fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Palm Springs”. Miłość w pętli czasu

fot. mat.pras.
„Palm Springs" Maxa Barbakova to pełen słońca i wolności prezent na walentynki. Przedpremierowe seanse już od 12 lutego.

Dwie nominacje do Złotych Globów, - w tym dla najlepszej komedii - to nie przypadek. Ten film coś w sobie ma. Kiedy się go ogląda, najpierw przychodzi do głowy słynny „Dzień świstaka” Harolda Amisa z Billem Murrayem i Andy MacDowell, który stał się kultowym obrazem w 1994 roku. Telewizyjny prezenter pogody relacjonował tam tytułowy Dzień Świstaka. Przeżywał koszmar, a gdy budził się następnego dnia okazywało się, że okropny dzień zaczyna się od nowa. I tak się to powtarzało. Bohater zostaje zamknięty w dziwnej pętli czasu.

W pętlę czasu wpada też w „Palm Springs” Nyles, który budzi się w hotelu w modnym kurorcie, gdzie ma się odbyć wesele prowadzone przez jego dziewczynę Misty, która zresztą coraz bardziej go nudzi. Impreza jest dość sztywna i klasyczna. Nyles kręci się wśród elegancko ubranych gości w krótkich, żółtych spodenkach i kolorowej, hawajskiej koszuli, w której odpoczywał nad basenem. Ale gdy mowę weselną ma wygłosić Sarah - starsza siostra panny młodej, wybawia ją z kłopotu. Wywołuje wśród gości najpierw zaskoczenie, potem zachwyt. Sarah jest czarną owcą w rodzinie. Jej wychodząca właśnie za mąż siostra to ideał, który nawet oddał potrzebującym szpik, a ona - w opinii bliskich - tylko „pije i pieprzy się”. Z Nylesem też wyskakuje na pustynię na szybki seks. Tam jednak zaczynają się dziać dziwne, niewytłumaczalne rzeczy. Odtąd już film całkowicie wariuje. Nyles stale otwiera rano oczy i od nowa przeżywa ten sam dzień w rozmaitych wariantach. Razem z Sarą są zamknięci w pętli czasu. Czasem jest śmiesznie, czasem strasznie, czasem beznadziejnie, czasem sympatycznie. Wszystko toczy się szybko, każdy dzień daje szansę na inne rozwiązanie sytuacji, choć Sarah protestuje: „Nie chcę, żeby jutro było dzisiaj, chcę, żeby jutro było jutro”. Ale, jak łatwo się domyśleć, te dziwne okoliczności zbliżają parę do siebie.

Walentynkowy film? Tak, choć tylko dla zakręconych. Trzeba wejść w konwencję, a wtedy jest ciekawie. I choć po „Dniu świstaka” było już sporo filmów i seriali wykorzystujących pętlę czasu, obraz Maxa Barbakova ma w sobie świeżość i tony humoru. Przeplatają się w nim śmierć i życie, radość i niepokój, a nad wszystkim unosi się rodzące się między dwojgiem ludzi uczucie. A do tego jeszcze to rozprażone słońcem Palm Springs, Andy Samberg i Cristin Milioti - świetna para aktorów znanych dotąd głównie z seriali,  muzyczne przeboje. Miło w mroźnej izolacji odetchnąć tym  słońcem, wolnością, luzem, zwariowaniem...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA