Felietony

Paweł Kowal: Jakie państwo po powstaniu

"Patrol powstańczy”, obraz Maksymiliana Gierymskiego.
Muzeum Narodowe w Warszawie
Powstanie styczniowe, czyli – jak podobno mawiał Roman Dmowski – „powstanie dwudziestolatków", nie miało szans.

Ale gdyby jednak coś w XIX-wiecznej polityce drgnęło? Gdyby powstanie styczniowe wygrało, jakie wtedy powstałoby państwo? Krótka analiza symboliki ówczesnego zrywu, a także jego przywódców i ich programu prowadzi do wniosku, że powstałoby prawdopodobnie federacyjne państwo złożone najpewniej z przynajmniej trzech członów: Polski, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rusi/Ukrainy.

Kilkadziesiąt lat później, kiedy faktycznie udało się odzyskać niepodległość, trendy nacjonalistyczne na świecie były już tak mocne, że bardziej typowe było tworzenie mniejszych narodowych państw niż myślenie, że unie mogą dać narodom więcej. To pół wieku po powstaniu wiele zmieniło, w 1918 r. byliśmy jak po rozwodzie albo przynajmniej w separacji.

Kiedy Józef Piłsudski w listopadzie 1918 r. słał pierwsze depesze do przywódców państw, pisał o „wznowieniu" państwa polskiego. I tu dotykamy istoty sprawy, o której warto rozmawiać w roku setnej rocznicy niepodległości. Samo pojęcie „odzyskania" (niepodległości) oznacza po polsku przywracanie stanu rzeczy sprzed zmiany, posiadanie na powrót tego, co się miało. Tylko czy nasze „odzyskanie" bez oglądania się na losy innych dziedziców utraconego przed zaborami państwa jest odzyskaniem pełnym?

W tym konkretnym przypadku oznaczałoby to odzyskanie wolności przez obywateli każdego z dzisiejszych państw powstałych na dawnym terytorium Rzeczypospolitej sprzed I zaboru. Jeśli tak, to częścią owego wspólnego „odzy- skiwania niepodległości" są także rocznice świętowane na Ukrainie, Litwie i Białorusi.

Już w tym tygodniu Ukraińcy świętowali stulecie niepodległości, którą ogłosiła Ukraińska Centralna Rada. Zanim dojdziemy do rocznicy polskiej niepodległości w listopadzie, czekają nas jeszcze analogiczne jubileusze pozostałych spadkobierców I RP.

Myśląc o niepodległości sprzed 100 lat, warto zorganizować wspólne obchody w dawnej rodzinie niegdysiejszego państwa. Warto, żebyśmy jako Polacy bardziej się wspólną tradycją podzielili. Pewnie gdyby inicjatywa wyszła z Warszawy, ktoś by się na Wschodzie żachnął, że to nasz „imperializm". Może więc powinna płynąć z innej ze stolic? Tylko czy my wtedy chętnie ją przyjmiemy?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL