fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Jak odchodził Robin Williams

Canal+ Dokument
Jego samobójcza śmierć była wstrząsem dla znających go z ekranu widzów, ale nie dla bliskich. Aktor zmarł 11 sierpnia 2014 roku, mając 63 lata.

Był cztery razy nominowany do Oscara, raz mu go wręczono – jako najlepszemu aktorowi drugoplanowemu za rolę psychoanalityka w „Buntowniku z wyboru” (1997). Zanim Robin Williams odkrył w sobie aktorskie powołanie i talent komiczny, studiował nauki polityczne. Z kabaretu i estrady najpierw trafił do telewizji, dopiero później do filmu. Znany był nie tylko z talentu komediowego, ale i z improwizowanych monologów, którym zostawiali margines scenarzyści filmowi i reżyserzy. Doceniali jego inteligencję i bystrość umysłu, ale też znali nieprzewidywalność tego aktora.

- Podążał swobodnie, gdzie go myśli poniosły – wspomina jeden z reżyserów.

- Praca z Robinem to praca na wysokich obrotach – w jego głowie wciąż iskrzyło śmiesznymi powiedzonkami. Dodawał kwestie i masę improwizował – pamięta kolega aktor.

Williams 6 razy wyjeżdżał do Afganistanu i 5 do Iraku, by dodawać ducha amerykańskim żołnierzom. – Te wyjazdy uczą, że ci żołnierze to najlepsza publika na świecie – twierdził Williams.

Autorzy dokumentu „Dzień dobry, Robin” skoncentrowali się na ostatnich latach życia aktora, o których opowiada przede wszystkim jego ostatnia, trzecia żona Susan Schneider (byli małżeństwem od 2011 roku).

Symptomy choroby aktora pojawiły się dwa lata przed śmiercią, choć jak pamięta wdowa -przez cały czas pozostawał silny duchem. Mimo, że powiększał się zestaw niepokojących objawów – wciąż nie wiadomo było, co mu dolega.

- Wyjście na scenę zaczęło się u niego wiązać z poczuciem zagrożenia – wspomina wdowa. – Potem z coraz większym trudem zapamiętywał kwestie.

Było to coraz bardziej widoczne na planie w czasie kręcenia filmów. Miał w sobie coraz mniej radości. Widzieli to także jego sąsiedzi, którzy pamiętają go jako człowieka otwartego, życzliwego, chętnie spacerującego z psem i jeżdżącego na rowerze. Williams coraz rzadziej chciał opuszczać dom: miał depresję, dręczyły go niepokoje, zburzenia snu.

- Tej choroby nie można ani wyleczyć, ani jej zatrzymać – zawsze prowadzi do śmierci – wyjaśnia lekarz specyfikę zwyrodnieniowej choroby mózgu nazywanej otępieniem z ciałami Lewy'ego.
Trzy miesiące przed śmiercią Williams nie mógł już wstać z łóżka, w nocy dopadały go urojenia. Tracił zdolność myślenia.

- Chcę tylko zrestartować mózg – mówił żonie.

Ale jego głowa i ciało były już wcześniej poddawane nie lada próbom, bo Williams miał okresy uzależnień od alkoholu i narkotyków. Jego ostatnia żona wspomina, że do kontynuowania ich znajomości przyczyniło się wspólne uczestnictwo w programie „12 kroków” wspomagające wychodzenie z nałogów.

Premiera dokumentu „Dzień dobry, Robin” (2020) w reżyserii Tylora Norwooda w sobotę 17 lipca o 20. w Canal+ Dokument.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA