Reklama

Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE

Celebryci przegrali wybory Kamali Harris. Tak jak Rafałowi Trzaskowskiemu nie pomógł Michał Żebrowski, Bad Bunny nie załatwi demokratom zwycięstwa w wyborach połówkowych. Ale jego występ podczas finału Super Bowl to społeczny barometr. Zwłaszcza że raper z Portoryko – inaczej niż np. George Clooney – to swój chłop.

Publikacja: 13.02.2026 04:37

Bad Bunny

Bad Bunny

Foto: PAP/Newscom

Super Bowl, czyli finałowy mecz rozgrywek futbolu amerykańskiego (NFL), to najważniejsze sportowe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych. W przerwie wybrany artysta daje ok. 13-minutowy koncert (tzw. halftime show). W tym roku – w nocy z 8 na 9 lutego – był to Bad Bunny, 32-letni raper z Portoryko. Zamiast sceny – portorykański mikrokosmos (plantacje trzciny cukrowej, życie uliczne). Język – hiszpański. A wszystko to na żywo oglądało 135 mln osób, co uczyniło występ portorykańskiego muzyka historycznym. Gorąco polecam go zobaczyć (dostępny jest na YouTubie). 

Bad Bunny nie pokazał środkowego palca Donaldowi Trumpowi. Na tym polega siła jego występu podczas finału Super Bowl

Jeszcze zanim Bad Bunny, a właściwie Benito Antonio Martínez Ocasio, bo tak nazywa się raper, pojawił się na stadionie, zdążył poirytować amerykańską prawicę. „Nie planował wojny z trumpizmem, ale to właśnie on znalazł się na jej pierwszej linii – jako artysta, którego muzyka, język i sama obecność doprowadzają MAGA do szału”, napisał w Oko.press Radosław Korzycki. Wystarczy wspomnieć, że z obawy przed kontrolami imigracyjnymi, przerwał trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych.

Czytaj więcej

Wspaniała latynoska fiesta skrytykowana przez Trumpa. Bad Bunny wystąpi w Polsce

W jednym z komentarzy w zachodniej hemisferze platformy X przeczytałam: Bad Bunny nie pokazał środkowego palca Donaldowi Trumpowi. Na tym polega siła jego występu: nie miał „ośmiu gwiazdek” na czole, nie prowokował i nie zwyzywał prezydenta oraz jego wyborców. Było jak w grze papier, kamień, nożyce: fiesta roztapia ICE (dosłownie: lód; angielski akronim Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł, którego kompetencje rozszerzył Donald Trump). 

Reklama
Reklama

Raper nie przekształcił swojego występu w dzielący Amerykanów polityczny (w znaczeniu: wulgarny) protest, a celebrował ojczystą kulturę. Jednocześnie był to potężny manifest. Na telebimie pojawiło się hasło: „Od nienawiści silniejsza jest tylko miłość”. Na piłce, którą trzymał, widniał napis: „Razem jesteśmy Ameryką”. A kiedy powiedział: „Boże, błogosław Ameryce” (zresztą przeżegnał się przed koncertem), wymienił wszystkie kraje w obu Amerykach. 

Bad Bunny na prezydenta Stanów Zjednoczonych

Bad Bunny wytrzymał ciśnienie, czego nie da się powiedzieć o atakującym go prezydencie. Donald Trump się wściekł, bo nie ma rządu dusz nad częścią amerykańskiego społeczeństwa. To fenomen: amerykański sen z hiszpańskojęzycznym artystą śniły miliony Amerykanów, którzy nie rozumieli ani słowa. 

Zaś co do Latynosów: większość głosowała na Trumpa. Czy poprą republikanów jesienią, skoro ich bliskich dotknęły deportacje? To prawda, celebryci przegrali wybory Kamali Harris. Tak jak Rafałowi Trzaskowskiemu nie pomógł Michał Żebrowski, tak Bad Bunny nie załatwi demokratom zwycięstwa w wyborach połówkowych. Ale uprawnione jest stwierdzenie, że jego występ podczas finału Super Bowl to społeczny barometr. Zwłaszcza że raper z Portoryko – inaczej niż np. George Clooney (twarz elity) – to swój chłop, który kiedyś był sprzedawcą w spożywczaku. 

Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. I nie są to groźby na wyrost
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Światowy chaos z cłami Trumpa
Publicystyka
Marek Migalski: Czy mężczyźni odwrócą się od rządu? Polityczna cena ignorowania ich frustracji
Publicystyka
Michał Kolanko: Tajemniczy kandydat na premiera. Kaczyński podgrzewa atmosferę w PiS
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama