Reklama

Rosja-Indonezja: spór o katastrofę superjeta

Indonezyjczycy twierdzą, że winni katastrofy rosyjskiego samolotu są piloci. Rosjanie są oburzeni

Publikacja: 27.06.2012 02:05

Przeszukiwanie szczątków samolotu w okolicy góry Salak (zdjęcie z 12 maja)

Przeszukiwanie szczątków samolotu w okolicy góry Salak (zdjęcie z 12 maja)

Foto: AFP

Według opisanych w rosyjskich mediach wstępnych wyników dochodzeń Indonezyjczyków  powodem rozbicia się 9 maja nowego rosyjskiego samolotu Suchoj Superjet 100, w wyniku którego zginęło 45 osób, było przede wszystkim złe przygotowanie rosyjskiej załogi. Co prawda dokument nie zawiera wprost żadnych informacji o przyczynach katastrofy, jednak kluczowe tezy można wyczytać z rozdziału „rekomendacje".

Po pierwsze, zdaniem strony indonezyjskiej zła była organizacja lotu. Z niezrozumiałych przyczyn na ziemi nie pozostawiono listy pasażerów tego pokazowego lotu. Dokument taki został sporządzony w jednym egzemplarzu i znajdował się na pokładzie samolotu. To znacząco utrudniło poszukiwania po katastrofie.

Po drugie, Indonezyjczycy dowodzą, że rosyjscy lotnicy nie mieli wystarczającego przygotowania do lotów w górach. Dlatego też zaproponowali firmie Grażdanskie Samolioty Suchogo (producent superjeta), by „zorganizowała dodatkowe szkolenia dla załóg, które będą przeprowadzać rejsy pokazowe, zwłaszcza w rejonach górskich". Z kolei zarządowi lotnictwa cywilnego Indonezji poradzono, by sprawdzał, czy piloci mający przeprowadzać pokazy samolotów mają udokumentowane przeszkolenie w lotach górskich.

Nie tylko piloci

Rosjanie są oburzeni. Ich zdaniem winę trzeba rozłożyć na obie strony. Jak podkreślił dziennik „Kommiersant", rosyjscy eksperci twierdzą, że superjet wielokrotnie był badany podczas lotów w górach, a za sterami samolotu siedział wówczas znakomity pilot oblatywacz Aleksander Jabłoncew, ten sam, który kierował samolotem w Indonezji.

Zgodnie z planem, rosyjski samolot miał wystartować z lotniska Halim, wznieść się na wysokość 10 tys. stóp (ok. 3 tys. metrów), dolecieć do miejscowości Pelabuhan Ratu, zawrócić i obniżyć wysokość do 6 tys. stóp (1,8 tys. metrów).

Reklama
Reklama

Problem pojawił się, gdy pilot nie dostał zgody na lądowanie w Halim. Specjaliści twierdzą, iż mogła nastąpić przerwa w łączności lub kontroler ruchu był zajęty inną rozmową. Jabłoncew postanowił więc lecieć po kręgu na wysokości 6 tys. stóp. Tyle że z kręgu tego wyszedł nie w kierunku Halim, a ku górze Salak.

Samolot wyposażony był w najnowocześniejsze urządzenia, które powinny uprzedzić o zbliżaniu się ku górze. Ale w komputerze pokładowym była informacja, że superjet będzie lecieć wyłącznie nad równiną. Tak czy inaczej, rosyjscy eksperci dowodzą, że można mówić o braku porozumienia między załogą i naziemnymi kontrolerami lotu.

Inaczej niż Smoleńsk

– Można zaobserwować tendencje do winienia załóg rozbitych samolotów, bo odium nie spada na żywych. W przypadku katastrofy w Indonezji sytuacja była szczególna: całkiem nowy samolot, piloci latali na nim niewiele, zabrakło zaledwie kilku czy kilkunastu metrów, by do zderzenia z ziemią nie doszło. Tu jednak wina pilotów była – powiedział „Rz" znany rosyjski publicysta Dmitrij Babicz.

Jego zdaniem mimo narzucających się podobieństw trudno porównywać wyniki śledztwa w sprawie katastrofy polskiego prezydenckiego tupolewa w Smoleńsku i rosyjskiego superjeta w Indonezji. Choć w obu przypadkach miejscowe komisje badające wypadek złożyły winę na pilotów, oczyszczając służby naziemne.

– W przypadku Smoleńska załoga mimo trudnych warunków pogodowych chciała koniecznie wylądować, a kontrolerzy nie chcieli odmówić zgody na lądowanie. Obie strony uznały, że „jakoś to będzie", i strasznie się pomyliły. W Indonezji nie było żadnych nerwowych dialogów między załogą i kontrolerami, po prostu w pewnym momencie samolot zniknął z ekranów radarów – dodaje Babicz.

Raport latem

Strona rosyjska na razie nie przedstawiła swoich ocen przebiegu wydarzeń. Raport ma być gotów „pod koniec lata". Eksperci i ratownicy rosyjscy – a było ich co najmniej kilkudziesięciu – pracowali wspólnie z Indonezyjczykami, poszukując zarówno szczątków członków załogi i pasażerów, jak i czarnych skrzynek. Skrzynki udało się odnaleźć w drugiej połowie maja, a odczytane zostały wkrótce potem. Rosyjskie media alarmowały, że Indonezyjczycy nie chcieli ich oddać Moskwie.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama