znów wybuchnie. Takie zawieszenie broni nie może trwać zbyt długo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA