Rosja o pożarze, który wybuchł na jednym z najbardziej utajnionych okrętów rosyjskiej floty „Łoszariku”, poinformowała we wtorek. Zginęło czternastu marynarzy z jego załogi. Okręt oficjalnie nazywa się „atomowa głębokowodna stacja AS-12”. Według obecnych informacji ministerstwa obrony w chwili katastrofy „aparat prowadził badania przestrzeni przyrodniczej światowego oceanu w granicach terytorialnych Rosji”.

Zachodni eksperci podejrzewają, że „atomowa stacja” może służyć do zbierania informacji o podwodnej infrastrukturze NATO i USA. Rosyjscy emerytowani oficerowie okrętów podwodnych uważają też, że aparat może niszczyć części amerykańskiego podwodnego systemu akustycznego śledzenia SOSUS. Z kolei eksperci NATO doszli do wniosku, że „Łoszarik” jest jednym z najniebezpieczniejszych aparatów podwodnych Rosji, gdyż może w zanurzeniu zmieniać się w „okręt na kołach” i poruszać się po dnie morskim. 

Dowiedz się więcej: Rosja: pożar na tajnym okręcie podwodnym

W środę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapowiedział, że "pewne dane o śmiertelnym pożarze na pokładzie rosyjskiej łodzi podwodnej na Morzu Barentsa zostały sklasyfikowane jako tajne i nie zostaną ujawnione". - Prezydent ma wszystkie informacje, ale tych danych nie można upublicznić, ponieważ odnosi się to do kategorii absolutnie niejawnych danych - podkreślił.

- Są to informacje niejawne, ta tajemnica jest utrzymywana w interesie państwa i bezpieczeństwa narodowego - dodał Pieskow, podkreślając, że „jest to absolutnie normalna praktyka, gdy informacje nie są ujawniane”. - Nie ma tu nic nielegalnego - ocenił.

Pieskow odmówił komentarza, czy okręt podwodny, który uległ wypadkowi, jest wyposażony w reaktor jądrowy, mówiąc, że jest to sprawa rosyjskiego ministerstwa obrony.