fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Haszczyński: Polski diabełek bez rogów, miły

Fotorzepa, Waldemar Kompała
To było jedno z najtrudniejszych porozumień. Przez 25 lat stosunki z Litwą miały wzloty i upadki. Na dalszą poprawę można liczyć po odejściu Grybauskaite.

26 kwietnia 1994 roku prezydenci Lech Wałęsa i Algirdas Brazauskas podpisali w Wilnie polsko-litewski traktat. Biorąc pod uwagę nieufność Litwinów wobec większego sąsiada, która dała o sobie znać w czasie rozpadu ZSRR, był to duży sukces.

Nieufność nawiązywała do okresu międzywojennego – sporów o Wilno, i do epoki dużo wcześniejszej, gdy doszło do polonizacji litewskich elit. Kilka lat po podpisaniu traktatu najbardziej znany litewski literat Tomas Venclova opowiadał mi, że Litwini nawet po półwieczu sowietyzacji pamiętali piosenkę z czasów walk z Żeligowskim o Wilno: „Tupi lenkas už kalniuko, žiba akys kaip velniuko" (Kryje się Polak za pagórkiem, łypie okiem jak diabełek). – Są na Litwie ludzie, i to wpływowi, dla których ta piosenka stanowi cały program polityczny – dodał Venclova, podkreślając, że ich znaczenie jednak maleje.

Potem i mi – a Litwą zajmuję się 25 lat (mieszkałem tam prawie trzy) – wydawało się, że maleje. Aż nagle, gdy Litwa była już bezpieczna w UE i NATO, okazało się, że jej politycy nie zamierzają poważnie traktować zobowiązań wobec mniejszości polskiej. Kluczowym momentem było ograniczenie zakresu nauczania w języku polskim (w 2011 roku), a wcześniej odrzucenie korzystnej dla Polaków ustawy, i to podczas wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tuż przed katastrofą smoleńską. Wtedy zniknęły hasła o strategicznym partnerstwie, pojawiła się zimna wojna, stosunki Wilno–Warszawa uchodziły za najgorsze dwustronne relacje w całej Unii.

Teraz jest zdecydowanie lepiej, choć o ustawach korzystnych dla Polaków nadal się dyskutuje, a nie przyjmuje głosami większości w litewskim Sejmie. Stosunki poprawiła nam Rosja, prowadząc neoimperialną politykę w regionie. Władze Litwy stanęły też po stronie Polski w sprawie artykułu 7 traktatu UE i zrobiły to, gdy wydawało się, że PiS przegra tę rozgrywkę, bo ma po swojej stronie tylko Viktora Orbána.

Może być jeszcze lepiej, bo kończy się druga i ostatnia kadencja Dalii Grybauskaite, która stała na czele nieformalnego ponadpartyjnego bloku nacjonalistów, skutecznie blokującego w Sejmie to, co ważne dla stosunków z Polską.

Wśród kandydatów na prezydenta w wyborach 12 maja jest taki, z którym wiążę nadzieje. Nie podam nazwiska. W 1997 roku jeden kandydat oskarżył mnie bowiem, że pisząc w „Rzeczpospolitej" tekst „Agent, ale zasłużony", przeszkodziłem mu w przejściu do drugiej tury. Nie brzmiało to przekonująco. Nawet w żartach nie chcę wpływać na wyniki wyborów w innym kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA