Chusteczki higieniczne z logiem LOT, papierek po batoniku Prince Polo, opakowanie po polskich kosmetykach. Wszystko przemieszane z błotem. Obok na stercie gałęzi taśma filmowa. Po bliższym spojrzeniu okazuje się, że to kadr z „Katynia” Andrzeja Wajdy. Dwa tygodnie po katastrofie do lasku, w którym spadł samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, można się dostać bez najmniejszych przeszkód. Nikt go nie pilnuje.
To, że – wbrew zapewnieniom Rosjan – miejsce wypadku nie zostało należycie zabezpieczone, to tylko jedna z kontrowersji wokół sposobu, w jaki prowadzone jest postępowanie. Coraz częściej zadawane jest pytanie: czy to strona rosyjska powinna prowadzić główne śledztwo w sprawie katastrofy polskiego samolotu i śmierci prezydenta RP?
[wyimek]Specjaliści: katastrofę wyjaśnia kraj, w którym do niej doszło[/wyimek]
To Rosjanie mają bowiem w posiadaniu cały materiał dowodowy, to oni odczytują zapisy czarnych skrzynek należących do państwa polskiego. Nasi wysłannicy pełnią jedynie funkcję pomocniczą.
Polscy prokuratorzy mówią, że zgodnie z prawem międzynarodowym śledztwo na miejscu wypadku prowadzi kraj, na którego terenie do niego doszło. Potwierdzają to „Rz” zagraniczni specjaliści zajmujący się badaniem katastrof lotniczych.