– Nie wierzę, że błędy w sprawie Krzysztofa Olewnika były przypadkowe. Szczególnie błędy policji w pierwszym okresie po uprowadzeniu. Tam istniały powiązania biznesowo-polityczne i drugie dno – mówi „Rz” Andrzej Dera (PiS), wiceszef sejmowej komisji śledczej ds. Olewnika.
Robocza wersja raportu komisji badającej działania służb państwowych w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika od piątku w nocy dostępna jest w Internecie.
[srodtytul]Fatalne oględziny[/srodtytul]
O przecieku raportu pierwsza poinformowała „Rz” w sobotnim wydaniu online. Obszerne fragmenty dokumentu opublikował na Facebooku Sylwester Latkowski, dziennikarz śledczy. – Uznałem, że najlepszym rozwiązaniem jest wrzucenie raportu do sieci. Niech ludzie sami go przeczytają i wyciągną wnioski – mówi „Rz”.
Ostateczna wersja raportu do Sejmu trafi na początku marca. – Za tydzień będziemy zgłaszać poprawki. Niektóre tezy powinny być wyraźniej zaznaczone – mówi „Rz” Dera. Chodzi m.in. o tę dotyczącą lokalnego układu, który – zdaniem posła – istniał i miał wpływ na liczbę zaniedbań.
Szczególnie dużo jest tych popełnionych tuż po porwaniu Olewnika jesienią 2001 r. Sejmowi śledczy zebrali je i uporządkowali. Jak „Rz” zapowiadała już w grudniu 2010 r., we wnioskach komisji mocno wskazane zostaną nieprawidłowości w pracy prokuratury i policji.
Sejmowi śledczy w projekcie wytykają fatalnie przeprowadzone oględziny domu Krzysztofa, którymi – jak czytamy – kierował policjant mający miesiąc doświadczenia. Wbrew zasadom kryminalistyki było pobranie próbki krwi tylko z jednego miejsca w domu Olewnika. Policjanci nie zabezpieczyli np. ścierek, którymi sprawcy wycierali krew. O ich niefachowości świadczy to, że niedawno gdańscy prokuratorzy badający błędy śledczych znaleźli pod kanapą w domu Olewnika krew niezidentyfikowanego mężczyzny. Po latach wyszło też na jaw, że dwa policyjne filmy z oględzin różnią się – jakby ktoś poprzesuwał przedmioty. „Wiele dowodów zostało zaprzepaszczonych bezpowrotnie” – twierdzą sejmowi śledczy.
[srodtytul]Coś chcieli ukryć?[/srodtytul]
Skąd tyle błędów? Śledczy pośrednio wskazują, że to efekt powierzenia pierwszych czynności policjantom z Płocka, którzy w wieczór przed porwaniem byli na imprezie u Olewnika. – Może mieli coś do ukrycia? – zastanawia się poseł Dera.
Inny kardynalny błąd: nie przesłuchano ekspedientki, u której herszt gangu Wojciech Franiewski kupił telefon komórkowy do kontaktów z Olewnikami. Gdyby to zrobiono, szybko można byłoby sporządzić jego portret pamięciowy – czytamy w projekcie. Gdy po kilku latach kobiecie pokazano zdjęcia z monitoringu, rozpoznała gangstera. Niewybaczalne było też zignorowanie anonimu z 2003 r., gdy Krzysztof jeszcze żył, wskazującego dwóch porywaczy. – Gdyby policjanci wykonali rutynowe czynności sprawdzające, Olewnik by żył – uważa Dera.
Komisja wytknęła – jak sygnalizowała „Rz” – brak nadzoru nad śledztwami i tuszowanie błędów prokuratorów w terenie przez ich przełożonych na szczeblu krajowym.
W projekcie śledczy wytykają powierzenie tak poważnej sprawy prokuratorowi z Sierpca. Wskazują na błędne decyzje prokuratora Zbigniewa Kapusty, m.in. przekazanie śledztwa wydziałowi ds. przestępczości gospodarczej, a nie zorganizowanej w warszawskiej prokuraturze. Projekt raportu opisuje też zaskakujący marazm prokuratora Piotra Jasińskiego z Olsztyna, który badając sprawę błędów prokuratorskich, „nie podjął żadnych działań”.
Paweł Olszewski (PO), członek komisji, podsumowuje: – Brak profesjonalizmu, ignorancja i nieudolność to główne przyczyny zaniedbań. Ale wiele wskazuje na to, że część błędów mogła być stymulowana. Chociaż komisji nie udało się tego udowodnić.