Bon na zasiedlenie to forma pomocy bezrobotnym wprowadzona do ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy w maju tego roku. Ma on zachęcać młodych, by częściej decydowali się na przeprowadzkę za pracą do innych regionów kraju. Mogą na to dostać 8 tys. zł.

– Chcieliśmy w ten sposób wesprzeć mobilność przestrzenną młodych – tłumaczy Jacek Męcina, wiceminister pracy.

O pieniądze może się starać bezrobotny, który chce pracować w miejscowości oddalonej od swojego miejsca zamieszkania o ponad 80 km lub takiej, do której dojazd zająłby więcej niż trzy godziny dziennie. Aby je otrzymać, wystarczy, że pokaże w pośredniaku umowę o pracę. Umowy najmu mieszkania czy zaświadczenia o nowym meldunku przedstawiać nie musi.

Ten, kto dostał pieniądze, musi pracować lub prowadzić działalność gospodarczą przez co najmniej sześć miesięcy. Wymaga się, by przez ten czas osiągał wynagrodzenie lub przychód w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia i płacił składki na ubezpieczenie społeczne. Jeśli tych warunków nie spełni, pieniądze będzie musiał zwrócić.

Na czym polega kłopot z bonami?

– Przychodzą ludzie i pytają, czy dostaną bon, bo zamierzają wyjechać do pracy do Londynu. Ja nie wiem, czy mogę im go przyznać, bo w ustawie nie ma ani słowa, że praca musi być na terenie Polski. Na logikę wydaje się, że tak – mówi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie.

Podobne dylematy mają pracownicy PUP w Słubicach. – Nasi mieszkańcy często dojeżdżają do pracy do Berlina. Co, jeśli ktoś powie, że chce się tam przeprowadzić, a nadal będzie jeździł? Połączenie jest bardzo dobre – zastanawia się Robert Martyn, wicedyrektor urzędu. Jak urzędnicy zamierzają się przed tych bronić? – Będziemy szczegółowo badać sprawy osób starających się o taki bon. W razie wątpliwości odmówimy. W ustawie zapisano, że starosta może dofinansowanie przyznać, ale nie musi – wyjaśnia.

Wiceminister Męcina zauważa jednak, że choć ustawa nie wskazuje wprost na Polskę, to odwołanie się do przepisów o minimalnym wynagrodzeniu mówi, o który kraj chodzi. – Inaczej nie można było tego zapisać ze względu na unijne przepisy – tłumaczy.

Wątpliwości urzędników budzi także to, czy od przyznanych przez urząd pieniędzy trzeba zapłacić podatek.

– Sądzę, że będę musiał na koniec roku wysłać zainteresowanemu PIT, a on zapłaci podatek. Obawiam się, że dla niektórych może być to spory kłopot – mówi Bartnicki.

Ministerstwo Pracy zapewnia jednak, że zrobi wszystko, by bon na przesiedlenie został zwolniony z podatku. – W lutym wysłaliśmy w tej sprawie pismo do Ministerstwa Finansów, ale dotąd nie dostaliśmy odpowiedzi. Mam nadzieję, że do końca roku przychyli się do tej prośby – mówi Męcina.