fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Apel "Rzeczpospolitej". Nie zapominajmy o euro

Bloomberg
Jak co roku w styczniu namawiam do debaty nad przyjęciem przez Polskę wspólnej waluty.

Mam świadomość, że propagowanie idei przystąpienia Polski do strefy euro jest jak głos wołającego na puszczy. Rządzący dziś Polską przyjęli za aksjomat prymat waluty narodowej i wbrew opiniom większości autorytetów ekonomicznych przekonują, że Polska bez euro rozwija się szybciej niż sąsiedzi. Twarde dane jednak tego nie potwierdzają.

Gospodarki sąsiednich krajów uwolnione dzięki euro od kosztów transakcyjnych i ryzyka kursowego, mające dostęp do tańszego pieniądza i większego portfela inwestycyjnego, stały się dla nas realną alternatywą. Prócz walutowej wiarygodności zyskały one na euro również politycznie. Są w centrum procesów integracyjnych, o których od dawna wiadomo, że rozgrywają się i będą rozgrywać wokół osi, którą tworzy wspólna waluta. Dlaczego więc rząd Prawa i Sprawiedliwości jest przeciwko?

Czytaj także: Polska w strefie euro. To ciągle ma sens

Nie umniejszam oczywiście wagi argumentów ekonomistów krytycznych wobec euro. Wszystkich należy wysłuchać z powagą, jednak racje przedstawiane przez takie autorytety, jak Grzegorz W. Kołodko, Stanisław Gomułka, Witold Orłowski czy Janusz Jankowiak, są zdecydowanie bardziej przekonujące niż głos ekspertów związanych z rządzącą ekipą. Jeśli więc nie chodzi o argumenty ekonomiczne, to bez wątpienia o stanowisku PiS wobec euro rozstrzyga polityka. A zwłaszcza jej fundament ideowy, w samej swej istocie eurosceptyczny.

Otóż liderzy partii rządzącej mają zupełnie inną wizję wspólnej Europy niż ta, za którą opowiadają się dziś polityczni euroentuzjaści. To Europa równych podmiotów, a nie dominacji wspólnych struktur. Europa niepodległych państw, a nie sfederowanych narodów. Europa, w której fundamentem wzajemnych relacji jest suwerenność, z wszelkimi jej atrybutami, takimi choćby jak własna waluta. Takie są poglądy liderów rządzącej partii. Tak ma myśleć jej elektorat. Ale nie to budzi mój obywatelski sprzeciw.

Czytaj także: Euro to także korzyści polityczne

Protestuję przeciwko temu, że po raz kolejny w polskiej historii na ołtarzu ideologii umiera racja. Po raz kolejny linia polityczna partii ma rozstrzygać o przyszłości narodu. Dlatego jak co roku na początku stycznia namawiam do debaty nad przyjęciem przez Polskę wspólnej waluty. Jestem głęboko przekonany, że już sam proces konwergencji pozytywnie wpłynie na naszą gospodarkę. Wierzę, że głos Polski ze środka strefy euro będzie w Europie donośniejszy.

Uważam, na koniec, że wypada poważnie traktować podjęte zobowiązania, zwłaszcza jeśli się wiążą z fundamentalnym interesem narodowym. Dlatego apeluję o debatę na temat euro. To obowiązek rządzących, bo odwrotną stroną każdej władzy jest odpowiedzialność. Niech sprawa polskiej obecności w eurozonie stanie się sprawą publiczną i ponadpartyjną. Łączącą, nie dzielącą.

Wracam do tego co roku. I daję słowo, że nie zabraknie mi determinacji, by być w tej sprawie konsekwentnym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA