fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Obligacje scementują Unię

AFP
Wspólny dług to krok ku federalnej Europie, który jej powstania nie przesądza. Utrudni jednak powtórkę z brexitu.

Nic nie spaja związku bardziej niż wspólne długi. Są tacy, którzy uważają, że prawdziwym momentem powstania USA było nie tyle ogłoszenie Deklaracji Niepodległości w 1776 r., ile zaciągnięcie długu na wojnę o niepodległość i jego ujawnienie w 1782 r. Unia Europejska właśnie po raz pierwszy przymierza się do zaciągnięcia długu. I także w celu sfinansowania walki – ze skutkami koronawirusa. Pytanie tylko, czy kraje członkowskie UE przyjmą propozycję prezydenta Emmanuela Macrona i kanclerz Angeli Merkel o emisji euroobligacji za pół biliona euro na pomoc dla najbardziej poszkodowanych przez Covid-19?

Unia jest gospodarczą potęgą, ale politycznym karłem. Z blisko 450 mln konsumentów stanowi czwarty co do wielkości rynek świata i ma łączny PKB niewiele mniejszy od amerykańskiego. Nie ma jednak wspólnej polityki zagranicznej ani tym bardziej obronnej. Utknęła w swym rozwoju gdzieś między organizacją międzynarodową a konfederacją państw. Każdy wstrząs sprawia, że pojawiają się znaki zapytania dotyczące jej przyszłości. Tak było z kryzysem zadłużeniowym, gdy Grecja mogła jako pierwsza wypaść ze strefy euro. A może i z samej UE, co niedawno zrobiła Wielka Brytania.

W wymiarze gospodarczym, ale i politycznym Wspólnotę cementuje wspólna waluta. I choć wzorem dla Europejskiego Banku Centralnego był Bundesbank, Niemcy nie są zadowolone, że EBC na masową skalę finansuje rządy, skupując obligacje. Długo też opierały się zaciągnięciu wspólnego długu przez UE. Dlatego właśnie deklaracja kanclerz Merkel i prezydenta Macrona budzi poruszenie. Powstaje oto kolejne po funduszu ratunkowym strefy euro (EMS) narzędzie polityki fiskalnej pozwalające wesprzeć kraje znajdujące się w potrzebie. Ekonomiści niemal od zawsze zwracali uwagę, że opierając się wyłącznie na polityce pieniężnej, euro będzie systemem kulawym.

Głównym mechanizmem korekty były dotąd migracje „za pracą" z biednych krajów Unii do bogatych, z pogrążonych w kryzysie do dających sobie radę. Ale zbyt gwałtowny napływ migrantów, jak w Wielkiej Brytanii, jakkolwiek korzystny dla tamtejszej gospodarki, wywołał napięcia społeczne i stał się jednym z powodów głosowania za brexitem.

Wniosek z tego jest taki, że zmianom trzeba dać czas. Dotyczy to zwłaszcza zacieśniania więzi w Europie. Nie sądzę, by większość nas, Europejczyków, była gotowa na wspólne państwo federacyjne, nawet jeśli jego budowa leży w naszym interesie. Więcej nas łączy niż dzieli, a różnice kulturowe są niewielkie, o czym można się przekonać, jadąc choćby do Azji. Bez dalszej integracji Europa – grupa 27 krajów, którym partykularyzmy często przesłaniają to, co jest ich wspólnym interesem – zawsze będzie zdominowana przez gigantów, takich jak USA czy Chiny, a w przyszłości także Indie.

Euroobligacje budowę federacji przybliżają, ale jej nie przesądzają. Jedno jest jednak pewne: mając wspólne długi, trudniej się rozwieść. O powtórkę z brexitu będzie trudniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA