Dowództwo NATO zaprosiło Polskę do elitarnego klubu państw, których specjalnością mają być wojska specjalne. Dlatego wszystkie jednostki podległe Dowództwu Wojsk Specjalnych z Krakowa: GROM, Formoza i 1. Pułk Specjalny Komandosów, rozbudowują swe struktury. By zagwarantować sobie pozyskanie najlepszych rekrutów, wyśrubowują warunki przyjęcia.
– Chętnych do służby w wojskach specjalnych jest bardzo dużo, dlatego każdy dowódca ma prawo wybrać tych najlepszych – wyjaśnia mjr Jacek Popławski z DWS. – Tak więc zarówno dowódca Wojsk Specjalnych, jak i dowódcy jednostek z tego prawa konsekwentnie korzystają, przeprowadzając kwalifikacje w różnej formie, stosownie do specyfiki jednostki, którą dowodzą.
– Aby wybrać najlepszych, musimy organizować selekcje. Ale rozbudowa jednostek to nie wszystko – tłumaczy jeden z oficerów GROM. – Ludzie odchodzą i te braki trzeba na bieżąco uzupełniać.
[srodtytul]Nie gorsi od Amerykanów[/srodtytul]
Jak dowiedziała się „Rz”, niebawem ruszy akcja promocyjno-informacyjna, która ma przyciągnąć chętnych do służby w armii w roli komandosów.
– Zamierzamy zamieścić informacje m.in. na temat jednostki i selekcji w wojskowych pismach branżowych – mówi jeden z oficerów GROM.
Jak podkreślają rozmówcy „Rz” najtrudniejsza jest selekcja do GROM. Jednostka ta jest porównywana do najlepszych tego typu jednostek na świecie: amerykańskiej Delta Force, brytyjskiego SAS czy izraelskiego Sayeret Matkal. Jej siłą są komandosi. Muszą więc być bardzo starannie wybrani. U kandydatów sprawdzane są umiejętności, predyspozycje, siła i charakter.
– Nie wyobrażam sobie, by ktoś trafił do GROM, nie przeszedłszy selekcji. To taki sprawdzian, który ma wykazać, że dany człowiek nadaje się do tej służby – mówi Andrzej Kruczyński, były dowódca zespołu bojowego w GROM.
Pomysłodawcą, twórcą i dwukrotnym dowódcą jednostki specjalnej JW 2305 GROM, która obchodzi w tym roku swoje 20. urodziny, był gen. Sławomir Petelicki. On też z grupą kilku wybranych przez siebie osób przeszedł pierwszą selekcję górską w USA. – Pokazaliśmy wtedy Amerykanom, że choć dopiero zaczynamy, dajemy sobie radę w najtrudniejszych warunkach – opowiada gen. Petelicki.
Po tym sprawdzianie gen. Petelicki razem z amerykańskim instruktorami Delta Force zaczął selekcjonować pierwszych komandosów już w Polsce.
W tej grupie znalazł się między innymi Piotr Cień-Maciejczyk. W 1991 r. skończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych we Wrocławiu.
[srodtytul]Morderczy marsz przez góry[/srodtytul]
– Z naszego 200-osobowego rocznika przydział do JW 2305 po pierwszym sprawdzianie dostało 25 osób – wspomina Cień-Maciejczyk.
Ale nim do niego doszło, młodzi oficerowie nie wiedzieli, czym zajmuje się jednostka i jakie wykonuje zadania. Nie wiedzieli, jak mają się przygotować do selekcji ani nawet, że się odbędzie. Na własną rękę w ciągu kilku godzin musieli dotrzeć w Bieszczady. Tam czekał ich morderczy marsz przez góry.
Jak selekcja najczęściej wygląda? Jedną z konkurencji jest przekroczenie potoku po zawieszonej nad nim linie – tzw. moście komandosa. Inną – dotarcie kandydata wyposażonego tylko w mapę do celu, omijając drogi i ludzi. Na trasie sprawdzana jest jego znajomość topografii, a jednym z ćwiczeń jest np. odnalezienie wyznaczonych przez instruktorów punktów. Często kandydaci są budzeni w środku nocy, by pokonać kolejną trasę. Te pierwsze ćwiczenia to tylko rozgrzewka, a także swoisty test na inteligencję.
– Selekcja sprawdza przede wszystkim charakter – uważa Cień-Maciejczyk.
W trakcie służby w GROM został instruktorem i sam prowadził selekcje. – Nie ma dwóch takich samych – mówi. – Wiele zależy od pogody, zadań, jakie postawią instruktorzy.
Jego opinię potwierdza Krzysztof Przepiórka, również były oficer GROM. – Zdarzało się, że spośród 30 kandydatów po selekcji żaden nie zakwalifikował się na kurs podstawowy do GROM – dodaje.
Średnio jednak z dziesięciu kandydatów sprawdzian przechodzi jeden.
[srodtytul]Cywile też mogą [/srodtytul]
Selekcja do GROM została opracowana głównie na podstawie wzorców brytyjskich.
– Po jej przejściu do jednostki trafiają najlepsi. Indywidualiści, których łączy wielka pasja do tej służby – mówi gen. Petelicki.
Dodaje, że selekcja w GROM trwa cały czas. – Najpierw na treningach, potem w akcjach bojowych. Żadnych błędów nie można ukrywać, bo chodzi o ludzkie życie.
Przyszli komandosi GROM rekrutują się najczęściej z innych jednostek wojska, policji czy służb. Ale o pracę w tej najbardziej elitarnej polskiej jednostce specjalnej mogą się ubiegać także cywile. Najchętniej widziani są absolwenci wyższych uczelni, np. lekarze i informatycy.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=e.zemla@rp.pl]e.zemla@rp.pl[/mail][/i]