fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpłatna pomoc prawna

Mariusz Filipek - Prawnik Pro Bono 2017: Ludzie albo mają w sobie empatię, albo nie

Mariusz Filipek
Rzeczpospolita, Borys Skrzyński
O tym, co kręci go w działalności pro bono, jak grając w piłkę, można zostać patronem klasy prawniczej w lubelskim liceum oraz że z rodziną nie tylko dobrze wychodzi się na zdjęciu, ale też można prowadzić razem firmę – opowiada Prawnik Pro Bono 2017 w rozmowie z Renatą Krupą-Dąbrowską.

Rz: Fundacje, stowarzyszenia, dwa uniwersytety, liceum, straż pożarna. Wszystkich organizacji oraz instytucji, którym pan pomaga nie sposób wymienić. Jak pan to robi?

Mariusz Filipek: To nie jest tak, że tym wszystkim osobom i instytucjom pomogłem w jeden dzień. To efekt wielu lat mojej pracy.

Każdy, kto przyjdzie do kancelarii może liczyć na wsparcie. Czy zdarzało się, że odmawiał pan pomocy?

Moja kancelaria zajmuje się prawem cywilnym oraz gospodarczym i w takim zakresie mogę pomóc. Jeżeli więc dana osoba ma problemy z czynszem, mieszkaniem, z umową, chętnie porozmawiam, wesprę. Ale nie znam się na wszystkim. Odmawiam więc np., gdy słyszę, że chodzi o prawo karne.

Pamięta pan swoje początki. Pierwszą osobę, organizację czy szkołę, której postanowił pan pomóc.

Muszę się zastanowić. Tak. To wszystko zaczęło się, kiedy otworzyłem kancelarię prawną. Wówczas pomyślałem, że sama praca to za mało, chcę coś więcej. Później przyszła praca ze studentami.

W tamtym czasach pracowałem dodatkowo, jako asystent w Katedrze Zdrowia Publicznego na Akademii Medycznej. Studenci mieli różne pomysły. Chodziło o konkursy, konferencje, warsztaty. I tak to się zaczęło. Moja kancelaria wspierała studentów merytoryczne i finansowo. A potem przyszły kolejne wyzwania. Pomagaliśmy m.in. Europejskiemu Stowarzyszenie Studentów Prawa ELSA Poland w organizacji Ogólnopolskiego Konkursu Publicznego Prawa Gospodarczego „Szafirowe paragrafy". Osoba, która wygra, ma zapewniony w mojej kancelarii płatny staż.

A pierwszą osobą, której pomogłem, była starsza kobieta. Było to jakieś dziesięć lat temu. Pamiętam, że z trudem się poruszała. Zapytała, czy jej pomożemy, a ona nam za to zapłaci. Okazało się, że miała długi w bankach. Chciały jej zabrać mieszkanie, cały dorobek życia. Udało się sprawę załatwić polubownie. Nie straciła dachu nad głową. Odmówiłem przyjęcia pieniędzy.

A potem pojawił się bardzo sympatyczny człowiek, który miał wiele sporów w sądach, urzędach, a także z rodziną i sąsiadami. Uważał się za ofiarę systemu. A jego problemy dotyczyły: miedzy, zniszczonych zasiewów, szkód w wyrządzonych przez bobry, drogi dojazdowej. Naprawdę było tego sporo. Do kancelarii przywiózł cztery worki dokumentów, każdy ważył kilkadziesiąt kilogramów. To było nie lada wyzwanie. Sama segregacja dokumentów zajęła pięć miesięcy. Dopiero można było się zorientować, o co chodzi. A potem przez kilka lat krok po kroku trwało prostowanie, wyjaśnianie. Przestał wdawać się w nowe spory, a stare udało się wygasić. I tak z tą pomocą jest od lat. To siedzi we mnie. Jak poznaję nowych ludzi, pojawia się pozytywny ferment, pomysły, działam. Nie widzę w tym nic szczególnego. Taki jestem i tyle.

Kancelaria jest również patronem klas prawniczych w jednym z lubelskich liceów.

Lubię sport. Raz na jakiś czas gram w piłkę nożną. Okazało się, że jednym z moich przeciwników na boisku jest dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego im. Stefanii Sempołowskiej w Lublinie. W trakcie jednej z nim rozmów po meczu dowiedziałem się, że jego szkoła prowadzi klasy prawnicze. Zaproponowałem współpracę, że opowiem o prawie. Dyrektor się do tego zapalił. Od dwóch lat organizuję więc warsztaty, lekcje. Młodzież chętnie słucha. Pod warunkiem, że mówi się do niej ich językiem i traktuje jak partnera.

Na swoim koncie ma pan pomoc dla wielu organizacji. Jak one trafiają do kancelarii?

Kontaktujemy się dzięki Centrum Pro Bono. Kojarzy ono różne organizacje pozarządowe z prawnikami. W ten sposób poznałem fundacje: Maciuś, „Zdążyć z pomocą", DKMS czy stowarzyszenie Homo Faber i wiele, wiele innych.

A straż pożarna?

Pochodzę z małej miejscowości spod Lublina. Nie są mi obce problemy małych środowisk. Wiem, że boją się prawników. A mnie znają.

Dla wielu jestem kolegą z ławki szkolnej. Jest mi więc o wiele łatwiej zrozumieć i pomóc. W ten sposób do mnie ze swoim problemem prawnym dotarli strażacy.

Sam pan założył stowarzyszenie Aktywna Europa. Czym się ono zajmuje?

Pomysł był taki, by zaktywizować młodzież poprzez dyskusję, imprezy, sport. I taką rolę nadal pełni.

Rozpoczęliśmy akcję „Daj żyć książce – podziel się nią". W jej ramach zachęcaliśmy mieszkańców Lublina do dzielenia się książkami, pożyczania ich sobie nawzajem, ewentualnie oddawania książek, jeżeli nie są one nam potrzebne. Dzięki temu książki mogą „żyć", ciesząc kolejne osoby, a co za tym idzie jest duża szansa, żeby w ten sposób wzrosło czytelnictwo.

Stowarzyszenie Aktywna Europa organizuje plebiscyt Złote Klucze Spółdzielni Mieszkaniowych – edycja 2018, w którym nagrodzone zostaną najlepsze mazowieckie spółdzielnie mieszkaniowe. Poza wyróżnieniem konkretnych osób i środowisk, naczelną ideą przedsięwzięcia jest także poprawa wizerunku środowiska spółdzielczości w Polsce oraz zaprezentowanie jak najszerszej opinii publicznej jak wiele pozytywnych inicjatyw, przekładających się wprost na jakość życia mieszkańców, zostało z powodzeniem zrealizowanych w regionie.

Kilka lat temu zakiełkował w mojej głowie jeszcze jeden pomysł. Chodzi o promocję firm rodzinnych. Wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania. Wtedy dowiedziałam się więcej na ich temat, zacząłem się nimi interesować i z czasem... wsiąkłem.

Od trzech lat jestem współorganizatorem Wschodniego Forum Firm Rodzinnych. Udaje się nam ściągnąć małe firmy, które prowadzi ojciec z synem czy bracia. Przyjeżdżają też duże firmy rodzinne prowadzone w formie spółek, w których pracuje kilka pokoleń. Podobno z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciach. A ja uważam inaczej. Forum też przeczy tym stereotypom. Mam wielki fun z tego. Przepraszam za ten kolokwializm, ale najlepiej oddaje, co czuję.

Co zyskują firmy dzięki tym spotkaniom?

Pokazujemy, że rodzina w firmie to nic złego. W tym roku będzie trzecia edycja. Firmy rodzinne będą miały swoje stoiska. Pokażą co robią, by każdy mógł się z tym zapoznać. W jednej z edycji było starcie pokoleń: seniorzy kontra juniorzy. I jedni, i drudzy pokazywali swoją filozofię i sposób zarządzania firmą, gdzie są zgrzyty, a gdzie idą razem ramię w ramię.

Pracuje pan w zawodzie od wielu lat. Co wynika z pana obserwacji. Prawnicy chętnie angażują się w działalność charytatywną, czy raczej trzymają się od niej z daleka?

W latach 90. ubiegłego wieku pro bono przyszło do Polski razem z dużymi sieciowymi kancelariami prawnymi. To one spopularyzowały na szerszą skalę tego rodzaju działalność na naszym prawniczym rynku. Prawnicy pomagali jednak od zawsze. Więcej lub mniej. Ale pomagali. To jest w człowieku. Albo ma w sobie empatię i chęć pomagania innym lub nie. Cóż ja mogę więcej powiedzieć.

Mariusz Filipek, radca prawny, otrzymał w tym roku tytuł Prawnika Pro Bono 2017 r. w konkursie organizowanym przez Fundację Uniwersyteckich Poradni Prawnych i dziennik „Rzeczpospolita".

Pracuje i mieszka w Lublinie. Jest doktorem nauk prawnych, radcą prawnym oraz pracownikiem naukowym w Katedrze Postępowania Administracyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Wspiera swoją wiedzą olbrzymią liczbę organizacji pozarządowych, Wśród nich jest m.in. Fundacja Maciuś, Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą", Lubelskie Towarzystwo Studentów Analityki Medycznej przy Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Jest również współzałożycielem i prezesem stowarzyszenia Aktywna Europa oraz patronem klas prawniczych w IV Liceum Ogólnokształcącym im. Stefanii Sempołowskiej. Prowadzi też warsztaty i szkolenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA