Według danych GUS nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw spadły o 1,1 proc. w skali roku i wyniosły 49,2 mld zł. Można się tylko pocieszać, że przed rokiem spadek sięgał 7,1 proc.

Nie lepiej jest w kategorii małych i średnich firm, gdzie nastroje wyraźnie się pogorszyły. Jak wynika z badania instytutu Keralla Research, mniej niż co czwarte z tych przedsiębiorstw przewiduje, że jego kondycja w trzecim kwartale 2017 r. się poprawi. A złe nastroje nie sprzyjają podejmowaniu ryzyka. Inwestycje firm są rachityczne, mimo że gospodarka wyraźnie przyspieszyła. W drugim kwartale 2017 r. PKB wzrósł o 3,9 proc. Wzrost gospodarczy bazuje bowiem głównie na konsumpcji prywatnej. Na tym jednym silniku daleko jednak nie zajedziemy.

Zresztą byłoby znacznie gorzej, gdyby nie przyspieszenie we wspieranym środkami unijnymi budownictwie drogowym oraz budowie mieszkań. W innych branżach duże firmy prywatne raczej dalej wolą spać na górach gotówki, bojąc się niestabilności politycznej i prawnej. Ale i tak ich inwestycje powoli rosną w przeciwieństwie do przedsiębiorstw kontrolowanych przez państwo – wbrew rządowej retoryce widzącej w nich motor rozwoju Polski.

Kulą u nogi są górnictwo (spadek nakładów aż o 24,9 proc.) i energetyka (o 17,6 proc.). Kopalnie nie mają pieniędzy na inwestycje, koncerny energetyczne chciałyby zaś budować głównie bloki węglowe, lecz banki nie chcą dawać na nie kredytów. Co gorsza, państwo zablokowało rozwój instalacji OZE, a niedługo dobiegną końca inwestycje w elektrowniach w Kozienicach, Opolu i Jaworznie. Wtedy zostanie nam już tylko snucie fantasmagorii, takich jak elektrownia atomowa zbudowana przez Chińczyków w zamian za fabrykę aut elektrycznych.