fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Opozycja ujawnia funkcjonariuszy-przestępców

AFP
Szóstą niedzielę z rzędu demonstranci wyszli na ulice Mińska. Tym razem na Marszu Sprawiedliwości nieśli zdjęcia oficerów milicji i służb bezpieczeństwa, odpowiedzialnych za represje.

„Przynieście portrety – podpisane imieniem i nazwiskiem" – informowano w internecie przed manifestacją.

Dzień wcześniej – zgodnie z zapowiedziami – w sieci opublikowano dane 1003 oficerów i podoficerów milicji z całego kraju. Opozycja uprzedziła, że to tylko pierwsza partia.

Akcja została sprowokowana zarówno nieustającymi represjami przeciw demonstrantom na kolejnych marszach, jak i codziennymi aresztowaniami. – Łukaszenko cały czas uważa, jest po prostu jakaś grupa ludzi, którzy za mityczne pieniądze mitycznego Zachodu organizuje protesty. Myślę, że koniec końców (aresztowania) doprowadzą znów do przepełnienia więzień. Już teraz niektórych ludzi zaczęli zwalniać – powiedział białoruski politolog Aleksandr Fieduta.

Jeszcze w sobotę Swiatłana Cichanouska uprzedzała władze w Mińsku, że nastąpi „deanonimizacja". Powodem wystąpienia byłej kandydatki na prezydenta były aresztowania na kolejnym marszu kobiet w Mińsku. – Pracownicy mundurowych resortów powinni pamiętać: Białorusini gotowi są pozbawić animowości tych, którzy wypełniają przestępcze rozkazy. Jeszcze będziecie musieli popatrzeć w oczy swojego narodu, który powinniście ochraniać – zagroziła, jednocześnie żądając wypuszczenia wszystkich zatrzymanych w sobotę.

Oczywiście władze nikogo nie wypuściły. Wyjątkiem była najstarsza i najsłynniejsza manifestantka, 73-letnia emerytka Nina Baginskaja. Znaną w całym Mińsku „Babcię" milicjanci wepchnęli do aresztanckiej budy, ale po dojechaniu do aresztu puścili wolno, nawet nie spisując danych.

W czasie tłumienia manifestacji (jak i podczas codziennych aresztowań) milicjanci ubrani są w kominiarki i mundury bez żadnych oznaczeń (a część w mundury nieużywane w ogóle przez żadną z białoruskich formacji), jeżdżą też samochodami bez numerów rejestracyjnych. Demonstranci zauważyli, że najlepszą metodą walki z nimi jest zerwanie kominiarki i zrobienie zdjęcia. Milicjanci uciekają wtedy w panice.

Wcześniej już pojawiały się groźby ich „deanonimizacji". Kilku milicjantów spośród torturujących aresztowanych lub katujących manifestantów na ulicach zostało rozpoznanych. W klatkach schodowych domów, gdzie mieszkają w Mińsku, rozwieszano ulotki „Uwaga, przestępca" z ich zdjęciami. Z informacji od mundurowych wiadomo, że takich akcji boją się najbardziej, szczególnie gdyby doszło do nich w mniejszych miastach.

Jednocześnie pojawiły się objawy zdenerwowania wśród przedstawicieli ścisłej elity władzy. Na początku września z nauki w liceum przy Białoruskim Uniwersytecie w Mińsku zrezygnowały wnuki Aleksandra Łukaszenki oraz jego najmłodszy syn Nikołaj. – Wszystkie trzy moje córki będą się uczyć w szkole, która znajduje się koło Drozdów – powiedział Dmitrij Łukaszenko, średni syn Aleksandra i szef Prezydenckiego Klubu Sportowego. Drozdy to osiedle pod Mińskiem, gdzie mieszka białoruska elita, a które było celem zeszłotygodniowej manifestacji. W ekspresowym tempie zbudowano tam prywatne liceum i otwarto je 14 września.

Nie wiadomo skąd pochodzi baza z danymi ponad tysiąca nazwisk. Bloger Nexta poinformował jedynie, że od „cyberpartyzantów". Dwa tygodnie temu w internecie pojawiła się grupa nazywająca siebie Białoruscy Cyberpartyzanci. Kilkakrotnie włamywali się na internetowe strony należące do mundurowych resortów. Zapleczem do tworzenia się takich grup są programiści z rozbitych represjami firm.

Jeszcze nie wiadomo, czy i jak nowa akcja wpłynęła na łukaszenkowskich milicjantów. Natomiast odezwał się sąsiad.

W rosyjskiej Dumie w piątek zaproponowano dziesięciokrotne zwiększenia grzywien za ujawnianie danych mundurowych – rosyjskich, rzecz jasna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA