fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Cieślik: Social media i płatki śniegu

Fotorzepa, Robert Gardziński
Internet, a zwłaszcza media społecznościowe są w stanie zrobić papkę ze wszystkiego. Łatwość dostępu do klawiatury sprawia, że zrównywane są tam sprawy wielkie i małe. Zamiast refleksji mamy chaos. Zamiast faktów – emocjonalny szantaż. W efekcie każde zjawisko ulega inflacji.

Nie żebym chciał tu powiedzieć, że kiedyś było lepiej. To akurat jest kwestia dyskusyjna. Globalna sieć dała głos tym, którzy go nie mieli. Są wśród nich prawdziwi skrzywdzeni i poniżeni. Ale są też ludzie pełni złych intencji albo zwyczajnie niedojrzali.

Tak się składa, że ostatnie dni spędziłem daleko od Polski, mogłem więc śledzić wydarzenia z pewnego dystansu. Z ciekawością przyglądałem się, jak nasze „teatralne #MeToo" (biorę to określenie w cudzysłów, bo jest dalece nieprecyzyjne) nieubłaganie zmienia się we własną karykaturę. Dokładnie tak, jak amerykański oryginał. Tam wszystko zaczęło się od publikacji „The New York Times" na temat Harveya Weinsteina, który miał na sumieniu poważne przestępstwa i w końcu wylądował w więzieniu. U nas od poruszającego wyznania aktorki Anny Paligi.

Porównanie z #MeToo jest tu o tyle mylące, że nie chodziło w polskim przypadku o molestowanie, tylko o przemoc (chodziło o szkołę filmową w Łodzi). Generalnie w kolejnych wpisach kolejnych osób podteksty seksualne były obecne marginalnie. Chodziło raczej o zachowania – jak to się dziś mówi – przemocowe. O odzieranie studentów aktorstwa z godności i doprowadzanie ich na skraj psychicznego załamania.

Zestawienie z #MeToo ma jednak sens o tyle, że pojawił się dokładnie ten sam mechanizm inflacyjny. W mediach społecznościowych zaroiło się od wpisów kolejnych skrzywdzonych (w swojej opinii) studentów. Jedne historie były rzeczywiście poważne, inne niepoważne, jeszcze inne sprawiały wrażenie spóźnionego rewanżu na nielubianych wykładowcach. Wczorajsi oskarżyciele szybko zasiedli na ławie oskarżonych (casus Dawida Ogrodnika) i na końcu cała akcja sama siebie unieważniła.

Ale jeden wniosek wydaje się po tym wszystkim oczywisty. Mają rację socjologowie, mówiąc, że dzisiejsi 20- i 30-latkowie to generacja płatków śniegu, przekonana o własnej wyjątkowości i nadmiernie wydelikacona. Nie usprawiedliwiam przemocy, ale wydaje się, że wielu spośród tych młodych ludzi nie rozumie, że w sztuce nie ma demokracji. Że na scenie liczą się tylko najlepsi.

Autor jest publicystą, scenarzystą i satyrykiem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA