Komentarze

Komentarze po wyborach: Nie powiódł się plan PiS by zbudować sobie poparcie wśród klasy średniej

EP/ Fred MARVAUX
"Poparcie centrali dla młodych liderów w osobach Patryka Jakiego, Małgorzaty Wasserman, czy Kacpra Płażyńskiego było największą kulą u nogi, a wysiłek wsparcia kandydatów przez premiera Morawieckiego i prezesa Kaczyńskiego zafundował im przegraną. Wzmocnił ich pozycję wśród wyborców PiS (ci i tak by na nich zagłosowali), ale zdystansował do nich neutralne centrum" - pisze Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", komentując wyniki drugiej tury wyborów samorządowych.

"Po komunizmie przyjęliśmy model ustrojowy, który zakłada rozproszenie i wzajemną niezależność władz. Przy całej niedoskonałości konstytucji z 1997 roku trzeba przyznać, że jej sensem jest trójpodział władzy i kohabitacja równoważących się ośrodków: parlamentarnego, prezydenckiego i rządowego, a szerzej władzy centralnej i samorządu, sądów i administracji. Dlatego kumulacja całej władzy w jednych rękach jest po prostu przeciw DNA polskiej demokracji" - pisze Bogusław Chrabota, zauważając, że kandydaci partii rządzącej w miastach doznali sromotnej klęski.

Przeczytaj: Polacy nie chcą rządów monopartii

"Przegrana przez PiS wyborów samorządowych nie tylko w największych metropoliach, ale nawet w tych mniejszych miastach, który uchodziły za bastiony prawicy to sygnał, że nie powiódł się plan partii Jarosława Kaczyńskiego, by odzyskać umiarkowane centrum i zbudować sobie poparcie wśród klasy średniej" - podkreśla z kolei wicenaczelny Michał Szułdrzyński. Dodaje, że po wyborach w PiS obudzą się wszyscy dotychczasowi przeciwnicy obecnego szefa rządu twierdząc, że nie powiódł się polityczny plan pod tytułem "Mateusz Morawiecki premierem i nowym liderem prawicy".

Komentarz Michała Szułdrzyńskiego: Klęska "projektu Morawiecki"?

Zuzanna Dąbrowska zauważa, że "te wybory, oprócz kilku pojedynków w dużych miastach, były antypartyjne".

"Wyborcy są znudzeni, zmęczeni i zajeżdżeni przez propagandę. To prawda, że sami też jej ulegają i dają się uwikłać w emocje PiS i KO. Ale wyniki wyborów pokazują, że mają jej dość. Jeżeli w niedużych i średnich miastach wygrywał kandydat którejś z tych partii, działo się tak nie dlatego, że był przez nie wystawiony, tylko mimo że tak było" - ocenia dziennikarka "Rzeczpospolitej". Dodaje, że wyjątkiem jest kilka miejscowości na Podkarpaciu, gdzie "PiS traktowany jest jak relikwia".

Dowiedz się więcej: Wybory antypartyjne

Michał Kolanko w swoim komentarzu na rp.pl zauważa, że "o ile Nowogrodzka spodziewała się porażek w Krakowie i Gdańsku, to nieudane kampanie w średnich miastach – Tarnowie, Radomiu, Ostrołęce – muszą być już poważnym ostrzeżeniem".

"Tak jak w Stanach Zjednoczonych wyborów nie wygrywa się w Nowym Jorku czy Los Angeles tylko w Ohio i Pensylwanii, tak w Polsce to średnie miasta mogą zdecydować o tym, kto będzie rządził po wyborach w 2019 roku. W Polsce również – tylko mobilizacja w Warszawie i Poznaniu nie wystarczy opozycji" - komentuje dziennikarz "Rzeczpospolitej".

Michał Kolanko: PiS słabnie w swoim Ohio

Michał Płociński z kolei w swoim komentarzu zwraca uwagę, że "wszędzie, od Ameryki przez Europę po Australię: globaliści wygrywają w dużych miastach, lokaliści – poza nimi".

"Państwa oparte na idei narodowej właściwie pękają na pół. W USA można już mówić o dwóch różnych narodach – inaczej rozumiejących najbardziej fundamentalne pojęcia, jak wolność, godność człowieka, podstawowe prawa. Stany Zjednoczone są w stanie częściowego paraliżu. To, że podążamy tą samą drogą, jest chyba oczywiste" - zauważa dziennikarz.

Przeczytaj: Podział na miasto i wieś to przyszłość polityki?

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL