fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Obraźliwe posty: portale nie mogą ich tolerować - wyrok Sądu Najwyższego ws. Giertych - Fakt

Roman Giertych
Fotorzepa/ Robert Gardziński
To administrator strony internetowej musi wykazać, że nie wiedział o bezprawnych wpisach. Jeśli tego nie udowodni, odpowie za obrazę.

Sąd Najwyższy wydał wyrok w procesie między Romanem Giertychem a wydawcą portalu fakt.pl, spółką Ringier Axel Springer Polska.

Wyrok ten może mieć istotne znaczenie dla ustalenia zasad odpowiedzialności firm świadczących tzw. usługi hostingowe. A zajmują się nimi także klasyczne wydawnictwa, pozwalając internautom zamieszczać komentarze.

Poszło o posty

Poszło o wulgarne i obraźliwe komentarze pod artykułem pt. „Giertych chce odebrania immunitetu Kaczyńskiemu" zamieszczonym 17 sierpnia 2010 r. na portalu fakt.pl. W pozwie Giertych domagał się ich usunięcia, przeprosin i 8 tys. zł zadośćuczynienia. W trwającej już kilka lat sprawie zapadło już kilka wyroków. SN rozpatrywał ją po raz drugi.

Portal twierdzi, że o treści komentarzy dowiedział się dopiero z pozwu otrzymanego ponad rok później. Podkreśla, że wcześniej Giertych nie zgłaszał zastrzeżeń ani nie żądał ich usunięcia. Portal zaś, jak tylko dowiedział się o inkryminowanych wpisach, zaraz je zablokował, a następnie usunął. Jak ustalił biegły, z 73 wpisów umieszczonych pod tekstem o Giertychu tylko 17 i 18 sierpnia 2010 r. specjalny program automatycznie usunął osiem. 17 sierpnia z portalu usunięto w ogóle 271 komentarzy, w tym jeden ręcznie. W portalu pracuje stale 6–7 moderatorów usuwających niedopuszczalna wpisy ręcznie.

– Wszystko to oraz łatwa w użyciu funkcja zgłaszania zastrzeżeń do wpisów dowodzi, że portal dochował staranności, większej nawet niż wymaga tego prawo. W Polsce nie ma bowiem obowiązku automatycznego i z góry kontrolowania wpisów – argumentowała pełnomocnik portalu adwokat Anna Cichońska.

Trudna sprawa

Sądy niższych instancji przyjęły tę argumentację. Wskazały, że zgodnie z art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, usługodawca hostingowy nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych danych, a ma obowiązek reagować po powzięciu wiadomości o niedopuszczalnym wpisie. Skoro nawet biegły nie był w stanie określić, które wulgaryzmy powinien był wychwycić automatyczny moderator, a których nie, to nie można tego wymagać od portalu i twierdzić, że o tym wiedział.

Tego stanowiska nie podzielił Sąd Najwyższy.

– Oba sądy niższej instancji błędnie przyjęły, że ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną wyłącza stosowanie art. 23–24 kodeksu cywilnego o ochronie dóbr osobistych, a one się uzupełniają – powiedział w uzasadnieniu Władysław Pawlak, sędzia SN. – To oznacza, że na portalu, na którym zamieszczono obraźliwe komentarze, spoczywał ciężar wykazania, że dochował on swoich obowiązków i nie naruszył prawa. Portal temu nie podołał. Wiedział, że system automatycznej moderacji jest nieskuteczny, skoro dokonywał też ręcznego usuwania innych wpisów. Nie wykazał jednak, czy moderatorzy sprawdzali wpisy z własnej inicjatywy, czy tylko po otrzymaniu zawiadomienia o bezprawnym wpisie. W tej sytuacji roszczenie jest zasadne – powiedział sędzia Pawlak.

SN zwróci jednak sprawę Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania, ponieważ może być wciąż spór co do zakresu przeprosin i wysokości zadośćuczynienia.

– Już tę sprawę wygrałem, niezależnie, czy dostanę 8 czy 32 tys. zł – powiedział Giertych, nie kryjąc wraz ze swoją pełnomocniczką, adwokat Katarzyną Leder-Salgueiro, zadowolenia.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.domagalski@rp.pl

Odpowiedzialność za hejt

Osoba, której dobra osobiste, np. dobre imię, zostają zagrożone, może żądać:

- zakazania cudzego działania i zadośćuczynienia, chyba że nie jest ono bezprawne, np. usunięcia obraźliwego wpisu

Działanie hostingowe usługodawcy nie jest bezprawne, a więc nie poniesie on odpowiedzialności, jeśli

- nie wiedział o bezprawnym charakterze wpisów,

- w razie otrzymania wiarygodnej wiadomości o obraźliwym wpisie uniemożliwi dostęp do niego albo go usunie

Usługodawca hostingowy nie jest obowiązany do sprawdzania udostępnianych przez niego danych.

Na podstawie art. 24 kodeksu cywilnego i art. 14–15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA