fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Wspólna waluta w połowie zreformowana

Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej (z lewej) i Pierre Moscovici, komisarz ds.. ekonomicznych i finansowych, podatków i ceł
AFP
Strefa euro jest dziś lepiej przygotowana na ewentualne kryzysy finansowe. Przed nią jednak najtrudniejsze polityczne decyzje, m.in. dotyczące osobnego budżetu.

– Mówi się zwykle, że UE buduje się przez kryzysy. Ale nie musi tak być – mówił wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis. Pięć lat po przyjęciu ambitnej agendy pogłębienia integracji w strefie euro i 11 lat po wybuchu światowego kryzysu finansowego wiele zostało osiągnięte, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wielkich upadłości banków.

Ale do uzgodnienia pozostały najtrudniejsze politycznie tematy: kto ma za to płacić? I jak daleko ma iść solidarność w sprawach budżetowych? – Strefa jest zdecydowanie silniejsza niż 10 lat temu – mówił komisarz Pierre Moscovici. Ale powinna być jeszcze silniejsza i o tym mają dyskutować przywódcy UE na szczycie strefy euro 21 czerwca w Brukseli.

Większa dyscyplina

W podsumowaniu, które przedstawili w środę Dombrovskis i Moscovici, Komisja Europejska wymienia wiele reform przeprowadzony w reakcji na kryzys, który w Europie omal nie doprowadził do bankructwa Grecji, Irlandii i Portugalii, a w konsekwencji do rozpadu strefy euro.

Przede wszystkim Bruksela uznała, że dla określenia stabilności kraju nie wystarczy już ocenianie go tylko na podstawie kryteriów fiskalnych, w tym głównie wysokości deficytu sektora finansów publicznych. Akurat w Irlandii, Portugalii czy Hiszpanii (ona też miała potem problemy) ten wskaźnik nie zwiastował nadejścia kryzysu. Tylko w Grecji sytuacja była inna, bo deficyt był wysoki, tyle że fałszowany świadomie przez rządzących. Dlatego KE uznała, że trzeba patrzeć szerzej na sytuację makroekonomiczną. Stąd wprowadzona procedura semestru europejskiego, w którym co roku kraj jest oceniany na podstawie wielu czynników. I poza procedurami dyscyplinującymi w razie rozrzutności budżetowych wprowadzono też takie, które sygnalizują tzw. nierównowagi makroekonomiczne, jak np. bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości (co było problemem w Irlandii) czy strukturalne problemy na rynku pracy (z czym borykała się Portugalia).

Jednak te reguły funkcjonują głównie na papierze, ponieważ jednocześnie z wprowadzaniem nowych reguł obecna Komisja zdecydowała się stosować je bardziej elastycznie w zależności od wielkości kraju. Wybaczała brak dyscypliny fiskalnej Francji, teraz też bardzo łagodnie postępuje z Włochami. Z obawy przed pogłębieniem i tak silnych już nastrojów eurosceptycznych w tych krajach.

Najpoważniejsze wyzwania

Nowe zasady, choć czasem stosowane w sposób selektywny, informują znacznie lepiej rynek o sytuacji krajów i pozwalają na szybsze reagowanie. Jednocześnie Bruksela przeprowadziła szereg reform uzdrawiających banki, przez co powszechnie uważa się, że obecne problemy Włoch raczej nie doprowadziłyby do kryzysu na miarę greckiego. UE buduje bowiem unię bankową, której dwa istotne etapy zostały już zakończone.

Jest już wspólny nadzór bankowy w Europejskim Banku Centralnym obejmujący wszystkie duże banki, których skala i charakter działania sprawiają, że mogą tworzyć tzw. ryzyko systemowe. Stworzono także zasady i zarząd dla uporządkowanej upadłości banków, czyli jak dokonywać restrukturyzacji i doprowadzać do bankructwa w sytuacji, gdyby jednak nadzór nie zapobiegł kłopotom banków. Niezrealizowany jest natomiast trzeci, najbardziej kontrowersyjny etap, czyli wspólny system gwarantowania depozytów. Tutaj przeszkodą są głównie Niemcy, które jako największy kraj UE boją się ponoszenia ostatecznej odpowiedzialności finansowej za złe zarządzanie bankami w innych państwach UE.

Częścią ambitnego planu pogłębienia integracji w strefie euro była też wspólnota budżetowa. Po kryzysie stało się jasne, że wspólna waluta bez wspólnego budżetu nie będzie działała perfekcyjnie. Na stole jest teraz propozycja daleka od najbardziej ambitnych zamiarów Francji, a polegająca na stworzeniu instrumentu budżetowego na rzecz konwergencji i konkurencyjności. Miałby on finansować reformy w krajach strefy euro.

Zarówno jego planowana wielkość, jak i zakres finansowania są raczej skromne. I, co zawsze było ważne dla Polski, ma on być elementem wspólnego unijnego budżetu, nie stwarzałby więc wyrwy, przez którą mógłby powstać osobny budżet strefy euro. Ale byłby to pierwszy krok w stronę uznania, że strefa euro ma inne potrzeby i powinna mieć dodatkowy instrument finansowania. – Jest szansa na kompromis i należy zdecydowanie dążyć do jego osiągnięcia – ocenia Moscovici.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA