fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Michał Szułdrzyński: Wyborcza gra Radą Bezpieczeństwa Narodowego

Wtorkowa Rada Gabinetowa z udziałem prezydenta
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Obie strony politycznego sporu zdają się oskarżać wzajemnie o wykorzystywanie sytuacji w Iraku w kampanii wyborczej. I obie – niestety – mają rację.

Opozycja od kilku dni oburza się na Andrzeja Dudę, że po elskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie nie zwołał Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – Polska atakowana jest i szkalowana przez prezydenta Putina, na Bliskim Wschodzie, gdzie stacjonują polscy żołnierze, narasta groźny konflikt – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

W podobnych duchu wypowiedział się marszałek Senatu Tomasz Grodzki. – Konflikt USA–Iran jest potencjalnie niebezpieczny dla naszych obywateli i żołnierzy w Iraku oraz naszych rodaków w Iranie; ich bezpieczeństwo musi być priorytetem ponad bieżącymi sporami politycznymi – napisał. Dlatego zarówno według Kidawy-Błońskiej, jak i Grodzkiego należy niezwłocznie zebrać RBN.

Przeczytaj także: Izabela Kacprzak: Polski kontyngent wróci z Iraku?

Politycy opozycji mają i nie mają racji. Nie mają, bo od zwołania RBN bezpieczeństwo naszych żołnierzy w Iranie nie wzrośnie. Nikt z polityków opozycji, którzy wzięliby udział w RBN, nie ma własnych kanałów informacyjnych z Iranem ani Irakiem i nie mógłby zagwarantować pokoju w regionie ani bezpieczeństwa żołnierzy. Dlatego wiązanie RBN z bezpieczeństwem Polaków w regionie to ruch czysto polityczny. Opozycja doskonale wie, że Duda nie zwoła Rady, więc korzysta z okazji – i prawa opozycji – by w niego uderzać.

Opozycja ma rację w innym aspekcie. Rada Bezpieczeństwa Narodowego została wymyślona z dwóch powodów. Po pierwsze – żadna władza nie jest wieczna. Dzisiejsi rządzący mogą się znaleźć kiedyś w opozycji, a dzisiejsi opozycjoniści zasiąść w ławach rządowy. Racja stanu i bezpieczeństwo państwa wykracza poza kadencję. Nie jest sprawą jednej partii czy nawet koalicji – jest sprawą, za którą odpowiadają wszyscy wybrani przez Polaków politycy, bez względu na to, czy w tej chwili rządzą czy nie. Dlatego w stabilnych demokracjach premierzy o sprawach strategicznych informują liderów opozycji. I na odwrót – negocjując kluczowe dla bezpieczeństwa sprawy, czynią ustalenia z rządzącymi, ale konsultują się z opozycją – bo na ogół takie projekty wykraczają poza kadencję. Drugi powód jest równie prosty – rządzący nie mają monopolu na rację. Stąd teoretycznie do RBN mogą być zaproszeni byli premierzy, prezydenci, szefowie MSZ i MON. Kultura polityczna wymaga instytucjonalnej ciągłości mimo zmian kierownictwa. I z tych właśnie dwóch powodów Andrzej Duda powinien zwołać posiedzenie RBN.

Dlaczego tego nie robi? Powód jest polityczny: trwa kampania wyborcza. Duda zaraz będzie się musiał zmierzyć z liderami opozycji w wyborczym pojedynku. Nie ma więc politycznego interesu w tym, by ich zapraszać na RBN. W narracji PiS Polska odzyskała niepodległość dopiero w 2015 r., więc rozmawianie z poprzednikami jest stratą czasu. W dodatku zaproszenie opozycji na RBN w pewnym sensie by ją legitymizowało. Pokazywałoby, że Duda traktuje liderów opozycji jako równych sobie. Coś takiego przekracza polityczne wyobrażenia PiS.

Dla obozu rządzącego opozycja jest złem absolutnym, w narracji PiS opozycja to targowica, donosiciele, ludzie niepoważni, gdyby wygrali wybory, Polska by upadła. Z takimi ludźmi miałby rozmawiać prezydent? W kampanii wyborczej? Nie, tego twardy elektorat by nie kupił.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA