fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Wrócił strach przed amerykańskimi wyborami

Fotorzepa
Wystarczył opublikowany przez „Washington Post" sondaż dający Donaldowi Trumpowi poparcie większe niż Hillary Clinton, by światowe giełdy zareagowały przeceną.

Nikkei 225, indeks giełdy w Tokio, zamknął środową sesję 1,76 proc. na minusie, a Hang Seng, indeks z Hongkongu, stracił 1,5 proc. Przecena rozlała się na giełdy europejskie, a później na amerykańskie. W środę po południu większość indeksów giełdowych Starego Kontynentu umiarkowanie traciła. Polski WIG20 spadał o ponad 2 proc., włoski FTSE MIB o 1,4 proc., niemiecki DAX o 0,9 proc. Nowojorski Dow Jones Industrial zaczynał sesję od spadku o 0,2 proc.

– Na rynkach dominują obawy związane z wyborami w USA, pomimo tego, że przez ostatni tydzień napływały dobre dane gospodarcze. Nagły zwrot w kampanii, do którego doszło w piątek, sprawił, że inwestorzy uciekają na bezpieczne pozycje, gdyż dotarło do nich, że Trump rzeczywiście może wygrać – uważa Joshua Mahony, analityk z firmy IG. Wspomniany przez niego nagły zwrot w kampanii wyborczej to wznowienie przez FBI śledztwa w sprawie e-maili, które Hillary Clinton, poważnie naruszając przepisy dotyczące bezpieczeństwa, przechowywała na swoim prywatnym serwerze. Część z tych e-maili została odkryta na komputerze byłego demokratycznego kongresmena Anthony'ego Weinera w ramach śledztwa dotyczącym wysyłania przez niego esemesów o treści seksualnej do 15-latki. Ta afera sprawiła, że w kilka dni stopniała duża, sięgająca 12 pkt proc. przewaga sondażowa Hillary Clinton nad Trumpem.

Wzrost jego szans wyborczych przełożył się też na wyższe ceny złota, tradycyjnie zaliczanego do bezpiecznych aktywów. W środę po południu jego cena lekko przekroczyła 1,3 tys. dol. za uncję i była najwyższa od miesiąca.

– O ucieczce kapitału ku aktywom uznawanym za bezpieczne przystanie świadczy także najbardziej dynamiczne od czerwca umocnienie się szwajcarskiej waluty, sięgające 1,4 proc. – zauważa Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. – W najbliższej przyszłości trzeba się więc liczyć ze zwiększoną nerwowością na rynkach finansowych oraz dużą zmiennością notowań, które apogeum osiągną w przyszłym tygodniu, w dniu głosowania i po opublikowaniu wyniku wyborów. W razie zwycięstwa Hillary Clinton niemal pewne będzie gwałtowne odreagowanie i kilkudniowa euforia. Z kolei wygrana Donalda Trumpa będzie skutkować mocną przeceną – prognozuje Przasnyski.

Trump nie cieszy się przychylnością inwestorów z rynków finansowych, gdyż w czasie kampanii wyborczej głosił program przewidujący powrót do protekcjonizmu handlowego, a jego plany dotyczące polityki zagranicznej mogą oznaczać zerwanie z polityką prowadzoną przez kolejne administracje od 25 lat. Część analityków wskazuje jednak, że obawy przed Trumpem mogą być mocno przesadzone. Zwłaszcza że jeśli nawet zostanie on prezydentem, to wiele jego decyzji może krępować Kongres.

– Ostatnią rzeczą, której potrzebują obecnie USA, jest kontynuacja polityki Obamy. Przyniosła ona wzrost liczby etatów, ale zmniejszyła ilość posiadanych pieniędzy przez obywateli. 52 proc. Amerykanów nie posiada żadnych oszczędności w bankach i żyje z miesiąca na miesiąc. Jest to problem społeczny, którego nie można zlekceważyć w tych wyborach – uważa Steen Jakobsen, główny ekonomista i dyrektor ds. inwestycji w Saxo Banku. – Według mnie najgorszym scenariuszem byłoby przejęcie kontroli przez Clinton nad Białym Domem, Senatem i Izbą Reprezentantów. Jeśli bowiem jeden obóz polityczny kontroluje wszystkie te instytucje, to staje się on niebezpieczny ze względu na brak ograniczeń – dodaje Jakobsen.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA