fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Fuzje banków niosą zwolnienia

Adobe Stock
Jednym z głównych celów łączenia kredytodawców jest usunięcie dublujących się funkcji, by osiągnąć oszczędności. Ale to oznacza duże redukcje zatrudnienia.

Mimo wzrostu skali działania polskiego sektora bankowego nadal trwa systematyczna redukcja miejsc pracy. Nie zanosi się na wyhamowanie tego trendu.

Tysiące etatów mniej

Na koniec października w polskich bankach było łącznie zatrudnionych 163,4 tys. pracowników, czyli o 1,42 tys. mniej niż rok wcześniej. Przez siedem lat liczba ta spadła o 13,4 tys., czyli o ponad 8 proc. (warto zwrócić uwagę, że szczególnie szybko maleje liczba zatrudnionych w kraju, czyli w oddziałach). W tym samym czasie aktywa sektora zwiększyły się o 610 mld zł, czyli aż o prawie 50 proc., i wynoszą 1,89 bln zł. Bankowe kredyty sektora niefinansowego urosły w tym okresie o 38 proc., do 1,08 bln zł.

Prawdopodobnie w kolejnych miesiącach widoczny będzie dalszy spadek zatrudnienia, bo niedawno spore redukcje zapowiedział BGŻ BNP Paribas. Ten szósty co do wielkości aktywów bank w Polsce przeprowadzi zwolnienia grupowe w latach 2019–2020, które obejmą maksymalnie 2200 pracowników. To całkiem spora liczba, biorąc pod uwagę, że na koniec czerwca grupa kapitałowa zatrudniała 7,6 tys. osób. W tym przypadku powodem zwolnień jest przejęcie w listopadzie za 3,25 mld zł podstawowej części Raiffeisen Polbanku (cały polsko-austriacki bank zatrudniał 3,9 tys. osób).

Redukcje zatrudnienia to naturalny skutek fuzji bankowych, bo po połączeniu spora część funkcji dubluje się, szczególnie dotyczy to obszarów back office i często również oddziałów. Jednym z niedawnych przykładów jest Alior, który pod koniec 2016 r. przejął Bank BPH, co skutkowało później zwolnieniami obejmującymi maksymalnie 2,6 tys. pracowników.

W tym roku inną dużą transakcją tego typu było wchłonięcie przez Santander Bank Polska za prawie 1,3 mld zł wydzielonej części detalicznej Deutsche Bank Polska, również przeprowadzone w listopadzie. Powstaje więc pytanie, czy polsko-hiszpański bank (zatrudnia 14,3 tys. osób) także zdecyduje się na redukcję zatrudnienia w związku z przejęciem części DBP, która zatrudniała 1450 osób. Nie udało nam się uzyskać komentarza z Santandera. Bank wskazywał wcześniej, że liczy na 335 mln zł synergii kosztowych wynikających z przejęcia (w latach 2018–2021). W związku z tą transakcją zwolnienia, choć znacznie mniejsze, przeprowadzi sam Deutsche Bank Polska, który teraz zajmuje się już tylko bankowością korporacyjną i obsługą hipotek walutowych. W latach 2018–2020 przeprowadzone zostaną zwolnienia grupowe, które obejmą maksymalnie 155 pracowników etatowych (po podziale zatrudniał 520 osób).

Kolejne potencjalne zwolnienia mogą dotyczyć Euro Banku, zatrudniającego blisko 2,9 tys. pracowników, który zostanie za rok przejęty kosztem 1,8 mld zł przez Millennium (ma 5,8 tys. etatów). Także w tym przypadku bank oczekuje sporych synergii, a ich źródłem mają być optymalizacja sieci oddziałów i związanych z tym kosztów oraz konsolidacja funkcji back office, usług wsparcia, głównych systemów IT i marketingu.

Do tego dochodzą Getin Noble i Idea Bank, czyli mające problemy spółki kontrolowane przez Leszka Czarneckiego. Idea już wcześniej zmniejszała zatrudnienie, ale teraz oba banki rozważają fuzję, aby znaleźć oszczędności i poprawić swoją sytuację. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w styczniu. Jeśli będzie „na tak", z pewnością połączony bank będzie zwalniał pracowników zatrudnionych w obszarach dublujących się.

Fuzje banków, których w Polsce w ostatnich latach było kilkanaście, mają bardzo duży wpływ na redukcje zatrudnienia, bo prowadzą do zmniejszenia sieci dublujących się oddziałów. Tylko przez niecałe pięć lat liczba placówek i oddziałów bankowych spadła w polskim sektorze o prawie 2,1 tys., czyli niemal 14 proc., i jest ich obecnie 12,96 tys.

To jednak niejedyny powód redukcji zatrudnienia. – Są nimi także cyfryzacja, zmniejszenie częstotliwości wizyt klientów w placówkach i jak zwykle szukanie oszczędności – mówi Marcin Materna, dyrektor działu analiz w Millennium DM. Dodaje, że w kolejnych latach nadal będzie spadać liczba pracowników w sektorze. – Część największych banków wciąż ma pewne możliwości ograniczenia zatrudnienia – dodaje. Eksperci podkreślają, że czynniki, które decydowały o redukcji zatrudnienia w bankach, czyli cyfryzacja, presja na przychody oraz fuzje i przejęcia, nadal są i będą występowały. Zatem zatrudnienie w sektorze będzie wciąż maleć. To daje szanse na spore oszczędności, bo koszty pracownicze to połowa wszystkich kosztów operacyjnych banków.

Rosną wynagrodzenia

Jednak wzrost kosztów pracowniczych w sektorze (mimo że maleje zatrudnienie) przyśpiesza – w tym i ubiegłym roku sięga 6 proc. w skali roku, gdy w latach 2010–2017 wynosiło średnio 2,8 proc. Oznacza to, że rośnie średnie wynagrodzenie. W 2017 r. zwiększyło się o 8,2 proc., do około 10 tys. zł (bazując na danych o łącznych kosztach pracowniczych w sektorze i średniej liczbie zatrudnionych w roku). W całym bieżącym roku może urosnąć do 10,8 tys. (zakładając, że liczba pracowników utrzyma się mniej więcej na obecnym poziomie). To znaczne przyśpieszenie wobec lat 2010–2017, kiedy wskaźnik ten rósł co rok po 3,4 proc.

Banki w związku z presją płac w całej gospodarce podnoszą wynagrodzenia nie tylko szeregowym pracownikom (ostatnio podwyżki przeprowadzali m.in. Santander Bank Polska, Millennium, Handlowy i ING Bank Śląski), ale muszą także zwiększać zatrudnienie informatyków. To jedna z najlepiej opłacanych dużych grup zawodowych, a banki są tylko jedną z branż, które rywalizują o jej przedstawicieli.

Walka o podniesienie rentowności

Oprócz dużych redukcji zatrudnienia wynikających z fuzji banki prowadzą niemal nieustanną optymalizację w tym zakresie w poszukiwaniu oszczędności. Jednym z przykładów jest wprowadzony wiosną w Pekao program dobrowolnych odejść skierowany do pracowników, którzy uzyskali prawa emerytalne w tym roku albo już je posiadali. Może objąć 1 tys. osób i o tyle obniżyć zatrudnienie grupy tego drugiego co do wielkości banku w Polsce (wynosiło w czerwcu 17,3 tys. etatów). Zarząd wskazywał, że program cieszy się dobrym odbiorem i w kolejnych latach obniży koszt działania banku o ok. 70 mln zł rocznie. Jednym z celów jest odmłodzenie kadry i przygotowanie banku na zapowiedziane, ale jeszcze nieogłoszone zmiany w zakresie dotarcia do klientów (ma uwzględniać różne sposoby kontaktu). Banki pchane są do redukcji zatrudnienia nie tylko cyfryzacją, coraz rzadszymi odwiedzinami oddziałów i automatyzacją procesów back office, ale także spadającą rentownością sektora. Jest ona pod presją z powodu nie tylko podatku bankowego, który ściął zyski o jedną czwartą, ale także z powodu utrzymujących się od prawie czterech lat rekordowo niskich stóp procentowych i słabego wyniku z opłat i prowizji po obniżeniu stawek interchange. Do tego dochodzą wysokie wymogi kapitałowe. To wszystko powoduje, że mimo imponujących zysków sektora (w tym roku może być blisko 15 mld zł netto) wskaźnik ROE (czyli zwrot z kapitałów) wynosi ok. 8 proc. Nie jest więc tak wysoki jak przed laty, gdy sięgał regularnie 12–14 proc., a jest on ważny, bo wskazuje na potencjał wzrostu akcji kredytowej banku i możliwość wypłaty przez niego dywidendy. Poza tym banki zatrudniają, bo w coraz większym stopniu skupiają się na swojej podstawowej działalności, odchudzają elementy niezwiązane z kluczowymi kompetencjami bankowymi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA