Super Bowl, czyli finałowy mecz rozgrywek futbolu amerykańskiego (NFL), to najważniejsze sportowe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych. W przerwie wybrany artysta daje ok. 13-minutowy koncert (tzw. halftime show). W tym roku – w nocy z 8 na 9 lutego – był to Bad Bunny, 32-letni raper z Portoryko. Zamiast sceny – portorykański mikrokosmos (plantacje trzciny cukrowej, życie uliczne). Język – hiszpański. A wszystko to na żywo oglądało 135 mln osób, co uczyniło występ portorykańskiego muzyka historycznym. Gorąco polecam go zobaczyć (dostępny jest na YouTubie).
Bad Bunny nie pokazał środkowego palca Donaldowi Trumpowi. Na tym polega siła jego występu podczas finału Super Bowl
Jeszcze zanim Bad Bunny, a właściwie Benito Antonio Martínez Ocasio, bo tak nazywa się raper, pojawił się na stadionie, zdążył poirytować amerykańską prawicę. „Nie planował wojny z trumpizmem, ale to właśnie on znalazł się na jej pierwszej linii – jako artysta, którego muzyka, język i sama obecność doprowadzają MAGA do szału”, napisał w Oko.press Radosław Korzycki. Wystarczy wspomnieć, że z obawy przed kontrolami imigracyjnymi, przerwał trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych.
Czytaj więcej
Wspaniały show, zaprezentowany podczas Super Bowl przez rapera Bad Bunny'ego, nie przypadł do gus...
W jednym z komentarzy w zachodniej hemisferze platformy X przeczytałam: Bad Bunny nie pokazał środkowego palca Donaldowi Trumpowi. Na tym polega siła jego występu: nie miał „ośmiu gwiazdek” na czole, nie prowokował i nie zwyzywał prezydenta oraz jego wyborców. Było jak w grze papier, kamień, nożyce: fiesta roztapia ICE (dosłownie: lód; angielski akronim Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł, którego kompetencje rozszerzył Donald Trump).