fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cannes

Cannes 2021: Z plakatu wita Spike Lee

Spike Lee (na plakacie) kieruje w tym roku pracami jury
AFP
Uroczysty pokaz „Annette" Leo Caraxa zainauguruje we wtorek 74. festiwal filmowy w Cannes. Nagrodę za całokształt otrzyma Jodie Foster.

Dziwny to festiwal: z jednej strony święto odradzającego się kina i znakomity program, z drugiej towarzyszy mu strach, bo przecież rośnie liczba zachorowań w Wielkiej Brytanii, Portugalii i kilku innych krajach Europy; szaleje Covid-19 w Brazylii czy Indiach.

Jednak Francuzi nie wyobrażali sobie, by canneńska impreza mogła odbyć się online, jak choćby tegoroczne Berlinale. Podobnie jak nie dopuszczali myśli, by miała zostać odwołana jak w ubiegłym roku. Dlatego dyrektor Pierre Lescure i szef artystyczny festiwalu Thierry Fremaux przenieśli festiwal z maja na lipiec.

Zapewne licząc, że będą postępowały szczepienia i trafią w okienko, pomiędzy kolejnymi falami. „Nie chcieliśmy czekać do 2022 roku – wyjaśniał Fremaux w wywiadach. – Ludzie kina są spragnieni spotkań z publicznością i reklamy, jaką daje Cannes".

I tak świat kina znów spotyka się na Croisette, gdzie mijają się festiwalowicze i turyści, na okolicznych ulicach trudno znaleźć miejsce przy stolikach wystawianych przez knajpki i restauracje, a na wszystko patrzy z plakatów Spike Lee, przewodniczący tegorocznego jury konkursu głównego. Robotnicy uwijają się na pałacowych schodach, wyściełając je słynnym czerwonym dywanem.

Najważniejsza jakość

Patrząc z boku, nie czuje się tutaj postpandemicznej atmosfery. Tylko w jednym z pomieszczeń przy Pałacu zamiast biur, które tam zawsze były, teraz funkcjonuje centrum szczepień. Nieopodal jest punkt, w którym od rana do późnego wieczora można wykonać bezpłatnie test na covid. Nie wszyscy zdecydowali się na przyjazd. Nieoficjalnie można się dowiedzieć, że w tym roku wydano o połowę mniej akredytacji. W centrum festiwalowych przepustek, w którym zawsze na dzień przed otwarciem wiły się kolejki, wszystko można załatwić w kilkanaście minut. Ale wciąż liczba uczestników festiwalu jest ogromna: to około 15 tysięcy profesjonalistów, dziennikarzy i przedstawicieli biznesu filmowego.

W ubiegłym roku producenci zgłosili 1800 tytułów, w tym roku – 2300. Ostatecznie konkurs główny został rozszerzony. Znalazły się w nim aż 24 filmy. O Złotą Palmę będą walczyć Europejczycy – François Ozon, Jacques Audiard, Bruno Dumont, Nabil Ayouch, Paul Verhoeven, Kirył Serebrennikow, Nanni Moretti, Joachim Trier, Joachim Lafosse, Juho Kuosmanen, Amerykanie – Wes Anderson, Sean Penn, Sean Baker, Australijczyk Justin Kurzel, Azjaci – Apichatpong Weerasethakul, Asghar Farhadi, Ryusuke Hamaguchi, Nadav Lapid oraz Afrykańczyk Mahamat-Saleh Haroun.

Kwestia kobiet

W stosunku do canneńskich selekcjonerów zawsze padały zarzuty, że lekceważą kino kobiet. W całej historii festiwalu raz tylko, w 1993 roku, Złotą Palmę zdobyła kobieta – Jane Campion za „Fortepian". Zdarzały się lata, gdy w konkursie nie było żadnego filmu zrealizowanego przez kobietę albo jeden na osłodę.

W tym roku pewien postęp można zauważyć. Jurorzy ocenią cztery tytuły, za którymi stoją kobiety: „Titane" Julii Ducournau, „La Fracture" Catherine Corsini, „Bergman Island" Mii Hansen-Love i „The Story of My Wife" Ildiko Enyedi. Thierry Fremaux, pytany przez dziennikarzy, broni się:

– Od pierwszego festiwalu, jaki odbył się w 1946 roku, selekcjonerzy kierowali się jakością filmów, a nie płcią czy pochodzeniem reżyserów. Prawdą też jest, że w wielu krajach reżyseria jest wciąż bardzo męskim zawodem. Ale i tak widać progres. W konkursie głównym są cztery filmy zrealizowane przez kobiety, a na przykład w „Un Certain Regard" – aż osiem, zaś w konkursie francuskim – dokładnie połowa, czyli trzy na sześć zakwalifikowanych.

Fremaux zawsze podkreślał, że festiwal to atmosfera święta. I postawił sobie za punkt honoru, by udowodnić, że przylecą w tym roku do Cannes największe gwiazdy. Złotą Plamę osobiście odbierze podczas gali otwarcia Jodie Foster, klasy mistrzowskie obok niej poprowadzą m.in. Matt Damon, Isabelle Huppert, Marco Bellocchio i Steve McQueen.

Czerwony dywan ma się zaroić od sław. W wywiadzie dla portalu Indiewire.com dyrektor zapowiedział, że na canneńską „inaugurację sezonu festiwalowego" swój przyjazd zapowiedział nawet weteran, laureat Złotej Palmy z 1976 roku, 94-letni Jerry Shatzberg. Z drugiej strony mniej jest filmów amerykańskich, bo studia chcą je wprowadzać na ekrany dopiero jesienią, a i gwiazdy nie są aż tak skore, by ryzykować podróż do Europy, na zatłoczone Croisette.

W dniu inauguracji festiwalu trudno nie myśleć o bezpieczeństwie związanym z wirusem. Przez cały okres przygotowań mówiło się, że wszyscy akredytowani wchodzący na tereny festiwalowe będą musieli mieć paszport covidowy, potwierdzający podwójne zaszczepienie, zaświadczenie o przebytej nie dalej niż sześć miesięcy temu chorobie lub test sprzed maximum 48 godzin.

Pełna frekwencja

Dopiero 2 lipca na stronie internetowej imprezy pojawiła się informacja, że zasady takie będą obowiązywać tylko w Pałacu Festiwalowym, ale już nie w kinach, do których wchodzi się z ulicy, a więc m.in. w dwóch największych salach – premierowej Grand Theatre Lumiere, gdzie mieści się ok. 2300 osób, i Debussy z 1500 miejscami. Zresztą od 1 lipca francuskie kina nie mają ograniczeń liczby widzów i mogą być wypełnione w 100 procentach.

Pracują więc agenci, organizując wywiady z twórcami, a czerwony dywan, jak zapewnia Thierry Fremaux, ma wyglądać jak zawsze. – Z Pierre'em Lescure'em będziemy stać na szczycie schodów i osobiście witać gości" – zapewnia.

Czy Francuzi nie są zbyt beztroscy? Trochę obaw oczywiście jest. Ale cóż: wszyscy stęsknili się za „normalnym życiem".

The show must go on!

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA