Ale o wynik ankiet możemy być spokojni, bo mogą w nich odpowiadać tylko w pełni sprawne dzieci. Eksperci mówią wręcz o skandalu. Przyjęto bowiem taką metodologię badania, że jego wynik z pewnością potwierdzi zasadność ogłoszonej cztery lata temu reformy obniżającej o rok wiek dzieci rozpoczynających naukę w szkole.
Prowadzący badania Instytut Badań Edukacyjnych, nadzorowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, wykluczył z ankiet dzieci, które z różnych przyczyn nie nadążają za rówieśnikami (z orzeczeniem o wczesnym wspomaganiu rozwoju). Takie dzieci nie są jednak zwolnione z obowiązku szkolnego. Według ekspertów dotyczy to nawet co dziesiątego ucznia.
Małgorzata Barańska, specjalistka pracująca z dziećmi: – Takie badanie przekłamuje rzeczywistość, bo pomija dzieci, które też są obecne w systemie edukacji. Czy ktoś nie chce ich widzieć? – zastanawia się Barańska.
ok. 3,9 mln zł kosztuje badanie sześcio- i siedmiolatków. Ankietowane rodziny dostają bony i mogą wygrać auto
– Przede wszystkim mamy tu do czynienia z dyskryminacją. Po drugie, pojawia się pytanie o to, jak są wydatkowane publiczne pieniądze. Zastanawiam się, czy nie powinien zająć się tym prokurator – mówi Krystyna Łybacka, była minister edukacji, odnosząc się nie tylko do spóźnienia badania, ale i jego wysokiego kosztu (3,9 mln zł).
Według IBE badania posłużą opracowaniu wniosków i wytycznych dla reformy systemu oświaty, „w tym obniżenia wieku, od którego dzieci podlegają obowiązkowi szkolnemu". Problem polega na tym, że obniżenie wieku szkolnego ogłoszono w 2008 r. Wtedy tę decyzję uzasadniano doświadczeniami europejskimi i chęcią wcześniejszego wprowadzenia młodzieży na rynek pracy.
Natomiast wyłączenie z badań dzieci z problemami zdrowotnymi bądź zaburzeniami w rozwoju uzasadniane jest tym, że „wymagają one odrębnego podejścia" – napisała nam rzeczniczka IBE Natalia Skipietrow. Instytutowi zależało na tym, by nie odczuwały one dyskomfortu podczas testu. Pani rzecznik nie pisze jednak, że zdecydowana większość z tych dzieci chodzi z rówieśnikami do normalnych szkół.
Ale pani Dorota, mama sześcioletniej Pauliny, dyskomfort i upokorzenie poczuła, gdy usłyszała, że jej córka nie może wziąć udziału w badaniu, bo ma orzeczone wczesne wspomaganie rozwoju. Ankieterka z zakłopotaną miną stwierdziła, że „system nie puszcza dalej".