fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Nie robi się konia konsulem

Fotorzepa/ Maciej Zienkiewicz
Jest niepisana zasada w kręgach badaczy opinii publicznej, że nie przeprowadza się sondaży w sytuacjach zbytniego napięcia emocjonalnego. Takim zdarzeniem było niewątpliwie morderstwo Pawła Adamowicza 13 stycznia w Gdańsku i wszystko, co się po nim wydarzyło.

Kiedy więc, kiedy tydzień temu poprosiłem o sondaż preferencji partyjnych, kazano mi kilka dni poczekać. Nie byłem pewnie jedynym, który oczekiwał na te dane z wyjątkowym napięciem, bo jak wielu, spodziewałem się, że zabójstwo i późniejsza narodowa debata o charakterze tej zbrodni, może stać się ważnym punktem zwrotnym.

Z pewnym szacunkiem wypada przy tym odnotować, że w tych pierwszych dniach klasa polityczna potrafiła się zachować przyzwoicie. Nie doszło do okładania się kłonicami. Rząd przyjął strategię milczenia i pochylił się poważnie nad tematem mowy nienawiści. Opozycja, poza kilkoma przypadkami, nie ruszyła z kampanią obwiniania PiS-u za śmierć popularnego samorządowca.

 

Ale badania musiały w końcu zostać zrobione. I choć ich wyniki szczególnie nie szokują, są wyjątkowo godne uwagi. Potwierdzają, że partia Jarosława Kaczyńskiego ma problem. W porównaniu z poprzednimi badaniami straciła 4 proc. To oczywiście nie rewolucja, ale jeśli ta utrata okaże się początkiem trendu, pechowa data 13 stycznia może rzeczywiście odwrócić bieg politycznej rzeki.

Jeszcze ważniejszy od osłabienia PiS jest wzrost społecznego zainteresowania polityką (tylko 12 proc. badanych nie wspiera żadnej partii), a najważniejsze, że skumulowany wynik opozycji (PO, PSL, SLD) o ponad procent przekracza poparcie dla potencjalnych sojuszników na prawicy (ZP i Kukiz’15). Osłabienie PiS świadczy więc o niepowodzeniu strategii obrony przed spadkami po 13 stycznia. Podobnie wzrost notowań Platformy też jest zapewne zasługą zachowania przez tę partię nerwów na wodzy po gdańskim mordzie na Adamowiczu.

Co będzie dalej, czy te trendy się pogłębią? A może sondaże powrócą do bezpiecznych dla PiS stanów z połowy grudnia? Wiele zależy od tego, co się wydarzy w najbliższych dniach. Poniedziałkowe aresztowanie byłego rzecznika MON Bartłomieja M., byłego posła PiS Mariusza Antoni K. i kręgu urzędników związanych z PGZ niektórzy interpretują, jako próbą zapobieżenia buntowi w partii (od kilku dni po Warszawie krążyła plotka, że Antoni Macierewicz „ma dość” PiS i szykuje się ze swoją ekipą do założenia nowej formacji), inni jako komunikat, że partia czyści swoje szeregi z „czarnych owiec”. Miałoby to budować wiarygodność partii prezesa Kaczyńskiego w przededniu kolejnych wyborów.

Niezależnie jednak od tego, kto ma rację, sprawa działań CBA przeciw byłym eksponowanym politykom prawicy może się okazać wierzchołkiem góry lodowej, która – jeśli ją dostatecznie ogra opozycja – zamieni chwilowe załamanie sondaży w trwały trend. Tym bardziej, że w PiS wciąż funkcję wiceprezesa pełni „człowiek-granat” z odbezpieczonym zapalnikiem. Niedawno jeszcze wierny patron aresztowanego młodziana. Człowiek, który nigdy nie umiał, nie umie i nie nauczy się wyciągać wniosków choćby z klasyków. Bo przecież już Swetoniusz napisał, że nawet Kaligula nie zdecydował się na uczynienie konia konsulem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA