Pomysł, żeby pobierających nauki na radców, adwokatów, notariuszy oraz komorników objąć uprawnieniami do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego pojawił się w jednej z petycji złożonych do Sejmu.

Jej autor wskazywał, że koszt aplikacji to parę tysięcy złotych rocznie. Do tego każdy aplikant musi zaopatrzyć się w odpowiednie materiały dydaktyczne, mieć środki na dotarcie na zajęcia czy dach nad głową w miejscowości prowadzenia aplikacji. Tymczasem z pieniędzmi po studiach prawniczych bywa krucho.

Czytaj więcej

Wojciech Zomerski: Ile powinien zarabiać aplikant

Nierzadko pomimo ponoszenia bardzo dużych kosztów aplikanci nie otrzymują wynagrodzenia od osób, u których pracują, bądź otrzymują bardzo niewielkie wynagrodzenie. Część z nich bez wsparcia rodziny nie byłaby w stanie się kształcić, a niektórzy wręcz rezygnują, nie mając środków na dalsze kształcenie – czytamy w petycji.

W dokumencie podnosi się, że pewnym ułatwieniem dla aplikantów dojeżdżających na zajęcia byłoby przyznanie im zniżki na przejazdy w wysokości 51 proc.

Nie znajduje uzasadnienia nieuwzględnienie w ustawie [o uprawnieniach do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego – red.] aplikantów, podczas gdy ze zniżek korzystają ich rówieśnicy będący albo studentami studiów doktoranckich, albo uczestnikami szkoły doktoranckiej – podkreślił wnioskodawca.

Biura Analiz Sejmowych jednak nie przekonał.

– Nieobjęcie aplikantów radcowskich, adwokackich, notarialnych i komorniczych ulgami na przejazdy środkami komunikacji publicznej identycznymi z przyznanymi doktorantom nie narusza zasady równości i sprawiedliwości społecznej. Kształtowanie przywilejów, jakimi są ulgi na przejazdy, pozostawione jest swobodzie prawodawczej ustawodawcy – wskazała Kamilla Kurczewska, specjalista ds. systemu gospodarczego w BAS.