fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Amok": Pisarz-morderca, czyli niepokojący obraz społeczeństwa

Mateusz Kościukiewicz jako Krystian Bala
kino
Kasia Adamik rzuca wyzwanie kryminałowi. W „Amoku" diagnozuje współczesność rządzoną przez medialną sławę.

„Amok" nie jest typowym kinem sensacyjnym. To opowieść o namiętnościach, chorym umyśle, kompleksach, ambicjach spychających człowieka w przepaść.

O tej zbrodni pisały media na całym świecie. Amerykański „New York Times", brytyjski „Guardian", hiszpański „El Pais". Bo też była bulwersująca. W grudniu 2000 roku wędkarze zobaczyli dryfujące po Odrze ciało mężczyzny ze skrępowanymi liną nogami i rękami. Policja ustaliła, że ofiarą jest zaginiony miesiąc wcześniej młody wrocławski biznesmen, ale śledztwo nie przyniosło rezultatów i sprawę umorzono. Wszczęto je od nowa cztery lata później, gdy anonimowy telefon zwrócił uwagę policjantów na książkę Krystiana Bali „Amok". Była w niej opisana zbrodnia dokonana przez bohatera powieści Chrisa. Szczegóły pokrywały się z ustaleniami poczynionymi we wrocławskim śledztwie. Co więcej, policjanci odkryli, że tuż po morderstwie użytkownik Chris B. sprzedawał na Allegro nokię należącą do biznesmena, a żona Bali znała ofiarę. Pisarz utrzymywał, że jest niewinny, ale po poszlakowym procesie sąd skazał go na 20 lat więzienia.

Do nakręcenia filmu na motywach tej historii nie dał się namówić Roman Polański. Powstał obraz „Prawdziwe zbrodnie" Alexandrosa Avranasa z Jimem Carreyem w roli głównej i kilkorgiem polskich aktorów w epizodach. Nie miał jednak dobrych recenzji.

Kasia Adamik lepiej wykorzystała tę skomplikowaną historię. W pierwszych scenach młody chłopak obserwuje, jak policja wyławia z rzeki zwłoki mężczyzny. Jest mordercą czy facetem, dla którego ta zbrodnia stała się obsesją? A może chorym z ambicji pisarzem, gotowym na wszystko, żeby się wypromować?

Adamik oparła swój film na pojedynku dwóch mężczyzn: Bali i prowadzącego śledztwo Sokolskiego. Obaj są pokręceni. Bala nie daje sobie rady z relacjami z żoną i z żądzą sukcesu, sławy. W Sokolnickim tkwią traumy przeszłości, poczucie winy za śmierć córki, rozwalone życie prywatne.

„Amok" żyje dzięki kreacjom dwóch aktorów. Ekranowy demon Bala ma niewinną urodę Mateusza Kościukiewicza, jego delikatny, lekko cyniczny uśmiech, który znika, gdy zostaje na ekranie sam. Zaś Sokolnicki Łukasza Simlata mimo zaciętej determinacji bardziej przypomina faceta przegranego niż twardziela.

Adamik kreśli niepokojący obraz społeczeństwa, w którym puściły hamulce moralne. Zaćpani faceci nie ruszą się, by pomóc dziewczynie wijącej się w ataku padaczki. To świat przeżarty przez chorobę celebryctwa. Nie ma cię w mediach, to cię nie ma w ogóle. Jesteś – stajesz się bohaterem. Kiedyś upadła diwa z „Bulwaru Zachodzącego Słońca" była gotowa popełnić zbrodnię, by raz jeszcze znaleźć się w blasku fleszy. Dzisiaj blask fleszy musi ci towarzyszyć stale. Moralność? Przyzwoitość? Nie ma takich pojęć.

W kryminalnej aferze Adamik myli tropy. Nie daje prostych odpowiedzi. Bala jest mordercą? Czy pisarzem chorym z ambicji? A może jednym i drugim? Widz musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sam. Ale ważniejszy od tej odpowiedzi jest niepokój, który „Amok" w nim zasieje.

­

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA