Nowy kanclerz skarbu chce zniesienia wprowadzonych w 2008 ograniczeń wysokości bonusów, równocześnie najbiedniejsi Brytyjczycy pomijają posiłki i szukają wsparcia w bankach żywności.

Premierka Wielkiej Brytanii Liz Truss od początku zapowiadała, że z kryzysem zamierza walczyć „konserwatywnymi metodami” cięć podatkowych. Nowy kanclerz (szef resortu finansów) Kwasi Kwarteng ma te plany rozwinąć w bardziej szczegółowe propozycje, ale już wiadomo, że w pomysłach nowego rządu znajduje się też zniesienie dziedzictwa krachu finansowego z 2008 roku. Tym dziedzictwem jest limit na premie dla instytucji finansowych – nie mogą one wynieść więcej niż dwukrotna pensja pracownika. Ograniczenie to miało zniechęcić do zbyt ryzykownych działań na rynkach finansowych, a właśnie nadmierna skłonność do ryzyka wymieniana była wśród przyczyn krachu finansowego i kryzysu, który po nim nastąpił i którego koszty ponieśli przede wszystkim podatnicy.

Czytaj więcej

Wielka Brytania na gospodarczym rozdrożu

Według Financial Times poprzez zniesienie ograniczeń Kwasi Kwarteng chce uczynić City bardziej konkurencyjnym wobec innych centrów finansowych – Nowego Jorku, Paryża, Frankfurtu czy Hongkongu. Dla finansistów z City możliwość wykonania takiego kroku to „wyraźna korzyść z Brexitu”.

Równolegle z planami zwiększającymi korzyści dla znakomicie wynagradzanych pracowników sektora finansowego, rząd nie przedstawia jednak specjalnie korzystnych propozycji dla najsłabiej zarabiających. Tymczasem Brytyjczycy pracujący w najniżej opłacanych sektorach gospodarki zmagają się z najgorszym kryzysem w życiu.

Living Wage Foundation przeprowadziła wśród ponad 2000 pracowników zarabiających mniej niż wynoszą tzw. living wage (czyli płaca umożliwiająca pokrycie minimalnych faktycznych kosztów życia) sondaż, który miał sprawdzić, jak sobie radzą z kryzysem. Płaca pokrywająca rzeczywiste koszty życia wynosi 9,9 funta za godzinę (11,05 funta w Londynie), podczas gdy płaca minimalna dla osób powyżej 23 roku życia wynosi 9,5 funta za godzinę. Zarabiający stawki poniżej rzeczywistych kosztów życia zgodnie twierdzą, że obecny czas to „najgorszy finansowy okres” z jakim mieli do czynienia – a 78 procent respondentów zgadza się z tym stwierdzeniem.

Czytaj więcej

Gabinet Liz Truss. Kto zostaje, kto odchodzi

Odczucie to ma pokrycie w rzeczywistości - ponad połowa najgorzej zarabiających musi korzystać z banków żywności, a 42 procent twierdzi, że musi pomijać posiłki, bo nie stać ich na jedzenie. Innymi słowy mówiąc – 42 procent najgorzej zarabiających Brytyjczyków mierzy się z regularnym niedożywieniem. 21 procent twierdzi z kolei, że ma pieniądze tylko na czynsz i jedzenie.

- Wszyscy odczuwają presję związaną z gwałtownie rosnącą inflacją, ale nasze sondaże pokazją, że nisko opłacani pracownicy są uderzani mocniej niż większość. (…) Jest ważniejsze niż kiedykolwiek, by ci pracodawcy, którzy mogą, zapewnili wynagrodzenie oparte na kosztach życia – powiedziała dziennikowi „The Guardian” Katherine Chapman dyrektorka Living Wage Foundation.

W Wielkiej Brytanii zarobki poniżej rzeczywistych kosztów życia ma 4,8 mln osób. Pewną osłoną dla nich będzie wprowadzenie przez rząd limitu na ceny energii, który ograniczy ponoszone koszty ogrzewania i korzystania z urządzeń elektrycznych do maksymalnie 2500 funtów rocznie dla typowego gospodarstwa domowego

Ogólnie jednak eksperci krytykują plany rządu, który chce wspierać gospodarkę poprzez kolejne ulgi podatkowe. Wskazują oni, że najbiedniejsi nie skorzystają na tym wcale lub prawie wcale, a rzeczywiste korzyści odniosą tylko ci, którzy w obecnym kryzysie i tak sobie radzą bez najmniejszych problemów.

Czytaj więcej

Wielka Brytania: Liz Truss chce zamrozić rachunki za energię na ponad rok

Z kolei pomysł na zniesienie limitu premii dla pracowników sektora finansowego spotkał się nawet z krytyką członka komitetu polityki pieniężnej Banku Anglii, który w BBC mówił, że to „bardzo zły czas” na podnoszenie premii „bankierom”.

Pomysł Kwartenga wzbudził też wściekłość związkowców, którzy mają świadomość, że klasa pracująca zmaga się z gigantycznymi problemami, by móc w ogóle coś zjeść.

- Kiedy miliony walczą, by wyżywić swoje rodziny i mieć światło, priorytetem rządu wydaje się zwiększenie wynagrodzeń swoich przyjaciół z City - stwierdziła wprost Sharon Graham, sekretarka generalna związku zawodowego Unite cytowana przez „The Guardian”.